Co z tymi obcymi?

Życie pozaziemskie od wielu lat niezmiennie fascynuje nie tylko naukowców, ale i „zwykłych zjadaczy chleba”. Możliwość spotkania inteligentnych form życia, nawiązania z nimi kontaktu lub wejścia w taką, czy inną interakcję rozpala fanów science-fiction. No właśnie, bardziej science, czy może jednak fiction? Jak to jest z tymi kosmitami? Istnieją, czy nie? A jeśli tak to gdzie?

Według zasady kopernikańskiej, Ziemia nie jest niczym niezwykłym w skali Wszechświata, ot taka sobie zwykła planeta w niczym nie wyróżniającym się układzie w słonecznym, w galaktyce jakich wiele. W naszym najbliższym sąsiedztwie (oczywiście jak na skalę kosmiczną) możemy znaleźć planety bliźniaczo podobne do Ziemi, co tym bardziej utwierdza nas w przeświadczeniu, że inteligentne formy życia powinny być powszechne.

W naszej galaktyce jest około 250 miliardów gwiazd. Czym przy tak ogromnej ilości jest jedno poczciwe Słońce? Nawet jeśli inteligentne życie pojawia się na znikomym procencie planet, wciąż powinno istnieć mnóstwo cywilizacji w samej tylko Drodze Mlecznej. A co dopiero w innych galaktykach, których są przecież niezliczone zastępy? Gdzie zatem są te pozaziemskie formy życia? Dlaczego nie wylądują na trawniku przed Białym Domem i nie powiedzą „Hej Ziemianie, wpadliśmy się przywitać!”.

Podobny problem trapił włoskiego fizyka – laureata nagrody Nobla – Enrico Fermiego, który w 1950 roku zadał jakże głębokie pytanie: „Gdzie Oni są?”. Na podstawie tych kilku słów sformułowano paradoks, który nazwano na cześć uczonego paradoksem Fermiego, którego treść brzmi następująco:

Wielkość i wiek Wszechświata sugerują, że powinno istnieć wiele zaawansowanych technicznie pozaziemskich cywilizacji. Jednak takiemu rozumowaniu przeczy brak obserwacyjnych dowodów ich istnienia. Zatem albo początkowe założenia są nieprawidłowe i zaawansowane technicznie życie jest znacznie rzadsze niż się sądzi, albo metody obserwacji są niekompletne i ludzkość jeszcze ich nie wykryła, albo metody są błędne i cywilizacja ludzka poszukuje niewłaściwych śladów.

Najłatwiejszym sposobem rozwiązania tegoż paradoksu byłoby oczywiście „odpalenie” statku kosmicznego i przeczesanie całego Wszechświata w poszukiwaniu pozaziemskich form życia. Niestety, obecnie takie rozwiązanie nie wchodzi w rachubę. Pozostaje nam więc analiza śladów, do których dostęp posiadamy.

Satelity SETI nasłuchują fal radiowych z kosmosu

Satelity SETI nasłuchują fal radiowych z kosmosu

Ze względu na technologiczne ograniczenia, skupiliśmy się na poszukiwaniu śladów obcych w formie fal radiowych. Ma to jednak ogromną ilość wad. Przede wszystkim, z góry zakładamy, że kosmici używają radia. Po drugie ,przeczesuje się jedynie określone pasma częstotliwości, więc komunikat nawet wysłany w naszą stronę mógł zostać przegapiony lub odfiltrowany jako tak zwany „szum”. Po trzecie i najważniejsze, zakładamy, że obcy są cywilizacją techniczną, a przecież podróże międzygwiezdne, czy sam rozwój inteligencji nie wymaga wynalezienia fal radiowych.

Istnieje bardzo wiele teoretycznych prób rozwiązania paradoksu Fermiego. Są to powody, dla których nie możemy się skontaktować, ani też odnaleźć żadnych śladów obcych cywilizacji. Łączą one w sobie zagadnienia z wielu różnych dziedzin nauki, od medycyny, techniki, przez filozofię i prawo, aż po religię…

Przede wszystkim może się okazać, iż Ziemia jest faktycznie jedynym przypadkiem we Wszechświecie, kiedy to praktycznie „z niczego” powstało życie, a proste bakterie przekształciły się w istoty myślące. W tym wypadku może się okazać, że obcy po prostu nie istnieją i nigdy nie istnieli. Jest to jednak dość przygnębiająca perspektywa i na dodatek mało prawdopodobna.

Klasyczne wyobrażenie "obcego"

Klasyczne wyobrażenie „obcego”

Bardzo możliwe, że obcy nas nie szukają, ponieważ nie są ciekawi, co skrywa wszechświat, nie eksplorują go i nie wysyłają w przestrzeń żadnych znaków swojej obecności. Być może kosmiczne podróże są dla nich za drogie, nie wiemy przecież jakimi surowcami dysponują. Ich technologia może być znacznie mniej zaawansowana od naszej, przecież jeszcze 100 lat temu sami nie potrafilibyśmy odczytać komunikatu radiowego, ani rozpoznać sondy kosmicznej, gdyby takowa spadła z nieba wprost pod nasze stopy. Mogli też zniszczyć się nawzajem lub zostać unicestwionymi przez kataklizm taki jak upadek meteorytu, czy wybuch supernowej. Nie wiemy…

Być może obcy nie chcą być znalezieni, odizolowali się od reszty wszechświata, wytłumili wszelkie znaki swojej obecności, aby spokojnie żyć nie będąc niepokojonym przez nikogo. Ze strachu o swoje życia lub surowce, albo po prostu cenią sobie prywatność…

Następna hipoteza jest bardzo prosta i zgodna z doktrynami większości światowych religii. Po prostu Bóg stworzył ludzi tylko na Ziemi. Tu rodzi się jednak pytanie, co w naszej planecie jest takiego wyjątkowego? Rozwiązaniem tej zagadki może być tzw. boska kwarantanna, sugerująca, że różne formy życia zostały celowo stworzone daleko od siebie, tak aby uniemożliwić im kontakt i ewentualne wyniszczenie się nawzajem.

Kosmici mogą również być tak niesamowicie odmienni od naszych wyobrażeń, że nawet jeśli spróbują, to nie będą w stanie się z nami porozumieć. Ciężko nam odejść od antropomorficznych wyobrażeń na temat obcych, a przecież prawdopodobieństwo, że będą oni fizycznie do nas podobni jest bardzo małe. Wystarczy zobaczyć jak odmienne od siebie są stworzenia na Ziemi, żeby wyobrazić sobie możliwą skalę zróżnicowania Wszechświata.

A być może już tu są?

A być może już tu są?

Jedną z bardziej prawdopodobnych przyczyn „kosmicznej ciszy” jest nasze zacofanie technologiczne i nastawienie się na poszukiwanie fal radiowych, których kosmici mogli nigdy nie używać, ich sposoby komunikacji mogą być również zgoła inne od naszych. Ta „cisza” może też być tłumaczona jako stworzenie na Ziemi „kosmicznego ZOO” O wiele bardziej złożona i inteligentna forma życia obserwuje nas, jesteśmy dla nich niejako placem zabaw lub poligonem doświadczalnym. Może też istnieć pewna Unia Kosmiczna, która zakazała jakiegokolwiek kontaktu i ingerencji w życie mniej rozwiniętych cywilizacji. Pomysł ten został wykorzystany w filmie Star Trek i jest znany jako Pierwsza Dyrektywa. Dopóki nie osiągniemy pewnego stopnia zaawansowania pozostaniemy w tej „kosmicznej ciszy”.

Bardzo możliwe że obcy już tu są, to oni znaleźli nas, jednak są tak „kosmiczni”, że nie jesteśmy w stanie ich rozpoznać. Nie musi być to wizja rodem z „Facetów w Czerni”, wystarczy odpowiedni stopień miniaturyzacji aby nie było możliwe zauważenie ich przy pomocy dostępnych na Ziemi przyrządów badawczych. Jeśli już tutaj są, to dlaczego się z nami nie komunikują? Mogli uznać to za bezcelowe, przecież „ludzie nie komunikują się z mrówkami”, ich technologia może być tak potężna, że uznali za bezcelowe próby jakiejkolwiek wymiany informacji z naszym gatunkiem. Nie jest też wykluczone, że przybyli na Ziemię dawno temu, a wszyscy żyjemy w Matrixie. Mnie się wydaje, że napisałem ten artykuł, a Wam, że go czytacie, kiedy tak naprawdę wszyscy „jesteśmy tylko bateriami”…

Udostępnij: