Zbiorowe samobójstwo w Jonestown

Zabierzcie nam życie. Oddajemy je. Jesteśmy zmęczeni. Nie popełniliśmy samobójstwa. Popełniliśmy akt rewolucyjnego samobójstwa, protestując przeciw warunkom życia w nieludzkim świecie. / Ostatnie słowa Jima Jonsa nagrane na taśmie

Jonestown, noc z 18 na 19 listopada 1978 r. Po charyzmatycznym przemówieniu lidera, Jima Jonsa, członkowie sekty Świątynia Ludu wypijają doprawiony cyjankiem orzeźwiający napój Kool-Aid. 909 osób popełnia samobójstwo, wśród nich małe dzieci, które nie są świadome wydarzeń rozgrywających się dookoła nich, mimo to siłą zmuszone przez swoich rodziców do wypicia śmiertelnej trucizny.

Jim Jones

Jim Jones

Jim Jones urodził się i dorastał w Indianapolis. Na początku lat 60. XX w. zaangażował się w politykę, działając na rzecz równouprawnienia wszystkich mieszkańców USA. Wstąpił nawet do kościoła metodystów, jednakże rozczarowany jego umiarkowaną postawą względem zniesienia różnic rasowych, szybko go opuścił. Wraz z żoną, Marceliną, zaadaptowali piątkę różnych rasowo dzieci, dając tym samym początek „Tęczowej rodzinie”. Jego poglądy nie zyskały powszechnej aprobaty, a większość białych Amerykanów określała go mianem „odszczepieńca”.

W 1955 roku w rodzinnym mieście założył Świątynię Ludu, wspólnotę, której program opowiadał się za prawami obywatelskimi oraz występował zdecydowanie przeciwko segregacji rasowej. W miarę upływu czasu, sekta (bo tak została oficjalnie określona przez rząd amerykański) zyskiwała coraz szersze poparcie, a co za tym idzie składane darowizny również rosły. W 1965 Jones, wraz z swoimi wyznawcami przenieśli się do Kalifornii, gdzie jeszcze szybciej zyskiwali na popularności, co ciekawe, głównie wśród białych rodzin z klasy średniej. Od 1970 Jones zaczął głosić jeszcze radykalniejsze kazania będące mieszaniną retoryki socjalizmu oraz apokaliptycznych wizji. Przywódca przekonywał swoich zwolenników do ucieczki z współczesnego Babilonu którym określał Stany Zjednoczone. Dzięki ogromnemu majątkowi Świątyni zebranego przez niezliczoną liczbę datków, Jones zakupił skrawek ziemi w Gujanie i wkrótce zaczęła się budowa nowej siedziby.

Jonestown było samowystarczalną osadą, odizolowaną od świata gęstą gujańską puszczą. Od 1978 r. zaczęli się do niej przenosić członkowie Świątyni Ludu. Mieszkańcy pisali do swoich rodzin listy pełne optymizmu i radości. Mimo to, nagłe ucieczki wyznawców w głąb puszczy wzbudziły zaniepokojenie rodzin, które przy pomocy prawników i polityków próbowały ustalić co się dzieje z ich bliskimi. 16 listopada do obozu dotarł kalifornijski kongresmen Leo Ryan razem z grupą dziennikarzy. W wyniku nerwowych negocjacji i wzajemnych oskarżeniach Jones zgodził się na opuszczenie obozu przez wszystkich chętnych. Na niemal 1000 osób zgłosiło się zaledwie kilkanaście.

Jonestown po masakrze

Jonestown po masakrze

Pierwszy dramat rozegrał się na lotnisku. W trakcie oczekiwania na samolot uzbrojeni strażnicy otworzyli ogień do grupy. Ryan, trzech dziennikarzy oraz jeden z uciekinierów zginęli na miejscu. Wiele wskazuje na to, że była to starannie przygotowana przez Jonsa operacja mająca na celu podburzyć wyznawców do rewolucyjnego samobójstwa. Kilka tygodni wcześniej do osady dotarł 45-kilogramowy pojemnik z cyjankiem potasu. Nieoficjalnie mówi się, że Jones był nieuleczalnie chory i zdawał sobie sprawę, że osada stała się zbyt duża aby ją skutecznie kontrolować bez wpływów zewnętrznych.

Dlatego więc jeszcze tego samego dnia, 18 listopada 1978r., Jones przekonał swoich zwolenników, że śmierć jest najlepszym rozwiązaniem dla wszystkich. O tym, jak bardzo podniosła była ta mowa, świadczą słowa zacytowane na początku artykułu. Garstkę, która była temu przeciwna, lider kazał wymordować. W wyniku powstałego zamieszania części mieszkańców udało się jednak uciec. Co ciekawe, wzięli oni ze sobą cały majątek sekty – niemal 10 milionów dolarów. Przykre jest to, że opinię publiczną bardziej interesował los pieniędzy niż losy ciał ofiar – ponad 200 niezidentyfikowanych osób zostało pochowanych parami w trumnach w nieoznaczonych mogiłach.

Śmierć 900 osób nie jest wydarzeniem obok którego można przejść obojętnie. Ich czyn był aktem wielkiej desperacji i rozpaczy. Być może uważali, że w „normalnym świecie” (którym przecież gardzili) czeka ich wykluczenie, a nawet śmierć. Mimo że mieli możliwość opuszczenia osady z kongresmenem Ryanem, nie skorzystali z niej. Obecnie wiemy, że ofiary na pewno nie były pod wpływem narkotyków czy hipnozy, choć nie ulega wątpliwości, że byli podatni na codzienne pranie mózgu. Powodów wstąpienia do sekty na pewno było tyle ilu wyznawców, jednakże możemy się domyślać, że wśród nich dominowały chęć odnalezienia sensu życia czy marzenia o szczęśliwym społeczeństwie. Mimo, że każde samobójstwo zawsze jest zjawiskiem powszechnie negatywnym, nie oceniajmy go pochopnie, ale starajmy się zrozumieć motywy tak desperackiego czynu.

Źródła:
• http://jonestown.sdsu.edu/
• http://wiadomosci.onet.pl/na-tropie/najwieksze-samobojstwo-w-historii-swiata/mrnbd
• http://en.wikipedia.org/wiki/Jim_Jones [dostęp 05.08.2013]
• http://en.wikipedia.org/wiki/Jonestown [dostęp 05.08.2013]

Udostępnij: