Gdy krawcem jest kowal

Pola bitew to miejsca z natury nieprzyjazne. Jeśli chcemy przeżyć nieuniknione starcie, a ucieczka z różnych powodów nie wchodzi w grę, należy przypomnieć sobie o podstawowej zasadzie BHP, czyli odpowiedniej odzieży ochronnej. Potrzebujemy zbroi!

Na wstępie chciałem zaznaczyć, że choć słowa „zbroja” i „pancerz” mają według niektórych ekspertów odmienne znaczenia, pozwolę sobie ich używać zamiennie, za co z góry przepraszam wszystkich bronioznawców i purystów.

Zbroja Zygmunta Augusta, obecnie w Sztokholmie

Zbroja Zygmunta Augusta, obecnie w Sztokholmie

Wyobraźcie sobie, że jesteście zamożnymi piętnastowiecznymi arystokratami. Nie podzielacie entuzjazmu innych rycerzy na temat bitewnej chwały i wolelibyście nie mieć okazji do ćwiczenia ars moriendi w praktyce. Postanawiacie więc wydać niemałą fortunę i sprowadzić z Mediolanu doskonałą zbroję płytową. Przed bitwą spędzacie kilkadziesiąt minut w pit-stopie, podczas gdy giermkowie wkładają na Was dwadzieścia kilogramów stali. Wsiadacie na równie opancerzonego konia, ruszacie do boju i zostajecie natychmiast poćwiartowani przez zgraję oderwanych od pługa chłopów.

Nie brzmi to zbyt sensownie, prawda?

Jednak „efekt miecza świetlnego” można spotkać nie tylko w hollywoodzkich filmach i książkach fantasy, ale również w arcydziełach literatury światowej, takich jak np. Pieśń o Rolandzie: „Pan Oliwier wydobył swój dobry miecz, którego tak żądał jego towarzysz Roland i pokazuje mu, jak prawy rycerz się nim posługuje. Uderza poganina Justyna z Żelaznej Doliny. Przecina mu na pół całą głowę i przecina ciało i zbroję szmelcowaną, i dobre siodło zdobne w kamienie i złoto, i koniowi jego przecina krzyż”.

Rozumiem licencję poetycką, jednak postawmy sprawę jasno: zbroi nie da się przeciąć. Powstała bowiem i ewoluowała przez wieki, bo ktoś kiedyś pomyślał „byłoby świetnie, gdyby nasi żołnierze nie umierali za każdym razem, gdy ktoś uderzy ich ostrym przedmiotem”. Gdyby efekty noszenia pancerza ograniczały się do zwiększenia ryzyka udaru cieplnego, zawężenia swobody ruchów jak i pola widzenia oraz debetu na koncie, rycerze walczyliby w bieliźnie. Pełna zbroja płytowa była całkowicie odporna na cięcia, nieźle radziła sobie z bronią obuchową (dzięki starannemu wytłumieniu), a w większości wypadków chroniła również przed strzałami z łuku. Zagrożeniem dla noszącego był jedynie atak kopią lub strzał z ciężkiej kuszy.

„No dobrze, ale jako przykład podałeś najlepszy rodzaj zbroi w historii. Miecze radziły sobie z lżejszymi odmianami, prawda?”

Rogaty hełm, prezent cesarza Maksymiliana I dla Henryka VIII, króla Anglii

Rogaty hełm, prezent cesarza Maksymiliana I dla Henryka VIII, króla Anglii

Nie. Nie da się przeciąć kolczugi, brygantyny, ani nawet chińskiej zbroi wykonanej z warstw papieru i jedwabiu. Odporność zbroi na cięcia nie oznacza jednak, że jej właściciel staje się nieśmiertelny. Każdy cios bronią niesie ze sobą sporą energię kinetyczną, która często nie zostaje pochłonięta przez pancerz. Podobnie jest z kamizelkami kuloodpornymi – są w stanie zatrzymać pocisk, ale zasada zachowania pędu jest nieubłagana i połamane żebra nie są rzadkością. Zbroja w konfrontacji z bronią sieczną pomoże Wam zachować integralność zewnętrznych tkanek, ale niekoniecznie ocali życie.

Dlatego na polach bitewnych tak chętnie używano broni drzewcowej, których budowa (duża masa na długim ramieniu) umożliwiała zadawanie ciosów z ogromną siłą. Glewie, halabardy czy berdysze dobrze spisywały się nawet przeciwko cięższym pancerzom, nie wymagały skomplikowanej techniki oraz – co istotne –„wszystko działo się na drugim końcu, który był dość daleko”. Skuteczne były również narzędzia do zadawania ran kłutych (estok), miażdżonych (nadziaki, kiścienie, wekiery) i rąbanych (tasaki, topory).

Ile ważyły zbroje? Mniej niż nam się wydaje. Rycerz w pełnej zbroi płytowej był w stanie samodzielnie wsiąść na konia, truchtać, czy podnieść się z ziemi. Nosił na sobie równomiernie rozłożony ciężar około 20-30 kilogramów. Dla porównania: pełny osprzęt strażacki waży około 35 kg, z kolei żołnierze US Marine Corps walczący w Afganistanie muszą nieraz dźwigać ponad 45 kg! Dlatego opowieści o specjalnych dźwigach do wsadzania rycerzy w siodła można włożyć między bajki.

Ciężkie życie wynalazcy

Ciężkie życie wynalazcy

Sporym problemem było natomiast odprowadzanie ciepła: pod zbroję wkładano zawsze rodzaj kaftana, który zapobiegał otarciom i stanowił formę wytłumienia. Z uwagi na fakt, że wojny w średniowieczu toczono najczęściej latem i jesienią (ze względów aprowizacyjnych i klimatycznych), skwar często dawał się we znaki walczącym. Drastycznym przykładem była stoczona w 1187 roku bitwa pod Rogami Hittinu, podczas której żołnierze armii Królestwa Jerozolimskiego byli zmuszeni do walki w upale i bez zapasów wody. Stosunkowo dobre właściwości termoregulacyjne miała kolczuga, która dzięki swojej strukturze zapewniała przewiewność i działała jak radiator. Aby uniknąć nagrzewania metalu od słońca, na wierzch zakładano płócienną tunikę.

Dlaczego zbroje wyszły z użycia? Najczęściej podawaną przyczyną było pojawienie się broni palnej, która przywędrowała do nas z Chin. Należy jednak podkreślić, że zmiana nie dokonała się z dnia na dzień. Hakownice czy arkebuzy były w użyciu w Europie już w XV wieku, natomiast kolczugi i elementy zbroi płytowych stosowano powszechnie aż do XVII stulecia. Wraz z rozwojem nowych form zabijania na odległość, stopniowo ograniczano rolę zbroi. Najszybciej zrezygnowano z chronienia dolnych partii ciała, później zredukowano osłonę przedramion i ramion. Przebieg tej ewolucji można prześledzić przyglądając się zbrojom kirasjerskim. Najdłużej zachowanym elementem był napierśnik oraz oczywiście hełm.

Epoka oświecenia przyniosła nowe, humanitarne metody walki. W największym uproszczeniu polegały one na rozwijaniu wojsk w formację naprzeciwko wrogów i strzelaniu do siebie nawzajem z mocno zawodnych muszkietów aż do wyczerpania amunicji lub uzyskania przewagi uzasadniającej marsz naprzód i krwawą jatkę z bagnetami w roli głównej. Całość urozmaicana była szarżami lekkiej kawalerii i ostrzałem artyleryjskim. Bitwy wygrywała bardziej karna i zdyscyplinowana armia, żołnierze w większym stopniu bali się dowódców niż przeciwników, a życie jednostek nie miało znaczenia do tego stopnia, że ruszano do walki w kolorowych mundurach, kapeluszach i perukach.

Zbroja Brewstera

Zbroja Brewstera

Swoisty zastój w rozwoju zbroi kończy się pod koniec XIX wieku, kiedy polski zakonnik Kazimierz Żegleń patentuje w USA kamizelkę kuloodporną. Wykonana została z tkaniny opracowanej na bazie jedwabiu przez galicyjskiego geniusza Jana Szczepanika, odznaczonego w 1902 roku przez króla Hiszpanii Alfonsa XIII w podzięce za uratowanie życia (kareta wyłożona kuloodpornym materiałem wytrzymała zamach bombowy). Mniej szczęścia miał arcyksiążę Ferdynand, który w Sarajewie miał na sobie kamizelkę kuloodporną. Gdyby Gawriło Princip nie trafił prosto w żyłę szyjną, polski wynalazek mógł odmienić losy Europy.

Pierwsza Wojna Światowa jednak wybuchła, przynosząc nowe wynalazki na polu uzbrojenia ochronnego. Oczywiście masowo zastosowano hełmy, które chroniły przed odłamkami i rykoszetami. Eksperymentowano również z innymi środkami, takimi jak zbroja Brewstera (po prawej).

W 1920 roku w Polsce sformowano nietypową jednostkę: pluton ułanów pancernych, wyposażonych w francuskie hełmy wzór 1915 oraz… kolczugi! II Wojna Światowa przynosi kolejny wynalazek: opracowane przez Wilkinson Swords (tak, ci sami) flak jackets, które miały chronić pilotów RAF przed szrapnelami i odłamkami. W 1965 roku zespół kierowany przez chemiczkę polskiego pochodzenia, Stephanie Kwolek, opracowuje nylon balistyczny, którego nazwa handlowa to Kevlar. W ten sposób zbroja wróciła do powszechnego użycia nie tylko w armii, ale również w siłach porządkowych i zastosowaniach cywilnych. Okazuje się jednak, że kamizelki wykonane wyłącznie z włókien syntetycznych (bez dodatkowych wkładów, na przykład ceramicznych lub tytanowych) chronią wprawdzie przed kulami, ale nie są odporne na pchnięcie bronią białą, na przykład nożem czy bagnetem! Po wielu stuleciach historia uzbrojenia ochronnego zatoczyła koło.

Bibliografia:
Książki:
ROSS Steven, From Flintlock to Rifle: Infantry Tactics, 1740-1866, Frank Cass&Co.
SZAJEWSKI Tomasz, Miecznicy kontra płatnerze, Agencja Wydawnicza Egros
DEMMIN Auguste, An Illustrated History of Arms and Armour, Wildhern Press
Internet:
www.army.mil
www.metmuseum.org
www.chinaknowledge.com
www.royalarmouries.org
www.wikipedia.org
www.historycy.org

Udostępnij: