Pamiętamy o Margaret Thatcher

Była znienawidzona przez politycznych wrogów, ale nie przejmowała się opiniami o sobie. Miła dziewczyna z Grantham okazała się jednym z najskuteczniejszych przywódców naszych czasów.

Zanim została „Żelazną Damą” urzekała swoim urokiem i dziewczęcością. Dlatego, kiedy została premierem musiała przywdziać maskę nieustępliwej i twardej osoby. Między innymi, temu miała służyć zmiana jej głosu. Pod czujnym okiem nauczyciela z Teatru Narodowego ćwiczyła, tak aby jej głos stał się niższy i poważniejszy. Zresztą na archiwalnych nagraniach sprzed treningów widać sporą różnicę w stosunku do lat późniejszych.

Przy użyciu elektronicznego analizatora możemy zmierzyć, że jej głos uległ obniżeniu aż o 46 Hz, co jest wartością dość sporą. Jednak jej wcześniejsze, bardziej delikatne brzmienie nie pasowałoby do odważnych tez, które głosiła. A tych było wiele.

Leczyć brytyjską chorobę socjalizmem, to jak leczyć białaczkę za pomocą pijawek.

W 1979 roku została pierwszą w historii Wielkiej Brytanii kobietą – premierem. Na swoje nieszczęście (a może szczęście?) zastała kraj pogrążony w wyjątkowym kryzysie – zadłużony, z wysokim bezrobociem i rozdmuchaną polityką socjalną. Zabrała się ochoczo do pracy, a jej głównym narzędziem były radykalne reformy, które jak można się było domyślić – nie spodobają się wielu.

W pewnym momencie jej sondaże popularności były tak słabe, że nawet jej własna partia zaczęła zastanawiać się nad sensem jej rządów. Jednak wszystko odmieniło się, kiedy Thatcher bardzo odważnie poradziła sobie z problemem Wysp Falklandzkich. W 1982 roku wojska argentyńskie zajęły je, co było pierwszą od II wojny inwazją na brytyjskie terytoria. Żelazna Dama nakazała wysłanie w tamte rejony floty wojennej, która ostatecznie odbiła wyspy z rąk Argentyńczyków. To wydarzenie sprawiło, że społeczeństwo Wielkiej Brytanii pokochało swojego przywódcę i wybrało ją na następną kadencję.

Jestem nadzwyczaj cierpliwa pod warunkiem, że na końcu dostaje to, czego chcę.

Ale najważniejsze reformy miały dopiero nastąpić. Thatcher ograniczyła roszczenia związków zawodowych i gruntownie przebudowała finanse państwa, pozbawiając wielu grup przywilejów socjalnych. Nie bała się tłumić strajków niezadowolonych związkowców. Zasłynęła, często przytaczanym przemówieniem, o tym, że nie ma czegoś takiego, jak publiczne pieniądze.

Swoje urzędowanie prawie przepłaciła życiem, kiedy przez nadzwyczajne szczęście w październiku przeżyła zamach bombowy zorganizowany przez Tymczasową Irlandzką Armię Republikańską. Zginęłaby, gdyby nie opuściła sali obrad, aby wyjść do toalety.

Co ciekawe, przydomek „Żelazna Dama” otrzymała od Rosjan, o których nie wypowiadała się zbyt pochlebnie. Nowy pseudonim spopularyzowało Radio Moskwa, ale spodobało się samej Thatcher.

W Polsce Thatcher cieszyła się ogromną popularnością, na równi z Ronaldem Reaganem. To trochę dziwne, ponieważ nie była nigdy szczególnym orędownikiem polskich spraw. Być może jednak jej popularność wynikała z zamiłowania do polskich grzybów, które przypisał jej Wojciech Mann w „Za chwilę dalszy ciąg programu”.

Udostępnij: