Turkmenistan – definicja nonsensu

Dzisiaj zabieram Cię w podróż do najzabawniejszej republiki Azji Centralnej, a być może – nawet całego globu. Weź ze sobą trochę pieniędzy na łapówki i sporo olejku do opalania, bo 80% powierzchni Turkmenistanu zajmuje pustynia Kara-kum.

Między innymi przez to, kraj ten jest praktycznie pozbawiony żyznych gleb. Nie przeszkadza to jednak prawie połowie ludności, która zajmuje się rolnictwem. W końcu nic nie stoi na przeszkodzie, aby systematycznie nawadniać pustynne gleby.

Kiedy już dotrzemy do stolicy – Aszchabadu, możemy wybierać z wielu miejsc do spania. Dawniej nie było tak dobrze i w mieście mieliśmy do dyspozycji tylko jeden hotel. Co ciekawe, pracowali w nim głównie urzędnicy służb specjalnych. Na każdym piętrze w rogu siedziała niepozorna pani, którą mogliśmy wziąć za concierge, gotowego pomóc nam w każdym problemie. Nic bardziej mylnego, w rzeczywistości była to pracownica wywiadu notująca skrupulatnie każde działanie cudzoziemców lub miejscowych, którzy kontaktują się z „obcymi”.

Łuk Niepodległości, na szczycie pan "Złociutki"

Łuk Niepodległości, na szczycie pan „Złociutki”

Rozpakowani? Wybierzmy się więc na spacer po centrum. Od razu natrafimy na 75-metrowy Łuk Niepodległości, zwany popularnie Trójnóżką. Na jej szczycie znajduje się pozłacana statua zmarłego Turkmenbaszy („władcy Turkmenów”) – Saparmurata Nijazowa. Posąg obraca się o 360 stopni, precyzyjnie w tempie ruchu słońca. Dzięki temu, twarz wielkiego wodza jest zawsze oświetlona promieniami słońca. Chociaż nie brakuje żartownisiów, którzy twierdzą, że to słońce podąża za Turkmenbaszą, a nie odwrotnie.

Sam zmarły Turkmenbasza był postacią bardzo barwną (niekoniecznie złotą). Zaraz po rozpadzie Związku Radzieckego, Nijazow ogłosił niepodległość Turkmenistanu i w pierwszych, demokratycznych (sic!) wyborach zdobył 99,5% głosów. Kiedy tylko okrzepł na nowym stanowisku – zaczął działać. Umieścił swój wizerunek na wszystkim, na czym było możliwe, dzięki czemu spokojnie mogliśmy kupić perfumy, czy mleko z twarzą “Złociutkiego”, bo tak mówi się na Nijazowa ze względu na ogromną liczbę jego pomników wykonanych ze złota.

Następnie, specjalnie powołana komisja najlepszych historyków ustaliła, że Turkmenbasza jest bezpośrednim potomkiem samego… Aleksandra Wielkiego! Ta samo szacowne grono zauważyło również łudzące podobieństwo tkanin Inków i wzorów turkmeńskich, z czego przecież bardzo łatwo da się wyczytać, że to nie Kolumb odkrył Amerykę, ale Turkmeni. Tak wielki naród musiał mieć swój osobny kalendarz, którego pierwszy miesiąc wziął swoją nazwę od świętego imienia Turkmenbaszy. Oczywiście, wódz najlepiej wiedział, co jest dobre dla swojego ludu, dlatego osobiście uczestniczył w pracach nad normą pudru w kosmetykach, doborem repertuaru muzycznego w mediach, czy zaleceniem odpowiedniego koloru zębów.

Pomnik Ruhnamy

Pomnik Ruhnamy

Aż nastał wspaniały dzień i końcu wielki wódz spisał swoje wszystkie genialne myśli i tak powstała święta księga każdego Turkmena – Ruhnama („Księga Duszy”). Zawiera „fakty” na temat historii Turkmenistanu oraz przewodnik o tym „jak żyć”. Dzieci korzystają z Ruhnamy na równi z podręcznikami w szkole, a urzędników co roku sprawdza się, czy na pewno nie zapomnieli najważniejszych fragmentów książki. Nie ma się co jednak oburzać, bo kto przeczyta Ruhnamę trzykrotnie, po śmierci trafi do raju, co ponoć Nijazow załatwił w trakcie rozmowy z Allahem.

Dzisiaj „Ruhnamę” niektórzy przyrównują do „Mein Kampf” Hitlera, ale jeśli zagraniczna firma chce handlować z Turkmenistanem musi zadbać o to, aby w swoim ojczystym kraju księga została przetłumaczona i wydana. W Polsce, wg organizatorów Festiwalu Filmowego Planete Doc Review, na którym pokazano film obnażający Ruhnamę do jej przetłumaczenia doszło na zlecenie PGNiG. Rzecznik prasowy firmy zaprzecza tym doniesieniom.

Turkmeńskie ścieżki zdrowia

Turkmeńskie ścieżki zdrowia

Oprócz osobliwej działalności wydawniczej Nijazow był entuzjastą architektury. Dlatego na środku pustyni, w miejscu swojego urodzenia nakazał wybudowanie meczetu, który kosztował 100 mln dolarów. Oczywiście budownictwo ma również służyć celom użytecznym i tak powstały tzw. „ścieżki zdrowia”. Są to długie na 8 i 35 (!) kilometrów schody poprowadzone pod dość sporą górę (zobacz zdjęcie po lewej). Zbudowano je z troski o zdrowie ministrów w marionetkowym rządzie Turkmenbaszy, którzy musieli przebiegać taki górski maraton. Dla zwiększenia motywacji, Nijazow zagrzewał ich do biegu u podnóża góry, a następnie wsiadał do helikoptera i leciał na koniec trasy, aby pogratulować pokonania kilku tysięcy stopni.

Poza tym, wybudował kilkanaście pięknych hoteli dla obcokrajowców (większość stoi kompletnie pusta), najnowocześniejszy stadion w tej części Azji, czy zasiał las na środku pustyni. Skąd Turkmenbasza miał na to wszystko pieniądze? Turkmeńska ziemia jest bogata w gaz i ropę, którą bardzo chętnie odkupują Rosjanie.

Po śmierci Nijazowa władzę, zgodnie z radzieckim zwyczajem objęła osoba, która zorganizowała wodzowi pogrzeb. Był to Gurbanguly Berdimuhammedow, wcześniej osobisty dentysta Turkmenbaszy. Już w pierwszych dniach po objęciu władzy, zapowiedział wiele reform, które miały ustawić kraj w stronę państw demokratycznych. Na razie jednak nie zapowiada się, aby Turkmenistan przestał nas bawić. Może to i dobrze?

Udostępnij: