Skandaliści w koronach

Migotanie świec w ciemnej komnacie wyraźnie uspokajało i pozwalało na maksymalne skupienie. W końcu sprawa była bardzo poważna. Sam król, Jan Olbracht, na klęczkach zanosił modlitwy do św. Dionizego, jednego z Czternastu Świętych Wspomożycieli. Dlaczego akurat do niego?

Okazuje się, że na przełomie XV i XVI wieku był to obowiązujący sposób leczenia syfilisu, który dzisiaj nazywamy kiłą. Niestety, taki typ terapii nie do końca się sprawdzał, więc chorych ludzi izolowano w leprozoriach, podobnie jak trędowatych. Oczywiście procedura nie obejmowała samego króla.

Okazuje się, że życie króla Olbrachta (za którego ponoć wyginęła szlachta – był to wynik rozgromienia polskich wojsk w czasie odwrotu z Mołdawii) było ciekawsze niż się może wydawać.

Zacznijmy od zwykłego opisu króla, którego dokonał Maciej z Miechowa:

W ruchach szybki, często u boku z mieczykiem przypasanym występował, namiętnościom i chuciom jako człowiek wojskowy folgował. (…) [w towarzystwie] bardzo swobodnych kobiet wszystkich stanów, nie licującego z królewską godnością.

Od razu należy zaznaczyć, że jest to opis bardzo eufemistyczny. „Folgowanie” brzmi niewinnie, ale powinniśmy raczej mówić wprost o nieustannych biesiadach i pijaństwie, „natarczywym przyleganiem do kobiet” (cyt. za Maciejem z Miechowa) czy zwykłych bójkach ulicznych, które królowi już zupełnie nie przystawały.

Stąd droga do syfilisu była już bardzo bliska. I prawdopodobnie dopadł króla dość szybko, zaraz po klęsce bukowińskiej jesienią 1497 roku. Co ciekawe, król ustatkował się dopiero wtedy, gdy był już właściwie nad grobem. Syfilis wtedy zaatakował go z ogromną siłą.

Paradoksalnie to, że król zachorował na syfilis było bardzo pożyteczne dla państwa polskiego. Król zdając sobie sprawę z nieuchronności śmierci zabrał się za… porządki! Zawarł przymierze z Węgrami i Francją, wynegocjował korzystny pokój polsko-turecki i przymierze z Tatarami.

Po śmierci Olbrachta na tron wstąpił jego czterdziestoletni brat Aleksander. Zmarł po pięciu latach rządów. Powód? Oczywiście syfilis, czy jak wtedy mawiano – choroba polska.

skandalisci w koronach

Nie od dzisiaj wiadomo, że polski temperament (niektórzy mówią o nas jako o „Włochach północy) doprowadzał do wielu ciekawych sytuacji. Jednak do tej pory pozycje historyczne skupiały się na najważniejszych wydarzeniach (daty, bitwy, sojusze, przyczyny i skutki), a pomijały codzienne grzeszki życie polskich władców. Zmieniła to dopiero pozycja Andrzeja Zielińskiego, pt. „Skandaliści w koronach. Łotry, rozpustnicy i głupcy na polskim tronie”.

Do tej pory naszych królów idealizowali wszyscy najwięksi kronikarze. Dlaczego to robili? Ku pokrzepieniu serc, wielkie czyny dawnych władców dodawały sił w trudnych czasach. Ale obok pięknych i honorowych czynów polskich władców znajdowały się również takie, które wprost możemy nazwać skandalem, głupotą czy zbrodnią.

Więc kto powiedział, że musimy wstydzić się tego, że to kiła przyczyniła się do uporządkowania spraw w państwie, a nie roztropność i mądrość wspaniałego króla?

Więcej ciekawych historii z życia polskich władców możesz znaleźć w książce dostępnej tutaj.

Udostępnij: