ALS – choroba Lou Gehriga

Internetowe lanie wiader lodowatej wody ogarnęło świat. Służy szlachetnej misji zebrania środków na walkę z ALS – stwardnieniem zanikowym bocznym. Na to zjawisko mówimy także „choroba Lou Gehriga”. Kim był człowiek, który wbrew własnej woli stał się synonimem ALS?

4 lipca 1939 roku na stadionie New York Yankees odbywa się Dzień Lou Gehriga. 60 tysięcy ludzi na trybunach, a na boisku byli koledzy z legendarnego zespołu baseballowego. Wszyscy zebrali się, aby uhonorować jedną z najtragiczniejszych i najbardziej paradoksalnych postaci w historii sportu.

Lou Gehrig miał tego dnia nie przemawiać. Nawet w pełni formy fatalnie czuł się przy wypowiedziach publicznych. Zabrał jednak głos i wygłosił wzruszające przemówienie, którego część pozostanie nieśmiertelna. – Drodzy kibice. Przez ostatnie dwa tygodnie czytaliście o złej informacji, którą dostałem – mówił złamanym głosem. – Jednak dzisiaj uważam się za najszczęśliwszego człowieka na ziemi.

ALS wykończyło go niecałe dwa lata później, tuż przed 38 urodzinami.

Paradoks „Żelaznego Konia”

Lou Gehrig – Synonim dla ALS

Gehrig nawet bez tragicznej śmierci stałby się niezapomnianą legendą sportu. Do dziś nazywa się go najlepszym pierwszobazowym w dziejach baseballu.

Powaliła go choroba, która powoduje stopniowy paraliż i zanik mięśni. Do dziś nie ma na nią skutecznego lekarstwa, stąd cała akcja Ice Bucket Challenge, która służy rozwojowi badań nad ALS (skrótowiec od angielskiego amyotrophic lateral sclerosis). Obecnie leczenie polega wyłącznie na krótkotrwałym przedłużeniu życia pacjenta. Przeciętnie chory umiera po 3-5 latach zmagań, najczęściej z powodu paraliżu mięśni oddechowych. Stwardnienie zanikowe boczne najczęściej nie dotyka zdolności umysłowych, czego świetnym przykładem jest geniusz Stephena Hawkinga (borykającego się z dolegliwością blisko pół wieku!). Jednak ma to też swoje złe strony. – To jak bycie obecnym na własnym pogrzebie – tłumaczy jeden z chorych.

ALS rzadko dotyka ludzi przed 40 rokiem życia. Oprócz Hawkinga, jednym z wyjątków był właśnie Gehrig. Trudno o bardziej paradoksalną ofiarę. Ten wysportowany człowiek w annałach baseballu zapisał się jako „Żelazny Koń”. Dlaczego? Gdy w 1925 roku dostał szansę gry w ekipie Yankees, miejsca na boisku nie oddał przez 14 lat. W tym czasie rozegrał 2130 meczów z rzędu, bez żadnej przerwy na leczenie kontuzji, kaca lub odpoczynek. Rekord Gehriga został pobity dopiero w 1995 roku przez Cala Ripkena.

Bez parcia na szkło

Gehrig był niezwykle wytrzymałym zawodnikiem i dodatkowo potrafił genialnie odbijać. Trafienie w piłkę frunącą z prędkością 130-150 km/h, rzucaną z nieco ponad 18 metrów, Amerykanie zgodnie nazywają najtrudniejszym zadaniem w całym świecie sportu. Dla Gehriga nie było to tak skomplikowane. W 1934 roku dokonał rzadkiego wyczynu i wygrał trzy najważniejsze statystyki dla pałkarzy ligi zawodowej (tzw. „potrójna korona”).

Mimo to zawsze pozostawał nieco w cieniu swoich wielkich kolegów – najpierw Babe Rutha (Michaela Jordana baseballu), później Joe DiMaggio (znanego z małżeństwa z Marilyn Monroe). Gehrigowi nigdy to nie przeszkadzało. Już od najmłodszych lat był bardzo zdystansowany, nieśmiały i trochę nieporadny w relacjach z innymi ludźmi.

Szczególnie uwydatniały to jego wyjątkowe (dziwne?) relacje z matką. Był oczkiem w głowie dla niemieckiej imigrantki. – Przeżył jako jedyny z czworga moich dzieci, dlatego chcę dla niego jak najlepiej – tłumaczyła. Sprzeciwiała się jego baseballowej karierze, twierdząc, że nigdzie go nie zaprowadzi. Niezwykle się pomyliła.

Gehrig zabierał matkę na obozy treningowe, gdy reszta drużyny tylko oglądała się za młodymi dziewczynami. Podczas pożegnań przed wyjazdami, podobno czule całował i przytulał się do niej przez 10 minut. W czasie tournee po Japonii swój wolny czas spędził na szukaniu prezentów dla matki. Chciał się tak odwdzięczyć za trudny wychowania w biednym domu.

Przez to przez długi czas nie umiał znaleźć wspólnego języka z rówieśniczkami. – Był po prostu beznadziejny – wspominał kolega Mike Gazella. – Kiedy kobieta prosiła go o autograf, dosłownie sztywniał ze wstydu. Dopiero pod koniec zawodowej kariery znalazł miłość życia i matka zeszła na nieco dalszy plan.

Dzisiejsze gwiazdy sportu i estrady to zwykle mocne, wyraźne charaktery. Gehrig był kompletnym przeciwieństwem takiego wyobrażenia. Pieniądze i sława nie robiły na nim większego wrażenia. W 1927 roku, gdy New York Yankees stworzyli najlepszą drużynę w dziejach baseballu z Gehrigem w jednej z głównych ról, zarabiał poniżej przeciętnej dla gracza ligi – ledwie osiem tysięcy dolarów rocznie. Ruth, gwiazdor numer jeden, za ten sam sezon miał stawkę blisko 10 razy wyższą. Gehrig nie chciał twardo negocjować i z reguły zgadzał się na propozycję kontraktu przedstawianą przez właściciela. Ten miał doskonałego gracza za wyjątkowo małe pieniądze.

Nie szukam nagłówków gazet. Zawsze wiedziałem, że cokolwiek bym nie zrobił, wszyscy będą patrzyli tylko na Babe’a – tłumaczył.

Tragiczny finał serii

Na początku obozu przygotowawczego w 1938 roku Gehrig zaczął słabo się czuć i tracił siłę w rękach. Mimo to wciąż grał i przedłużał swoją niezwykłą serię bez opuszczenia żadnego meczu.

Rok później kolega zobaczył go z trudem podnoszącego się z siedzenia. – Nagle upadł na ziemię. Bardzo mocno. Nie mógł zrozumieć o co chodzi – wspominał Wes Farrell. Lekarz mylnie zdiagnozował problemy z pęcherzem, ale po terapii stan Gehriga nie ulegał polepszeniu.

Współczesny sposób zdobywania środków na rozwój badań nad ALS, fot: slgckgc

Gehrig sam powiedział pas. 2 maja 1939 roku poprosił trenera Joe McCarthy’ego o wycofanie ze składu. – Siadam na ławce Joe – powiedział. – Dla dobra zespołu. Nikt nie musi mi mówić jak słabo gram i jak bardzo spowalniam zespół. Myślę o tym od początku rozgrywek.

2130 meczów z rzędu. Później nie wystąpił już ani razu na zawodowych boiskach. Wkrótce lekarze zdiagnozowali u niego symptomy stwardnienia zanikowego bocznego. New York Yankees błyskawicznie zastrzegli noszony przez niego numer 4 – od tamtej pory zarezerwowany w Jankesach tylko dla Gehriga. Nikt wcześniej nie dostąpił takiego zaszczytu w baseballowej lidze MLB. Nie było w tym nic dziwnego. Gehrig wygrał z Yankees sześć mistrzowskich tytułów i dwukrotnie został wybrany najlepszym graczem ligi.

Następnie przyszedł czas na pamiętną przemowę z 4 lipca 1939 roku, którą zakończył słowami: „Dostałem złe wieści, ale mam jeszcze mnóstwo powodów do życia„. Kilka miesięcy później został wybrany do Galerii Sław Baseballu, choć nie spełniał jeszcze formalnych warunków przyjęcia do elitarnego grona. Władze ligi chciały jednak, żeby dostąpił zaszczytu jeszcze za życia.

Pod koniec swoich dni nie mógł chodzić, a jego ręce stały się praktycznie bezużyteczne. Ledwie mówił i miał trudności nawet z przełykaniem. Zmarł 2 czerwca 1941 roku. Dokładnie 16 lat po tym, jak wywalczył miejsce w wyjściowym składzie Yankees na pozycji pierwszobazowego, którego nie oddał przez kolejne 14 sezonów.

Stwardnienie zanikowe boczne (ALS) już na zawsze pozostanie „chorobą Lou Gehriga”.

Bibliografia:

  • Bryson Bill, One Summer, 1927, Doubleday, New York 2013.
  • Eig Jonathan, Luckiest Man: The Life and Death of Lou Gehrig, Simon & Schuster, New York 2007.
  • Reis Ronald, Lou Gehrig, Chelsea House Publishers, New York 2007.
  • Encyclopedia Britannica, Amyotrophic lateral sclerosis (ALS), http://www.britannica.com/EBchecked/topic/22092/amyotrophic-lateral-sclerosis-ALS
  • Mazur Matylda, Stwardnienie zanikowe boczne, http://www.medonet.pl/dolegliwosci,dolegliwosci-profil,1587451,1,stwardnienie-zanikowe-boczne,index.html.
Udostępnij: