Starożytny napalm – ogień grecki

We współczesnych filmach wojennych widzimy mnóstwo eksplozji. Ogień i wybuchy sieją śmierć i zniszczenie wielu żołnierzy. Jeśli akurat trafimy na film o wojnie wietnamskiej to mamy sporą szansę na to, żeby zobaczyć kilka filmowych eksplozji bomb napalmowych, rozlewających po polu bitwy śmiercionośną lawinę ognia. Obrazek ten wydaje się nam zupełnie zwyczajny, przecież technologie zbrojeniowe już dawno umożliwiły ujarzmienie ognia. A co gdyby taką scenę przenieść do świata starożytnego?

Ogień grecki to prawdopodobnie jedna z największych zagadek militarnych na świecie. Wiadomo o nim bardzo niewiele. Do naszych czasów zachowały się liczne ryciny i obrazy demonstrujące użycie płomieni przez starożytnych Greków, jednakże teksty źródłowe nie wspominają wiele o tym rodzaju broni lub robią to na tyle enigmatycznie, że człowiek współczesny nie jest w stanie wywnioskować z nich nic na temat aspektów technologicznych.

Jako pierwszy mit, czy też nieścisłość, należy przytoczyć samą nazwę, a raczej skojarzenia, które ona przywodzi. Co prawda, teoretycznie ogień jest „grecki”, jednak nie chodzi tutaj wcale o starożytną Grecję, a o czasy cesarstwa Bizancjum. Jako umowną datę wynalezienia greckiego ognia przyjmuje się lata 670-674 n.e. W roku 673 nastąpiło pierwsze udokumentowane użycie łatwopalnej mieszaniny w walce, ale prace nad nią prawdopodobnie trwały już dużo wcześniej. Była to chyba najbardziej spektakularna bitwa z jego użyciem, gdyż ognia użyto do spalenia floty arabskiej atakującej Konstantynopol (scena musiała łudząco przypominać tę z ostatniego sezonu „Gry o Tron”). Nie można stwierdzić czy zastosowanie tego rodzaju metody walki miało decydujący wpływ na przebieg oblężenia, jednakże na pewno nadało mu nieco malowniczego charakteru.

Najbardziej prawdopodobny mechanizm działania ognia greckiego

Najbardziej prawdopodobny mechanizm działania ognia greckiego

Mieszanina ognia greckiego, nigdy nie została odtworzona. Żaden z badaczy świata starożytnego nie natrafił na recepturę, która pozwalałaby zmieszać łatwopalny płyn tak, żeby zachowywał się w odpowiedni sposób. Wiadomo jedynie tyle, że podstawowymi składnikami ognia greckiego były: ropa naftowa, saletra, smoła i prawdopodobnie siarka. Niektóre źródła wspominają także o użyciu kamienia winnego (wodorowinian potasu) czy też soku mlecznego.

Kolejną ciekawostką jest sposób jego użycia w walce. Jeśli wierzyć źródłom historycznym, Bizantyjczycy opracowali metody wydmuchiwania ognia greckiego przy pomocy wielkich syfonów, napędzanych materiałem miotającym (prawdopodobnie saletrą potasową). Teksty źródłowe podają jako maksymalny zasięg tego rodzaju broni niezwykłą odległość – aż 75 metrów! Niestety jest mało prawdopodobne, więc informacja ta to prawdopodobnie drobna koloryzowanie zdarzeń.

Aby jednak nie zniechęcać miłośników starożytnego napalmu, warto na koniec podać dwie ciekawostki, które są zarówno potwierdzone, jak i dość interesujące. Pierwsza to ta, że ogień grecki, rzeczywiście (tak jak podano w źródłach) palił się na powierzchni wody (umożliwiała mu to spora zawartość ropy naftowej) i był niezwykle trudny do ugaszenia (praktycznie jedynym sposobem na ugaszenie „napalmu” było odcięcie dostępu powietrza, poprzez np. wskoczenie do wody).

Druga natomiast jest nie mniej interesująca – Bizantyjczycy pracowali (najprawdopodobniej prace te zakończyły się sukcesem) nad stworzeniem niewielkich ręcznych syfonów ogniowych dla pojedynczego piechura. Miało to umożliwić żołnierzom łamanie morale wrogów, a także sianie zamętu w ich liniach. Oznacza to, że bardzo prawdopodobne jest, iż już około 1300 lat temu mieliśmy do czynienia z pierwszymi prototypami miotaczy płomieni.

Udostępnij: