Kamikaze – prawdziwa historia

Kamikaze – słowo prawdopodobnie najczęściej kojarzone z japońskimi pilotami-samobójcami. Niewielu ludzi wie jednak o prawdziwym pochodzeniu nazwy, czyli o tym, że pierwotnie była określeniem tajfunu, przyrodniczego zjawiska, raczej niszczycielskiego niż przyjaznego człowiekowi.

Skoro kamikaze to nazwa niszczycielskiego wiatru, nawiedzającego m.in. Chiny i Japonię, to czemu w wolnym tłumaczeniu oznacza ona „boski wiatr”? Na pierwszy rzut oka traktowanie tego ogromnego zagrożenia z tak wielką czcią wydaje się odrobinę dziwne. Jeżeli jednak przyjrzymy się uważniej historii Japonii to odkryjemy dlaczego Japończycy tak kochają kamikaze.

Kubilaj-Chan, uparty człowiek

Kubilaj-Chan, uparty człowiek

Pod koniec XIII wieku ekspansja Mongolii sięgnęła wschodniego wybrzeża Azji. Kubilaj Chan zaczął słać poselstwa do cesarza Japonii, aby ten uznał wasalny status swojego państwa wobec Mongolii. Pierwsze poselstwo zostało zatrzymane przez Koreańczyków, którym nie po drodze było stanie się buforem pomiędzy Mongolią, a jej wasalem. Kolejne (wysłane w 1268 roku) zostało odrzucone przez cesarza, który dowiedziawszy się o celu wyprawy, odprawił ją nie czytając nawet wysłanego przez Kubilaja listu. Dwa kolejne poselstwa (1270 i 1271) zostały zawrócone tuż po zakotwiczeniu u wybrzeży Japonii. Tego dla Kubilaj-Chana było już zbyt wiele, zaczął szykować inwazję na państwo, które nie chciało poddać mu się po dobroci. Japonia miała zostać zdobyta i podporządkowana Mongolii.

Kubilaj okazał się jednak „wspaniałomyślny” i dał Japończykom ostatnią szansę, wysyłając do nich poselstwo w 1272 roku. Czując nacisk ze strony przeciwnika, a także niepewność wygranej w ewentualnej wojnie, szogun chciał nawet przystać na warunki postawione mu przez Kubilaja. Przeszkodzili mu w tym honorowi wojownicy, zgromadzeni w radzie dworu. Nieustępliwość i poczucie obowiązku wobec swojej ojczyzny i honoru przodków zwyciężyło, a Japonia wypowiedziała Mongolii wojnę.

W 1273 roku rozpoczęła się inwazja. Na japońskiej wyspie Kiusiu wylądowało 30 tys. żołnierzy przetransportowanych tam przez prawie 1000 okrętów. Uderzyły na nich oczekujące tam siły japońskie, bitwa rozgorzała na dobrze. Niestety dla Japończyków, mongolska taktyka okazała się przeważająca i cesarscy ponieśli bardzo ciężkie straty. Pod koniec dnia porażka była prawie że przesądzona. Japończycy zaczęli modlić się do bogów o ratunek i pomoc. I wtedy stał się cud.

Wiejący z ogromną prędkością wiatr uderzył w nocy, wręcz zmiatając z powierzchni ziemi mongolskie namioty, oporządzenie i statki. Spanikowani Mongołowie chcieli wycofać swoje okręty w morze, jednakże przyniosło im to więcej szkody niż pożytku. Kilkaset statków rozbiło się o ostre jak brzytwa, przybrzeżne skały. Zginęło 13 tysięcy ludzi, a pozostali zostali pojmani lub w pośpiechu wycofali się do Mongolii używając resztek potężnej floty. Cudownie ocaleni Japończycy przypisali to zrządzenie losu bogom, a tajfun ochrzcili mianem Boskiego Wiatru – Kamikaze.

Japońska rycina prezentująca porażkę Mongołów

Japońska rycina prezentująca porażkę Mongołów

Nie był to jednak koniec japońskich kłopotów z Kubilaj-chanem. Rok po swojej porażce ponowił on swoje roszczenia wobec Japończyków. Rozjuszeni pewnością siebie, jaką prezentował chan, stracili oni jego emisariuszy. Podobnie postąpiono rok później, kiedy to w 1275 roku ścięto mongolskie poselstwo w Hakacie. Kubilaj stracił cierpliwość i przygotował plan ostatecznej rozprawy z Japonią – ogromnej inwazji morskiej mającej zniszczyć Nippon. W 1281 roku przygotowania zostały zakończone – w morze wyszła flota licząca sobie bez mała 4400 okrętów, na których przewieziono 143 tysiące ludzi, razem z końmi i potrzebnym im oporządzeniem. Ogrom tego rodzaju operacji desantowej może śmiało pretendować do równego operacji Overlord, czy nawet słynnej wyprawie podczas wojny trojańskiej.

Japończycy byli lepiej przygotowani, jednak nie mogli w żaden sposób powstrzymać mongolskiej nawałnicy. Przewaga liczebna i taktyczna wroga była zbyt wielka. Co prawda, początkowo mieszkańcy Nipponu z dużą skutecznością opóźniali inwazję na główny ląd – głównie podejmując walki na mniejszych wysepkach i na wszelkie możliwe sposoby spowalniając marsz wojsk mongolskich w głąb kraju. Jednakże po pewnym czasie stało się jasne, że szanse na zwycięstwo są nikłe, Japończycy nie mieli żadnej sposobności do uzyskania na tyle dużej przewagi, żeby odepchnąć przeciwnika. Japoński cesarz i dostojnicy ponownie zaczęli składać modły do bogów.

I ponownie stał się cud. Kamikaze uderzył w Japonię z ogromną siłą, niszcząc wszystko, co stało mu na drodze – w tym mongolską flotę. Cztery tysiące statków poszło na dno, zginęło 100 tysięcy ludzi, a znacząca większość koni, sprzętu i wyposażenia wojskowego pogrążyła się w oceanie. Inwazja była zakończona, niedobitki Mongołów ukryły się na mniejszych wysepkach archipelagu, Japonia po raz kolejny została uratowana przez Boski Wiatr. Według jej mieszkańców, dwa cudowne ocalenia nie mogły być przypadkiem. Bogowie czuwali nad Nipponem chroniąc go od zniewolenia. Kamikaze już na zawsze przeszedł do historii Japonii.

Udostępnij: