Incydent z siekierami

Jedna z najszerzej zakrojonych akcji militarnych na Półwyspie koreańskim z pewnością nie mogła przejść bez echa. Wielu usłyszało o operacji „Paul Bunyan”. Dziesiątki tysięcy żołnierzy, setki dział, czołgów i samolotów. Pojazdy pancerne, wsparcie rakietowe, a nawet osłona zapewniana przez amerykański lotniskowiec. Niewielu jednak wie, że impulsem, który sprowokował ten pokaz siły było niewinne drzewo.

W 1976 roku w Koreańskiej Strefie Zdemilitaryzowanej panował względny pokój. Obydwie strony zajmowały pozycje po przeciwległych stronach ziemi niczyjej i żadna z nich nie kwapiła się by ten pas przekraczać. Koreańczycy z Północy byli bardzo pewni siebie, prawdopodobnie bardziej ze względu na agresywną w owych czasach politykę swojego państwa.

Często zapuszczali się w głąb granicy, jednakże ze względu na świadomość własnej słabości i niezdolności do podejmowania działań zaczepnych poprzestawali oni zwykle na niegroźnych prowokacjach. Korea Południowa wraz ze Stanami Zjednoczonymi dysponowały siłami zdolnymi bez problemu zatrzymać jakiekolwiek natarcie Północy, jednak z uwagi na niechęć do wywoływania konfliktu, nie reagowały one na uciążliwe, ale nadal drobne, północnokoreańskie wypady.

Iskrą, która zainicjowała wybuch tej beczki prochu, stała się 30 metrowa topola, stojąca na pasie ziemi niczyjej, w pobliżu tzw. Mostu bez Powrotu. W pewnym momencie stało się jasne, że tak wysokie drzewo znacząco utrudnia obserwacje z utworzonego dopiero co stanowiska armii amerykańskiej, a także nie pozwala na dostrzeżenie owego stanowiska z pozycji lokalnego sztabu. Amerykanie, ze względu na taktyczne walory punktu obserwacyjnego, zdecydowali się ściąć drzewo.

18 Sierpnia 1976 roku, piętnastoosobowy oddział, składający się z żołnierzy amerykańskich i południowokoreańskich, pod dowództwem kapitana Arthura Bonifasa wyruszył w stronę samotnej topoli. Żołnierze byli uzbrojeni wyłącznie w broń osobistą, dwóch z nich niosło przy sobie dwa topory, mające posłużyć do ścięcia drzewa. Tuż po rozpoczęciu prac, żołnierze spostrzegli zbliżający się ze strony Mostu bez Powrotu północnokoreański oddział. Amerykanie nie przerwali prac, a ich dowódca oczekiwał na przyjęcie swojego północnego odpowiednika. Porucznik Pat Chul zbliżył się do kapitana Bonifasa i oświadczył mu, że Amerykanie nie mają prawa ścinać topoli, ponieważ „(…) została ona zasadzona w tym miejscu, przez Kim Il Sunga i drzewo rośnie pod jego pieczą”. Bonifas zignorował komunikat Paka i kazał swoim ludziom wracać do pracy.

Trumny A. Bonifasa i M. Barretta

Trumny A. Bonifasa i M. Barretta

Po tym zajściu, porucznik Pak, wysłał posłańca na drugą stronę mostu skąd po kilkunastu minutach nadjechała ciężarówka wypełniona północnokoreańskimi żołnierzami. Dwudziestu mężczyzn było uzbrojonych w łomy, pałki i inną broń obuchową. W ich asyście Pak ponownie zażądał od Bonifasa zaprzestania prac. Kapitan zignorował Koreańczyka i tym razem. Pak widząc to, zdjął z ręki zegarek, zawinął go w kieszonkową chusteczkę i schował, po czym wrzasnął do swoich żołnierzy „zabić ich!”. Wywiązała się krótka walka wręcz, w czasie której, północnokoreańscy żołnierze, używając siekier, pozostawionych przez amerykańskich żołnierzy na ziemi, zabili porucznika Marka Baretta (dowódcę jednego z amerykańskich plutonów), a także śmiertelnie ranili kapitana Bonifasa. Dowódca, w ostatnich chwilach swojego życia, miał nadzieję na ukrycie się przed wrogiem w pobliskim rowie. Niestety, wycofujący się w pośpiechu Amerykanie, w zamieszaniu, pozostawili swojego dowódcę na pasie ziemi niczyjej, gdzie został później odnaleziony i prawdopodobnie dobity przez żołnierzy wroga.

Strona południowa była porażona całym zajściem. Tak otwarty przejaw wrogości ze strony żołnierzy Korei Północnej był niespotykany w okresie pokoju. Wróg jawnie pokazywał brak jakiejkolwiek uległości czy respektu do drugiej strony, a takie działania nie mogły bezkarnie ujść Stanom Zjednoczonym, których żołnierze zginęli podczas (mówiąc ironicznie, lecz szczerze) zwykłych prac ogrodowych. Rząd Stanów Zjednoczonych ustalił, że na skutek działań strony północnokoreańskiej, zamiast po prostu ściąć drzewo, które pogarszało widoczność, zrobią to samo przy użyciu przygniatającej siły. Zwyczajna kosmetyka, przekształciła się w szeroko zakrojoną akcję pokazu siły, która miała na długi czas odstraszyć Koreańczyków z Północy od podejmowania jakichkolwiek działań zaczepnych.

Ścinka feralnego drzewa

Ścinka feralnego drzewa

W ciągu trzech dni od fatalnego zajścia z siekierami, jak je później nazwano, Amerykanie zgromadzili siły wystarczające do przeprowadzenia akcji. Wczesnym rankiem 21 Sierpnia 1976 roku, konwój 23 pojazdów ze strony południowej wjechał na pas ziemi niczyjej. Kilkunastu amerykańskich techników, uzbrojonych w pilarki mechaniczne pod osłoną 64 południowokoreańskich komandosów rozpoczęło ścinanie drzewa. Nad terenem akcji, przez cały czas krążyło 25 w pełni uzbrojonych śmigłowców bojowych, a także bombowce B-52 w eskorcie myśliwców klasy F-4 Phantom. Na terenie całej strefy zdemilitaryzowanej, zmobilizowano ponad 12000 żołnierzy, akcję osłaniało około 100 pojazdów pancernych i czołgów, działa wysokiego kalibru, jednostki specjalne, a także gigantyczny amerykański lotniskowiec, który wszedł w strefę wód eksterytorialnych pomiędzy wodami Północy i Południa.

Akcja trwająca 45 minut, zaowocowała ścięciem spornego drzewa i zniszczeniem dwóch północnokoreańskich punktów obserwacyjnych. Co prawda przez pewien okres czasu po niej trwały napięcia na linii zdemilitaryzowanej, jednak uniknięto poważniejszych incydentów. Pokaz siły był bezsprzeczny. Jeden z amerykańskich analityków, podsłuchujących komunikaty radiowe sił północnokoreańskich stwierdził, że taka kumulacja sił po prostu „rozwaliła im mózgi”.

Pozostałości Topoli w 1984r. Później zastąpiono je pomnikiem

Pozostałości Topoli w 1984r. Później zastąpiono je pomnikiem

W odpowiedzi na, wystosowany później, amerykański list z żądaniem ukarania morderców kapitana, Bonifasa i porucznika Barreta, strona północnokoreańska odpowiedziała w sposób niespotykany. Generalne dowództwo sił zbrojnych Korei Północnej przeprosiło Stany Zjednoczone za zaistniały incydent a także obiecało ukarać sprawców. Generałowie Północy, wspólnie ustalili, że ich wojska będą od tego momentu, podejmować wyłącznie działania mające na celu obronę przed wrogimi atakami, jednakże nie będą takowych prowokować. Był to w pewnym sensie przełomowy moment dla dyplomacji Półwyspu Koreańskiego. Po raz pierwszy Północ, wzięła pełną odpowiedzialność za swoje działania, ponadto za nie przepraszając.

Kapitan Bonifas i porucznik Barett zostali pochowani z honorami, a na miejscu ściętego drzewa postawiono pomnik ku pamięci obydwu żołnierzy. Jeden z toporów, które zostały wykorzystane przy pierwszej próbie ścięcia topoli, można nadal oglądać w gablocie w Muzeum Pokoju Korei Północnej.

Udostępnij: