Statek – lodówka

Na morale żołnierzy na polu walki nie wpływają wyłącznie sukcesy bojowe, przemowy generałów czy też wieści o bohaterskich czynach ich kolegów. Już Sir Arthur Wellesley wygłosił myśl, która pozostaje aktualna po dziś dzień – ‘Wojsko maszeruje na brzuchu’.

Jak wiadomo, żadna armia świata nie wyruszy do boju, nie zabierając ze sobą racjonowanego pożywienia. Ale jak długo można jeść suchary i preparowane racje, pozostając jednocześnie w pełni sił i gotowości do walki? Na słabym wikcie żołnierski duch może szybko upaść, a we wrogim kraju warunki nie zawsze pozwalają na „nieregulaminowe” urozmaicanie diety.

Mniej więcej w takiej sytuacji znalazły się wojska amerykańskie podczas wojny na Pacyfiku. Żywność i woda, były im co prawda dostarczane w miarę regularnie, jednakże klimat robił swoje. Gorące, wilgotne powietrze na pewno w żaden sposób nie polepszało jakości i smaku dostarczanego pożywienia.

Barka z betonu na plakacie propagandowym.

Barka z betonu na plakacie propagandowym.

Dowództwo marynarki wojennej starało się więc opracować projekt takiego statku, który umożliwiłby przewożenie świeżej żywności w możliwie ekonomiczny i niedrogi sposób. Miało to poprawić nastawienie jednostek stacjonujących na posterunkach rozsianych po Pacyfiku. W tym celu inżynierowie US Navy postanowili wykorzystać już kiedyś rozważany pomysł – zbudowania statku z betonu!

Wybrano ten materiał ze względu na niewielkie koszty produkcji (w porównaniu do jednostek produkowanych ze stali czy nawet tych z elementami drewnianymi). Betonową barkę można było zbudować praktycznie za bezcen. Ponadto, kadłub okrętu miał gwarantować izolację cieplną co, w przypadku jednostki zajmującej się transportem żywności, mogło mieć kluczowe znaczenie.

Barki-lodówki zostały wprowadzone do służby na Pacyfiku na początku roku 1944 i pozostały w niej aż do końca II wojny światowej, radując tym samym serca i żołądki amerykańskich żołnierzy. Łącznie rząd USA wyprodukował trzy takie statki (klasy BRL) w cenie nieco powyżej 1mln dolarów za sztukę. Nie wygląda to na oszczędność spektakularną, jak na zwykłe pływające lodówki, ale gdy zagłębimy się nieco w szczegóły techniczne to cena wydaje się atrakcyjna.

Każdy ze statków był długi na około 87 metrów (265 stóp). Zewnętrzna powłoka kadłuba była zbudowana w całości z betonu. Natomiast powierzchnie magazynowe miały ściany pokryte dodatkową izolacją. Sama pojemność magazynów też robi niemałe wrażenie. Każdy ze statków był w stanie przewieźć tyle świeżego mięsa, co 64 transportowe ciężarówki, a także 500 ton dodatków, takich jak warzywa, owoce czy nabiał.

Betonowa barka dzisiaj.

Betonowa barka dzisiaj.

Barka była wyposażona w silniki elektryczne służące do napędzania systemów wentylacyjnych, chłodzących oraz tych napędzających… maszynę do lodu Tak, każda z trzech pływających po Pacyfiku jednostek była wyposażona we własną mini-lodziarnię, będącą w stanie wytworzyć około 5 ton lodu dziennie, a także przemysłową zamrażarkę, przetwarzającą (na minutę) pół litra wody w lód.
Dwie z trzech „lodziarni” doczekały w spokoju zakończenia wojny, ku uciesze żołnierzy służących w tropikach. Trzeci ze statków zatonął w czasie tajfunu u wybrzeży wyspy Saipan.

Jakkolwiek awangardowym może wydawać się pomysł statków-lodówek, pozostaje niezaprzeczalnym faktem, że betonowe barki, przysłużyły się do utrzymania odpowiedniego poziomu morale wśród żołnierzy stacjonujących na wyspach. Być może nie brały one udziału w spektakularnych bitwach, jednak dla żołnierzy, którzy widzieli je na horyzoncie mogły być spełnieniem marzeń o świeżym jedzeniu.

Udostępnij: