HMS Habbakuk – lodowy potwór

Współczesne okręty wojenne to prawdziwe kolosy. Nawet zwyczajne krążowniki potrafią zrobić wrażenie swoimi rozmiarami i siłą ognia. W końcu okręt to pływająca platforma bojowa, ale też dom dla setek marynarzy. Jednak nawet największe krążowniki nie mają szans równać się z największymi kolosami współczesnych mórz – lotniskowcami. Oczywiście służą one głównie jako platforma startowa dla samolotów i śmigłowców, ale państwom je posiadającym zapewniają gigantyczną przewagę taktyczną. Rodowód lotniskowców sięga czasów jeszcze przed II WŚ, jednakże to właśnie w czasie tej wojny, podjęty został projekt budowy, prawdopodobnie najciekawszego i najbardziej imponującego lotniskowca wszech czasów.

Zanim jednak przejdziemy do kwestii samego projektu, krótka lekcja z materiałoznawstwa okrętowego. Współczesne statki (zarówno okręty jak i jednostki cywilne) są zwykle budowane z metali, takich jak stopy stali i aluminium wzmacniane kompozytami. Nie bez znaczenia jest tu wytrzymałość tychże materiałów, zwłaszcza w przypadku okrętów, które muszą zapewniać bezpieczeństwo załodze i maszynom, w przypadku podjęcia działań bojowych. W czasie II Wojny Światowej dostęp do tego rodzaju materiałów był niezwykle utrudniony z powodu ogromnego zapotrzebowania przemysłu zbrojeniowego. Zdobycie takiej ilości stali, żeby zbudować z niej lotniskowiec graniczyło z cudem.

Wielka Brytania zaczęła prowadzić badania nad zastosowaniem technologii alternatywnych przy budowie okrętów. Tracące panowanie na morzach Imperium, potrzebowało broni, która mogłaby posłużyć do walki z niemieckimi U-Bootami terroryzującymi morza i oceany. Powstało kilka koncepcji, które jednak zarzucono m.in. projekt budowy ogromnych żelbetonowych platform służących w charakterze lotnisk na całej szerokości Atlantyku. Inna koncepcja zakładała natomiast oderwanie ogromnego fragmentu lodowca i przystosowanie go do służby w charakterze przenośnego lotniska. Lodowa platforma miała być holowana na linie przez jeden większy statek. W przypadku nadmiernego stopnienia lodowej platformy można było przecież odciąć kolejną i kolejną (jakkolwiek nieekologiczna, była to chyba jedyna zaleta tego ekscentrycznego pomysłu).

Nieco przesadzona wizualizacja HMS Habbakuk

Nieco przesadzona wizualizacja HMS Habbakuk

Z pomocą przyszedł im jeden z inżynierów, pracujący w Dowództwie Połączonych Operacji – Geoffrey Pyke. Brytyjczyk wpadł na pomysł zastosowania w produkcji okrętów materiału zwanego pykretem. Pykret to substancja powstająca na skutek wymieszania ze sobą zamarzającej wody i miazgi drzewnej w odpowiednich proporcjach (optimum: woda -86%, miazga drzewna – 14%). Mogłoby się wydawać że woda wymieszana z drewnem to nie najlepiej rokujące połączenie, nic bardziej mylnego. Pykret, ze względu na wykorzystanie miazgi drzewnej, roztapia się wielokrotnie wolniej niż zwyczajny lód, co umożliwiałoby jego użycie w produkcji statków bez obaw o ich „rozpłynięcie się”. Statki bojowe muszą być opancerzone, natomiast bloczki lodu nie stanowią żadnej obrony przed wrogimi kulami, rzeczywiście – lodu nie, pykret natomiast ma wytrzymałość takiego samego rzędu jak zbrojony żelbet. Przy odrobinie fantazji, można by wznosić z niego bunkry i schrony przeciwlotnicze (odpowiednio chłodzone rzecz jasna). Kolejna z cech tego wspaniałego materiału była prawdopodobnie jedną z bardziej interesujących, jeżeli chodzi o produkcję okrętów. Otóż, specyficzne własności struktury pykretu powodują jego ograniczoną sprężystość i umożliwiają odkształcenia. Oznacza to, że przy odpowiednim kątowaniu pancerza okrętowego, można było stworzyć statek, od którego pociski będą się odbijać.

Inżynier Pyke opracował optymalne proporcje produkcji pykretu, jednakże nie myślał on o wprowadzeniu tworzywa do masowej produkcji, w każdym razie nie od razu. Mężczyzna forsował swój projekt przez dłuższy czas, jedna z anegdot głosi, że raz wpadł nawet do apartamentów Winstona Churchilla, żeby w praktyce zaprezentować mu właściwości pykretu. Podobno, kiedy Pyke dowiedział się, że Lord Admiralicji w chwili obecnej przebywa w kąpieli, niezrażony niczym wpadł do łazienki, żeby w wannie pokazać Churchillowi wyporność pykretu. W 1943, we współpracy z innymi inżynierami z Dowództwa Połączonych Operacji, Pyke opracował projekt budowy lotniskowca z pykretu. Było to działanie dość dziwne, gdyż prototypowa konstrukcja powinna być raczej nieco mniejsza, a – poza dwiema niewielkimi łodziami zbudowanymi w Kanadzie – okręt, o którym marzył Pyke, miał być pierwszą jednostką pływającą. To jednak nie wszystko. Pyke nie myślał o budowie zwyczajnego lotniskowca (przecież i tak ogromnego nawet jak na morskie standardy. Do obrony transatlantyckich konwojów, brytyjski inżynier chciał zbudować platformę bojową, która byłaby (nawet dzisiaj), największą jednostką pływającą znaną człowiekowi.

HMS Habbakuk, bo tak właśnie został ochrzczony ów lotniskowiec, miał mieć 610 metrów długości i 91,5 metra szerokości. Okręt miał być wysoki na 61 metrów (16 pięter), tak żeby mógł oprzeć się nawet 15 metrowym falom. Habbakuk, według planów, byłby domem dla 4000 stacjonujących na nim non stop marynarzy. Dla porównania, jeden z największych lotniskowców naszych czasów, amerykański USS Ronald Reagan jest prawie dwukrotnie krótszy (333 metry) i ponad dwukrotnie węższy (40,5 metra). Wyporność amerykańskiego okrętu wynosi (zależne od źródeł) około 114 tys. ton, wyporność projektowanego przez Pyke’a miałaby wynosić – bagatela – 20 razy tyle. Brytyjski lotniskowiec miał stanowić bazę dla 300 samolotów myśliwskich i bombowych, a także zapewniać ochronę przeciwlotniczą przy pomocy 80 sprzężonych podwójnie armat kalibru 5,2 cala, a także kilkuset zespołów szybkostrzelnych armat przeciwlotniczych. Habbakuk miał także zostać wyposażony w zespoły nocnych szperaczy.

Plany konstrukcyjne HMS Habbakuk

Plany konstrukcyjne HMS Habbakuk

Pykretowy pancerz mający chronić tego giganta, miał mieć grubość około 12 metrów, co czyniłoby statek nie tyle świetnie opancerzonym, co zwyczajnie odpornym na wszelkie pociski i torpedy, pancerz byłby praktycznie niemożliwy do strzaskania czy przebicia, bez użycia ogromnych ilości materiałów wybuchowych. Niektórzy z ekspertów twierdzili, że najlepszym sposobem napędzania takiego kolosa będzie holowanie go przez jeden, lub nawet przez trzy inne okręty mniejszych rozmiarów. Pyke w swoim projekcie zakładał wyposażenie Habbakuk’a w zestaw 26 śrub napędowych (po 13 na każdej z burt), które miały być napędzane przez turbogeneratory parowe, umieszczone w sponsonach na zewnątrz okrętu. Było to konieczne, gdyż zwyczajne silniki, umieszczone wewnątrz jednostki wytwarzałyby zbyt wielkie ilości ciepła dla tego rodzaju okrętu. Wiele osób prawdopodobnie wyobrażało sobie, że HMS Habbakuk będzie wyglądać jak wielka góra lodowa (podobnie sugerują grafiki tworzone przez fanów projektu). Nic bardziej mylnego. Ze względu na specyficzne warunki, w jakich musiał znajdować się pykret, żeby nie stopniał ani nie stracił swojej niezwykłej wytrzymałości, konieczne byłoby otoczenie pancerza osłonami termicznymi i zamontowanie skomplikowanego systemu chłodzenia, korzystającego z kilkudziesięciu turbosprężarek o dużej mocy. Dodatkowym atutem był tutaj fakt, że okręt miał eskortować konwoje tylko na zimnych wodach północnego Atlantyku, co umożliwiałoby odpowiednie chłodzenie jego pancerza.

Wokół projektu (oprócz fascynujących szczegółów technicznych), krąży także kilka anegdot odnośnie prezentowania wytrzymałości pykretu oficerom i dygnitarzom. Wedle niektórych źródeł odbył się na przykład tzw. Incydent ze strzelaniem. Nastąpił on w czasie spotkania najwyższych dowódców sił alianckich (m.in. Churchilla, Roosevelta i kilkunastu admirałów należących do flot Sprzymierzonych), kiedy to Lord Mountbatten – oficer nadzorujący prace projektowe – wszedł na nie niosąc ze sobą dwa bloki tej samej wielkości. Jeden z nich był z lodu, natomiast drugi, z pykretu. Mountbatten wyjął z kabury rewolwer i bezceremonialnie strzelił w każdy z bloczków. O ile lód został strzaskany na maleńkie kawałki, (o czym oficer ostrzegał) o tyle od pykretu kula się odbiła i zrykoszetowała rwąc na kawałki nogawkę spodni admirała Ernesta Kinga, (przed czym, z raczej zrozumiałych powodów, ostrzec nie mógł).

Niestety dla Geoffreya Pyke’a, projekt został zarzucony z kilku powodów. Dowództwo stwierdziło, że budowa tak wielkiej jednostki byłaby bardzo nieekonomiczna, poza tym w czasie przygotowań do budowy okrętu, Portugalia udzieliła brytyjskim samolotom pozwolenia na korzystanie ze swoich lotnisk, natomiast Amerykanie wprowadzili do czynnej służby bombowce dalekiego zasięgu, które pozwalały na mocne zabezpieczenie transatlantyckich konwojów zaopatrzeniowych przed interwencją niemieckich łodzi podwodnych. Poza tym okręt (pomimo wykorzystania pykretu jako głównego budulca) i tak pochłonąłby ogromne ilości stali i innych materiałów budowlanych. Budowa wielkiego lotniskowca, jakkolwiek nie byłaby fascynująca i innowacyjna, nie była dłużej opłacalna dla brytyjskiego rządu. Jednakże, nawet pomimo tego, że nigdy nie został zbudowany, HMS Habbakuk jest z całą pewnością jednym z najniezwyklejszych projektów okrętowych w historii.

Udostępnij: