Upiorna cisza Maracany

W niedzielę 13 lipca 2014 roku stadion Maracana (nazwa od pobliskiej rzeki) znów będzie epicentrum świata, na które skierują się oczy setek milionów ludzi czekających na nowego mistrza futbolu. Arena piłkarska w Rio de Janeiro to legenda zbudowana głównie przez jedno wydarzenie sprzed 64 lat.

Chodzi o „Maracanazo”, czyli w dosłownym tłumaczeniu „cios z Maracany”. Mecz z 16 lipca 1950 roku brazylijski pisarz Nelson Rodrigues nazwał „naszą katastrofą, naszą Hiroszimą”. Przesadził? Paulo Pedrigao wysnuł tezę, że właśnie tamto spotkanie przegrane przez Brazylię z Urugwajem stanowiło początek bajecznego mitu, który przerodził się w ogólnonarodową obsesję na punkcie futbolu. Brazylia nigdy więcej już nie zagrała w białych koszulkach, tak jak w trakcie feralnego dnia w Rio. Na Maracanę wróciła dopiero po czterech latach. Pasję do piłki zachowali na zawsze.

Winny numer jeden

Barbosa_selecao50

Moacyr Barbosa, jeszcze uśmiechnięty

Wyjątkowo boleśnie klęskę odczuł bramkarz Moacyr Barbosa, który stał się klasycznym przykładem kozła ofiarnego. Jakże miło ukoić duszę narodu, rujnując przy tym życie niefortunnego piłkarza. Nawet dwadzieścia lat po pamiętnym spotkaniu z 1950 roku, przechodząca obok Barbosy kobieta powiedziała do swojego dziecka: „przez tego człowieka płakała cała Brazylia”.

Faktycznie gol rozstrzygający o tytule mistrzowskim dla Urugwaju był wynikiem jego błędu, ponieważ źle ocenił zamiary Alcide Ghiggii. Taka to już upiorna cecha zawodu bramkarza. Nieważne, że Barbosa został wybrany za najlepszego na swojej pozycji w całym turnieju. Po ostatnim spotkaniu musiał się tłumaczyć, że goli nie puszczał celowo. Później w kadrze Canarinhos zagrał jeszcze tylko raz. Jako jeden z nielicznych czarnoskórych piłkarzy w tamtej ekipie Brazylii był jeszcze łatwiejszym celem do ataków.

W 1963 roku dostał nawet na własność słupki wykorzystane trzynaście lat wcześniej. Metodycznie pociął je i rytualnie spalił w obecności znajomych. Egzorcyzm jednak nie podziałał. – W Brazylii najwyższy możliwy wymiar kary  to 30 lat. Ja dostałem wyrok na 50 lat – powiedział Barbosa tuż przed śmiercią w 2000 roku.

Przedwczesny hołd

Mundial 1950 był pierwszym powojennym turniejem o mistrzostwo świata, w którym wystąpiło jedynie 13 reprezentacji – tyle samo co na pierwszym czempionacie z 1930 roku. II wojna światowa nie zahamowała nie tylko rozwój społeczeństw i gospodarek, ale położyła się cieniem i na świat sportu.

Brazylia należała do faworytów i miała sporo szczęścia. Kandydaci do złota Anglicy odpadli już w pierwszej fazie, gdy zaszokowała ich półamatorska reprezentacja Stanów Zjednoczonych (wygrana USA 1:0 to obok triumfu Korei Północnej nad Włochami z 1966 roku największa sensacja w dziejach reprezentacyjnej piłki). W przedbiegach odpadli także obrońcy tytułu, Włosi, choć ze zgoła innych powodów. Ich zespół przetrzebiła katastrofa lotnicza z 1949 roku, w której zginęli piłkarze legendarnej ekipy Torino – fundament reprezentacji Azzurri.

Gospodarzom sprzyjał nawet dziwaczny, wymyślony przez nich system rozgrywek. Nie było mowy o finale, bo losy rozstrzygała cała druga faza grupowa. Tak zdarzyło się tylko raz w historii. Brazylijczycy chcieli zminimalizować ryzyko jakiejkolwiek wpadki i zagrozili wycofanie się z organizacji mistrzostw, jeśli władze piłkarskie nie podpiszą się pod podobnym systemem. Wówczas były to piękne czasy, gdy FIFA wsłuchiwała się w głos kraju, który zapraszał ją w swe progi…

Brazylijczycy płynnie przedzierali się przez kolejnych rywali. Zaczęli od 4:0 (dodatkowo pięć razy ostrzeliwując słupki), później zremisowali 2:2 ze Szwajcarią, ale awans zapewnili sobie wygraną 2:0. W drugiej fazie decydującej o mistrzostwie rozbili Szwecję 7:1 (po półfinale MŚ 2014 z Niemcami nie jest to tak lubiany wynik w Kraju Kawy…) i Hiszpanię 6:1. Według historyka Briana Glenville’a grali „futbol przyszłości oparty na wyjątkowej technice”.

Do złotych medali potrzebowali już tylko remisu z Urugwajem (który zremisował z Hiszpanią, a Szwecję pokonał dopiero po dwóch bramkach w ostatnim kwadransie gry). Nic dziwnego, że gazeta „O Mundo” wydrukowała zdjęcie kadry Canarinhos z podpisem „Oto mistrzowie świata”. Brazylijczycy dostali nawet zegarki z dedykacją dla mistrzów. Poczta przygotowała specjalną emisję znaczków, a ulice zostały odpowiednio udekorowane. Gubernator stanu kierował przed meczem słowa do „tych, których uważa za zwycięzców”, „którym już teraz składa hołd”.

Największa cisza w historii

Pamiątkowy znaczek

Pamiątkowy znaczek

Oficjalnie  199 854 widzów stawiło się na Maracanie, aby przypieczętować sukces. Nigdy więcej meczu piłkarskiego nie oglądało tyle osób (następne w kolejce są mecze na 150-tysięcznym stadionie w Korei Północnej, którego zastosowanie Wikipedia wylicza na „futbol, lekkoatletyka, imprezy masowe, egzekucje”!).

Brazylijczycy po raz pierwszy na turnieju nie strzelili gola w pierwszej połowie. Powetowali sobie to dwie minuty po zmianie stron. Bramka wyrównująca Urugwajczyków niewiele zmieniała. Brazylia wciąż była mistrzem, ale zmieniła się narracja tamtego meczu. – W momencie, gdy zawodnicy najbardziej potrzebowali Maracany, ta ucichła – powiedział muzyk Chico Buarque.

Na 11 minut przed ostatnim gwizdkiem Ghiggia wykorzystał błąd bramkarza Barbosy i Urugwajczycy dowieźli korzystny dla siebie wynik do końca. – Tylko trzy osoby jednym ruchem potrafiły uciszyć Maracanę: Frank Sinatra, papież Jan Paweł II i ja – powiedział autor gola po latach.

Zaszokowani organizatorzy nie przeprowadzili nawet porządnej dekoracji nowych mistrzów. Prezydent FIFA Jules Rimet wcisnął puchar kapitanowi Urugwaju wśród tłumu zebranych na murawie. Zaczął się czas rozpaczy, depresji i (podobno) fali samobójstw w Brazylii.

Brazylijczycy podobną traumę przeżyli na obecnym mundialu w półfinale z Niemcami. Niech ich pocieszeniem będzie to, że w 1950 roku nad przegraną rozpaczał 10-letni chłopak znany jako Pele. Młodzian poprzysiągł zemstę. Efekt? Trzy złote medale mistrzostw z 1958, 1962 i 1970 roku.

Bibliografia:

Tony Mason, Pasja milionów: piłka nożna w Ameryce Południowej, Marabut, Gdańsk 2002.

Stefan Szczepłek, Moja historia futbolu, Presspublica, Warszawa 2007.

Jonathan Wilson, Odwrócona piramida, Polityka SP, Warszawa 2012.

Amit Katwala, World Cup 1950: The goalkeeper who made all of Brazil cry, Talksport.com, http://talksport.com/football/world-cup-1950-goalkeeper-who-made-all-brazil-cry-14030482062.

Brett Forrest, Not his country’s keeper — the tale of Moacyr Barbosa, http://www.espnfc.com/blog/world-cup-central/59/post/1845206/not-his-countrys-keeper—-the-tale-of-moacyr-barbosa

FIFA.com

Udostępnij: