Bomba + dziecko = polityka

Niewinna dziewczynka i bomba atomowa – takie połączenie dobrze sprawdza się tylko w politycznej walce. Spot wyborczy z wykorzystaniem tych elementów był gwoździem do trumny Barry’ego Goldwatera podczas amerykańskich wyborów prezydenckich w 1964 roku. To najmocniejszy i najsłynniejszy przykład brudnej kampanii negatywnej w polityce.

Spot „Daisy” ukazał się w telewizji ledwie raz. Wystarczyło, aby zawładnąć opinią publiczną Stanów Zjednoczonych. W reklamówce politycznej urocza dziewczynka bawiła się kwiatami licząc płatki. Jej wyliczanka była równocześnie odliczaniem do ataku nuklearnego. Na koniec beztroski świat dziecka legł w gruzach. Apokaliptycznej wizji towarzyszył głos obecnego prezydenta Lyndona Bainesa Johnsona. – Taka jest stawka! Stworzymy świat, w którym wszystkie boże dzieci mogą żyć lub trafić w nicość. Musimy się kochać albo musimy umierać – grzmiał Johnson.

Dla ówczesnej Ameryki przesłanie było jasne. To precyzyjny cios w politycznego konkurenta Johnsona – republikanina Goldwatera, który popierał użycie broni nuklearnej w Wietnamie. Czarny zabieg PR-owy Johnsona był strzałem w dziesiątkę. Goldwater nie mógł już pozbyć się łatki człowieka, który przycisk atomowy wciśnie lekką ręką. Ostatecznie przegrał głosowanie w 44 na 50 stanów…

Kampania negatywna istniała jeszcze przed erą mediów, ale to właśnie środki masowego przekazu przeniosły ją w zupełnie nowy wymiar. Czarny PR polega na dyskredytacji przeciwnika, obniżeniu jego autorytetu lub powiązaniu go z negatywnymi skojarzeniami. Najczęściej wykonuje się go na zasadzie kontrastu z drugim kandydatem. Jaki byłby cel ośmieszania kogoś, skoro nasz własny polityk siedzi po uszy w tym samym bagnie?

Jedną z ciekawszych, choć mocno ryzykownych strategii jest tzw. „push poll”. Członek sztabu telefonuje do wyborców i zadaje im teoretyczne pytanie pokroju: Co czułby Pan, gdyby polityk X (przeciwnik) okazał się narkomanem/pedofilem/osobą powiązaną z terrorystami? Nie potrzeba oczywiście rozwijać tego tematu, w końcu to czyste gdybanie. Jednak w głowach wyborców zaczyna kołować się myśl, czy takie grzeszki nie mają w sobie zalążka prawdy.

Co może zrobić polityk, gdy padnie ofiarą czarnego PR-u? Co jeśli zostanie mu wypomniana przeszłość dziadka w Wermachcie lub kłamstwo w kwestii wykształcenia? Ma pięć głównych możliwości. Może temat przemilczeć, co jednak nie sprawdza się w kwestiach istotnych dla wyborców. Wtedy czas na ripostę lub przemyślaną obronę. Obie formy różni czas reakcji i sposób przygotowania. Jeśli sprawa zabrnęła za daleko to warto przyznać rację rywalowi, aby nie stracić wiarygodności. Gdy temat zbytnio szlakuje reputację kandydata, pozostaje mu tylko wycofanie się z wyścigu.

Uważaj na każde słowo, gest i minę. Wszystko co powiesz, może być użyte przeciwko tobie!

Udostępnij: