Skuta lodem „ziemia obiecana”

III Rzesza i jej nieodkryte sekrety wzbudzają zaciekawienie nawet największych sceptyków. Trudno się dziwić, temat tak pobudza wyobraźnię, że wielokrotnie jest inspiracją dla popkultury.

W moim ostatnim artykule, dotyczącym latających dysków Hitlera było miejsce zarówno na mit, jak i na ziarno prawdy. Dziś przerzucimy naszą chęć poznawania tajemnic II wojny światowej w bardzo mroźne rejony.

MS Schwabenland w trakcie służby

MS Schwabenland w trakcie służby

Nowa Szwabia, po niemiecku Neuschwabenland istnieje obecnie, tyle że jako nazwa geograficzna. Jest to teren około 600 000 kilometrów kwadratowych, do którego 19 stycznia 1939 roku roszczenia zgłosiła III Rzesza. Tego roku, do brzegów bieguna dotarł potężny okręt MS Schwabenland o wyporności 8000 ton, ze specjalną katapultą do startowania zwiadowczych wodnopłatów. Był załadowany najnowocześniejszym sprzętem badawczym. Wszystko co najlepsze miało płynąć na skuty lodem biegun, po co? Ba! I to pod patronatem samego Hermanna Göringa! Ekspedycją dowodził Alfred Ritscher, również nie będący żółtodziobem, ponieważ szczycił się stopniem Kapitana Kriegsmarine. Oficjalnie, Schwabenland miał za zadanie zbadać teren Antarktydy po to, by móc wybudować tam bazę dla wielorybników, w celu odłowów i pozyskiwania tłuszczu dla III Rzeszy.

Już po rozpoczęciu badań, dwa wodnopłaty wykonały w sumie siedem lotów, zrobiły zdjęcia lotnicze i zrzuciły z powietrza flagi ze swastyką dla oznaczenia terenu, do którego Niemcy rościli sobie prawo, a który w rzeczywistości miał należeć do Norwegii. Oznaczony teren miał w sumie powierzchnię tylko trochę mniejszą niż ta, na którym rozciągała się europejska III Rzesza. Na tym terenie znajdowała się również niepokryta lodem oaza, co możemy odnaleźć w oficjalnych dokumentach.

6 lutego Schwabenland opuścił te rejony i wrócił do Hamburga. Temat oficjalnie rozszedł się po kościach.

Po Ritscherze, rejon Nowej Szwabii odkrywał Karl Dönitz wraz ze swoimi U-bootami. Tu zaczynamy dostrzegać pewne ciekawe zjawiska. Ponoć pod koniec 1939 roku miał po powrocie z rejonów Antarktydy powiedzieć “My, podwodniacy odkryliśmy prawdziwy, ziemski raj”. Co miał na myśli? Niestety nigdy się tego nie dowiemy, ponieważ później nie poruszał tematu znaczenia tych słów. Jednakże w 1943 roku, gdy Rzesza zaczynała przegrywać wojnę, Dönitz miał powiedzieć prasie: “Niemiecka flota podwodna może szczycić się tym, że na drugim końcu świata stworzyła dla Hitlera nieprzystępną twierdzę”. Tych słów również nigdy nie rozwinął.

Wizualizacja domniemanej bazy U-bootów w Nowej Szwabii

Wizualizacja domniemanej bazy U-bootów w Nowej Szwabii

Czy to oznaczało, że w przeciągu czterech lat wybudowano gdzieś na Antarktydzie kompleks zdolny schronić najważniejsze skarby, czy persony III Rzeszy, w razie jej upadku? Na pewno można powiedzieć jedno, rozwój technologiczny Rzeszy który nastąpił od roku 1939 do 1943, stawiał to mocarstwo na pierwszym miejscu tych, którzy by byli zdolni wykonać takie zadanie. A jeśli udało się Niemcom w krótkim czasie wybudować kompleks umocnień pod zamkiem Książ, czy w Górach Sowich to cztery lata na pracę nad bazą na Antarktydzie wydają się realnym terminem.

Ciekawą sprawą, już w historii powojennej, jest wyprawa na Antarktydę w 1946r. pod dowództwem admirała Richarda Byrda. Wedle informacji udostępnionej opinii publicznej, była to operacja badawcza, widniejąca jednak w dokumentach amerykańskich jako operacja “Highjump”. Jakie badania może wykonywać nie więcej jak trzydziestu naukowców, ponad cztery tysiące żołnierzy, okręt flagowy USS Mount Olympus, lotniskowiec USS Philippine Sea, okręt podwodny USS Sennet i trzynaście innych jednostek, nie wyliczając już samolotów, czy helikopterów? Na to pytanie trudno odpowiedzieć, ale nie da się nie zauważyć podobieństwa do sporego nakładu sił i środków, które pare lat wcześniej zorganizowali w tym rejonie Niemcy.

USS Sennet w trakcie operacji "Highjump"

USS Sennet w trakcie operacji „Highjump”

Dodatkowo, ciekawą postacią był sam admirał Byrd, ponieważ wedle słów dziennikarza historycznego Igora Witkowskiego, po tej operacji został ulokowany w szpitalu dla osób z zaburzeniami psychicznymi, ze względu na to, iż publicznie wypowiadał się na temat “działań wojennych” na terytorium Antarktydy. Faktem są też duże straty, choćby w siłach powietrznych USA działających na tym terytorium. Pikanterii sprawie dodaje utajnienie dokumentów operacji “Highjump” do dzisiaj.

Podsumowując, podobnie jak i poprzednio pozwolę sobie zasiać ziarno niepewności. Zwolennicy teorii Nowej Szwabii i powstałego tam podobno kompleksu przytaczają prostą matematykę. Na wiosnę 1945 roku Dönitz ma pod swoim dowodzeniem 463 okręty podwodne. 159 z nich poddało się, 203 zostały zatopione. Co więc stało się z pozostałymi 101 jednostkami? Dlaczego członkowoie załóg U-530 i U-977, które poddały się dużo później, utrzymywali, iż ich zadaniem były transporty ogromnych ładunków na Antarktydę? Co i dlaczego było tam transportowane? No i na sam koniec – cóż takiego znalazł na tym zimnym biegunie admirał Byrd?

Udostępnij: