Gorzki smak musztardy

Tydzień I wojny światowej na Polimaty.pl z okazji stulecia jej wybuchu.

Informację o jego śmierci na polu walki rodzina dostała 11 listopada 1918 roku. Przy dźwiękach entuzjastycznego tłumu świętującego zakończenie I wojny światowej. Głos Wilfreda Owena opisujący koszmar konfliktu zbrojnego dotarł do świata dopiero zza jego grobu.

W Polsce jest praktycznie anonimowy, choć w Anglii stanowi część kanonu literatury. Owen oddał poczucie bezsilności, strachu  i kryzysu moralnego, którego regularnie doświadczały setki tysięcy jego towarzyszy niedoli.

Wilfred Owen

Opisy Owena w realistyczny sposób oddają tragedię wojny. Są przeciwieństwem patriotycznie zaciętych utworów ku pokrzepieniu serc, które część twórców tworzyła dla leczenia ducha narodu. – Nie widzę powodów, dla których miałbym cię oszukiwać co do ostatnich czterech dni. Trafiłem do siódmego kręgu piekła – pisał w liście do matki.

Nie był w tym osamotniony. Część Brytyjczyków szybko poczuła rozczarowanie wojną, którą hołubili propagatorzy walk. W literaturze angielskiej często można przeczytać opisy niekompetencji dowódców, posyłających swoje oddziały na bezsensowną rzeź. Wielka Brytania walczyła na obcym terenie i nie musiała odeprzeć agresora z własnego podwórka. Niejasne były także potencjalne zyski ze zwycięstwa. To popychało angielskich twórców w pesymistyczne tony.

Słodki? Gorzki?

Jednym z najsłynniejszych epizodów I wojny światowej było masowe użycie gazów bojowych. Wilfred Owen przedstawił oblicze umierania w męczarniach po takich atakach. Poświęcił temu swój najważniejszy utwór, w którym na końcu w wątpliwość sens słynnego zdania Horacego „Jak słodko i zaszczytnie jest umierać za ojczyznę”. Bo katusze po gazie musztardowym takie słodkie mu się nie zdawały. (Wilfred Owen, Dulce et Decorum est, tłumaczenie własne)

Ludzie szli zaspani. Wielu z nich bez butów,
Ale szli kulejąc, pokryci krwią. Wszyscy słabi, wszyscy ślepi;
Pijani zmęczeniem, głusi nawet na wybuchy,
Pojemników z gazem spadających miękko za nimi.
 
Gaz! GAZ! Szybko, chłopcy! W ekstazie szarpaniny,
Ledwo na czas zakładając niezgrabne hełmy,
Jednak ktoś wciąż krzyczał i potykał się.
[…]
We wszystkich moich snach przed bezsilnymi oczami,
On nurkuje w moją stronę, krztusząc się i tonąc.
[…]
Przyjacielu, nie będziesz mówił z takim entuzjazmem
Do dzieci żarliwie pragnących desperackiej chwały,
Starego kłamstwa: Dulce et decorum est
Pro patria mori (Jak słodko i zaszczytnie umierać za ojczyznę)

Wewnętrzne starcie bez happy endu

Owen był żarliwym chrześcijaninem o pacyfistycznym zacięciu. Czemu więc pchał się na wojnę i to z własnej woli? Chciał na własnej skórze doświadczyć losu żołnierza. Cały czas zmagał się z rozdarciem – chęcią pomocy swoim braciom w boju i obrony ojczyzny oraz sprzeciwu wobec bezsensu wojny. – Czuję, że muszę najpierw zdobyć uznanie za moją walkę, a dopiero wtedy z powodzeniem i sensem stworzę swój katalog wartości – pisał.

Owen po raz pierwszy w walce sprawdził się w 1917 roku, ale dość szybko wrócił do Wielkiej Brytanii, gdy zdiagnozowano u niego symptomy stresu po bitwie (lęk, apatia, wracające odgłosy strzałów). Trafił do szpitala wojskowego w Edynburgu, gdzie spotkał innego żołnierza-poetę Siegfrida Sassona, który stał się jego twórczym mentorem.

Po roku przerwy Owen postanowił wrócić do swojego pułku na froncie zachodnim. Dostał nawet Krzyż Wojskowy za zasługi w czasie walk pod Amiens. Szczęście do omijania kul opuściło go 4 listopada 1918 roku podczas próby przejścia kanału we francuskim Ors. Padł od niemieckiej kuli tydzień przed końcem walk.

Do Wielkiej Brytanii wróciły tylko jego utwory, wydane w zdecydowanej większości po śmierci Owena.

Bibliografia:

  • Pendergast Tom oraz Sara Pengergast, World War I: Biographies, Gale Group, Detroit 2002.
  • Kramer Alan, Dynamic of Destruction. Culture and Mass Killing in the First World War, Oxford University Press, New York 2007.
  • http://www.poets.org/poetsorg/poet/wilfred-owen
  • http://www.wilfredowen.org.uk/Biography
  • http://www.poetryfoundation.org/
Udostępnij: