Latające talerze przyszłością nazistowskich stołówek

Media, popkultura i nauka traktują “latające talerze” równie poważnie jak przedstawiciela autochtonów z południowych stanów USA utrzymującego na wszystkie świętości, że był porwany przez małe, zielone ludziki.

To lekko kpiące, prześmiewcze spojrzenie umożliwia zbadać z ciekawością na temat, wedle niemałej grupy osób jak najbardziej prawdziwy, czyli latające dyski III Rzeszy. Prawdziwie wyprzedzające epokę, fantastyczne wunderwaffe. Zacznijmy od tego, że na początku lat czterdziestych nikt tak bardzo, jak III Rzesza nie był liderem wyścigu, mającego na celu umieścić człowieka w kosmosie. Cały ten postęp wynikał z zaangażowania dwóch ludzi: Wernera von Brauna, wybitnie zainspirowanego pracami Hermanna Obertha. Dlaczego te dwa nazwiska? Byli to naukowcy odpowiedzialni bezpośrednio za pierwsze przekroczenie wysokości 100km przez rakietę A4, szerzej znanej, jako złowieszcza V2. Prace trwały już od roku 1937. Obaj panowie pracowali nad rakietą zdolną przenosić głowice bojowe.

Rakieta V2

Rakieta V2

Wynoszeniem ludzi w przestrzeń kosmiczną, sam Hitler nie był zainteresowany. Na tym etapie nawet nie ocieramy się o fantastykę naukową, ponieważ choćby zniszczony Londyn doskonale pokazuje realność rakiet V2.

Mając te podstawy, docieramy do tematu latających dysków Hitlera. Ponoć początki projektu sięgały aż lat dwudziestych, co sprawia, że poważni historycy zaczynają uśmiechać się ironicznie. Mianowicie, członkowie towarzystw Thule i Vril, dość mocno kojarzonych z tematami nadprzyrodzonymi, magicznymi czy okultystycznymi (a w tym jak wiadomo tak Himmler jak i Hitler się lubowali) mieli być odpowiedzialni za stworzenie Jenseitsflugmaschine („maszyny z tamtego świata”) z własnych pieniędzy.

Idea napędu polegała na wytwarzaniu silnych pól elektromagnetycznych zdolnych unieść i napędzać ową maszynę latającą. Teoretycznie, już w warsztatach Messerschmitta w Augsburgu do roku 1941, miały powstawać prototypy latających dysków z rezultatami, cóż – mizernymi. Dowodów na produkcję i testy tych maszyn nie ma.

Rzekomy wygląd Haunebu I

Rzekomy wygląd Haunebu I

Jednakże pomijając mistyczne towarzystwa, naukowcy również nie próżnowali w tym temacie. Autor książki “Problemy podróży kosmicznych”, niejaki Hermann Noordung został doceniony pośmiertnie. Owa książka, wydana w 1929 roku, posłużyła za inspirację dla zespołu badawczego SS E-IV, odpowiedzialnego za szukanie dla III Rzeszy alternatywnych źródeł energii. Miał on pracować nad silnikiem elektrograwitacyjnym. Badacz owego tematu, Bill Rose sugeruje, że działał on jak żyroskop z pierścieniami rozpędzonymi do bardzo dużej prędkości. Generować miało to ponoć zjawisko antygrawitacji (sic!).

W sierpniu 1939 roku przeprowadzono start pierwszej maszyny, która od miejsca powstania, została nazwana Hauneburg Gerate I, po skróceniu – Haunebu I. Maszyna miała mieć 25 metrów średnicy, 8 osób załogi i na niskich wysokościach rozpędzać się do zawrotnej prędkości 4800km/h. Poniższy dokument podobno pochodzi z niemieckiego archiwum.

Plany konstrukcyjne nazistowskiego UFO

Plany konstrukcyjne nazistowskiego UFO

Po Haunebu I miały powstać kolejne modele i ulepszone wersje latających dysków. Haunebu II (ok. 30m średnicy), Haunebu III (aż 71m średnicy i 30 osób załogi!) oraz można natrafić w sieci na projekty oraz szkice Haunebu IV, mającego rzekomo mieć aż 120m średnicy i będącego prawdziwą unoszącą się w powietrzu latającą fortecą.

Testy i badania owych maszyn miały trwać nieprzerwanie do końca wojny w 1945 roku a następnie posłużyć do wywiezienia najcenniejszych skarbów i ludzi do “Nowej Szwabii” (Neuschwabenland) ale o tym w innym artykule. Natomiast brak jakichkolwiek śladów pozwala osobom sceptycznym bez większego trudu włożyć ową historię między bajki, bo jakim cudem przez ponad 60 lat po II Wojnie Światowej nie używamy rzekomo fantastycznych silników elektrograwitacyjnych? Tajemnica Nowej Szwabii?

Jednakże, w 1943 roku na Łuku Kurskim dwóch sowieckich wojskowych niezależnie od siebie powiadomiło o zauważeniu latającego obiektu bez skrzydeł z symbolem swastyki. Czy wierzyć dwóm Rosjanom na temat latającego dysku? Cóż, jeden widział go z ziemi, drugi z powietrza i niby nie było w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że zarówno Nikołaj Kuzniecow jak i Andriej Wintruk byli generałami Armii Czerwonej. Dodatkowo Rosjanie utrzymywali, że wiosną 1945 roku zestrzelili latający dysk.

Dla oprószenia tematu, zawsze rozbudzającymi wyobraźnię teoriami spiskowymi, dodam na koniec pewien akcent mogący sugerować dlaczego wszystkie te dane (jeśli byłyby ku temu powody) pozostają nadal w tajemnicy. Otóż, wspomniany wcześniej Werner von Braun, jako najbardziej dyktujący w owych czasach warunki wyścigu kosmicznego, 12 maja 1945 roku wraz z najbardziej obiecującymi i zasłużonymi naukowcami III Rzeszy został przetransportowany do USA w ramach operacji “Paperclip”. Następnie rozpoczął się prawdziwy wyścig kosmiczny pomiędzy ZSRR i USA.

Udostępnij: