Podarować Führerowi dziecko

Czy można produkować ludzi, dosłownie? Historia II wojny światowej pokazuje nam, że tak. W Trzeciej Rzeszy prowadzonych było wiele tajnych projektów nad różnego rodzaju uzbrojeniem, oraz oczywiście nad ludźmi, którzy mieli tę broń obsługiwać.

W 1922 Heinrich Himmler zdobywa tytuł inżyniera, prowadzi fermę drobiu i uzyskuje znakomite wyniki w rozmnażaniu ptactwa. Doświadczenia zdobyte w tym czasie postanawia wykorzystać w okresie późniejszym w hodowli nadludzi, Aryjczyków – rasy panów.

Projekt Lebensborn e.V. był jednym z najdziwniejszych projektów SS, a jego pomysłodawcą był nikt inny jak Himmler. Już w 1934, po przejrzeniu statystyk dotyczących kobiet w Niemczech, które przerywały ciążę (750 tyś. do miliona rocznie) Himmler postanawia działać. W jego zamyśle trzeba zwiększyć przyrost ludzi rasy aryjskiej, aby to oni mogli w przyszłości walczyć i rządzić światem. Rok później – 12 grudnia 1934r. powstaje „Stowarzyszenie Źródeł Życia”. Rusza wielka machina, a począwszy od sierpnia 1936 powstają kolejne ośrodki. Stowarzyszenie ma prawo zajmować nieruchomości i ziemie. Chętnie się z tego korzysta, zajmując najczęściej majątki wysiedlonych Żydów. Z finansowaniem też nie ma problemu.

Jeżeli ta dobra krew, na której się opieramy, nie będzie się mnożyła, to nie będziemy mogli panować nad światem (…) Jeżeli kiedyś mielibyśmy za mało synów, to ci, którzy przyjdą po nas, musieliby się stać tchórzliwymi. Naród, który ma przeciętnie 4 synów w rodzinie, może się poważyć na wojnę, bo jeżeli dwóch polegnie, dwóch odziedziczy nazwisko. Kierownictwo narodu, który ma w rodzinie jednego lub dwóch synów, będzie musiało wahać się przy każdej decyzji (…), ponieważ będzie musiało sobie powiedzieć: „Na to nie możemy sobie pozwolić” (…)

Heinrich Himmler, METZ 7.11.1940

Aby kobieta mogła być przyjęta do ośrodka Lebensborn musiała spełniać kilka wymogów. Przede wszystkim musiała udowodnić pochodzenie własne oraz swoich aryjskich przodków. Kolejnym ważnym punktem był brak dziedzicznych obciążeń w rodzinie. Ludzie chorzy stanowili ciężar dla Trzeciej Rzeszy, pozbywano się ich w pierwszej niemieckiej komorze gazowej. Pierwotnie przyjmowane były kobiety już w ciąży, niezamężne, które były źle postrzegane przez społeczeństwo. Warto wspomnieć, że w 1943r. weszła w życie ustawa, która aborcje karała bardzo surowo – śmiercią. W późniejszym czasie do Lebensborn zgłaszały się Niemki, które prosiły o pomoc w znalezieniu partnera rozpłodowego. Krążyło wiele plotek na temat ogierów z SS, którzy „pomagali” takim kobietom. Każda panna mogła liczyć na samodzielny wybór jednego z trzech zasugerowanych mężczyzn.

Stowarzyszenie potrzebowało ogromnych nakładów finansowych. Większość środków wpływało z funduszy państwowych, jak i firm prywatnych. Część potrzebnych pieniędzy przekazywali również zawodowi SS-mani, którzy płacili składki. Wysokość takiej składki zależała od wieku, stopnia, stanu cywilnego i liczby dzieci. Najwięcej płacili ci, którzy nie mieli potomków. Było tak do czasu kiedy to w październiku 1939 roku Himmler wydał rozkaz, aby każdy SS-man przed wyruszeniem na wojnę spłodził dziecko, nieważne, czy w związku małżeńskim, czy poza nim. Lebensborn miało opiekować się tymi dziećmi.

Tylko ten, kto zostawia po sobie dziecko, może umrzeć w spokoju (…). Bez oglądania się na mieszczańskie prawa i obyczaje — słuszne, być może, w innych warunkach — i bez względu na stan cywilny, najważniejszym zadaniem kobiet i dziewcząt dobrej krwi niemieckiej jest łażenie, nie lekkomyślne, ale realizowane z całą powagą moralną, do urodzenia dzieci żołnierzom wyruszającym do boju, o których tylko przeznaczenie wie, czy wrócą, czy też polegną dla Niemiec.

Heinrich Himmler, październik 1939

Ale program Lebesborn to nie tylko czyste rasowo dzieci aryjskie. Hitler potrzebował znacznie większych pokładów ludzkich. W związku z tym zaczęto akcję germanizacji dzieci innego pochodzenia. Na przykład w samej Polsce około 200 tys. małych dzieci o blond włosach i niebieskich oczach zostało odebranych rodzicom i zabranych do domów stowarzyszenia, gdzie opiekę nad nimi przejmowali przybrani rodzice zastępczy. Mieli oni za zadanie wychować je na prawdziwych Niemców.

Jeśli znajdziemy osobę dobrej rasy, zabierzemy jej dziecko do Niemiec. Jeśli dziecko nie pogodzi się z tym, musimy je zabić, bo jako potencjalny przywódca będzie dla nas stanowić zagrożenie. Jeśli się jednak pogodzi, wychowamy je wśród nas. Dobrą krew, którą spotyka się w innych narodach, zdobędziemy dla siebie, rabując im w razie potrzeby dzieci i wychowując je u siebie.

Heinrich Himmler, Poznań, październik 1943

Niewiele zachowało się dokumentów mówiących o rozmachu tej organizacji. W obliczu końca wojny Hitlerowcy niszczyli wszystkie akta. Jedynymi dowodami są bezpośredni świadkowie tych wydarzeń – dzieci, które w tych ośrodkach przyszły na świat i były tam wychowywane. Koniec wojny nie rozwiązał do końca tajemnicy Lebensborn. Zaskakującym wydaje się fakt, że podczas procesów w Norymberdze stowarzyszenie zostało uznane za „instytucję opiekuńczą”, a wszyscy oskarżeni zostali uniewinnieni.

Zakwestionował to w 1950 niemiecki Trybunał Denazyfikacyjny w Monachium. Odbieranie dzieci rodzicom oraz „Akcja T4” (była wyrokiem śmierci dla dzieci, które nie spełniały wymogów) zostały uznane za działalność zbrodniczą. Do dziś wielu z tych naocznych świadków przechodzi traumę związaną z tymi wydarzeniami. Jedną z osób, które o tym opowiedziały, był Anni-Frid Lyngstad z zespołu ABBA.

Źródła:
Dorothee Schmitz Koster, W imię rasy. Dzieci dla Führera – mity i rzeczywistość, Trio, Warszawa 2000
Roman Z. Hrabar: Lebensborn – czyli źródło życia , Śląsk, Katowice, 1975
Kinga Wołoszyn-Świerk, Urodzeni dla Rzeszy, MediaBrigade, Polska 2011

Udostępnij: