Geniusz wśród świń

Była już noc, kiedy Jacek Karpiński wstał od biurka. Wreszcie ukończył ponadtrzyletni projekt swoich marzeń – udało mu się opracować niesamowity minikomputer K-202. Wynalazek ten miał zrewolucjonizować światową informatykę. Karpiński nie wiedział jednak, że plany pokrzyżuje mu ludzka podłość.

Mimo iż Polak obdarzony był geniuszem i tworzył niesamowite wynalazki, został sprowadzony na twardy grunt przez PRL-owskie władze. Zrezygnowany, zajął się… hodowlą świń.

„Mały Jacek”

Druga wojna światowa, okupacja niemiecka w Polsce. Nastoletni Karpiński, ps. „Mały Jacek”, zaczyna swoją współpracę z małym sabotażem w ramach Szarych Szeregów. Swoją wojenną historię zakończył na powstaniu warszawskim. Niemiecka kula, która utknęła w ciele „Małego Jacka” nie okazała się śmiertelną, ale do końca jego dni zatruwała mu życie.

Po wojnie zafascynował się informatyką i techniką. Kiedy zdecydował się znaleźć pierwszą pracę z prawdziwego zdarzenia zrozumiał, że jego AK-owska przeszłość będzie dla niego kulą u nogi, póki w Polsce panują komuniści. Błąkał się od jednego zajęcia do drugiego, aż w końcu udało mu się dostać do Instytutu Podstawowych Problemów PAN. Tam zagościł na dłużej.

Geniusza pierwsze kroki…

W naturalnym środowisku

Początkowo Jacek Karpiński współtworzył tam aparaty do ultrasonografii (USG). Nie byłby jednak sobą, gdyby w wolnym czasie nie projektował czegoś nowego. Zabłysnął konstruując AAH – Analogowy Analizator Harmonogicznych Fouriera. Maszyna zrobiła niemałe wrażenie.

AAH była pierwszą na świecie maszyną, która pomagała tworzyć długoterminowe prognozy pogody. Maszyna pracowała dwa lata. Ale pewnego dnia spadła ze schodów – mówił wynalazca w wywiadzie dla „Pulsu Biznesu”.

W 1959 roku zaprojektował pierwszy na świecie analizator równań różniczkowych – AKAT-1. Dzięki temu został zgłoszony do światowego konkursu UNESCO dla młodych geniuszy. Polak zdominował rywali i otrzymał jedno z sześciu stypendiów przyznawanych w nagrodę, przez co mógł studiować na Harvardzie i MIT. Po dwóch latach zaproponowano mu stałą pracę. Karpiński odmówił twierdząc, że głupio wyjechać na delegację i zostać na stałe.

Niedługo po tym, z niewiadomych przyczyn konstruktor stracił pracę. Nie zniechęciło go to jednak do dalszych działań. W 1965 roku zaskoczył wszystkich, konstruując minikomputer KAR-65. Był 2 razy szybszy i 30 razy tańszy niż popierany przez władze komputer Odra. Wynalazek Karpińskiego wykonywał 100 tys. operacji zmiennoprzecinkowych na sekundę. Nic więc dziwnego, że KAR-65 został wyprodukowany w liczbie… 1 sztuki.

Ktoś się dokopał w moim życiorysie, że walczyłem w AK. Do tego doszła zwykła ludzka zawiść, że ja potrafię, że mnie się udaje, a innym nie. To wystarczyło – mówił sam zainteresowany.

Niecodzienne wady konstrukcyjne

Rewolucyjny komputer K-202

Pod koniec lat 60. zdolny informatyk oświadczył, że da radę zbudować komputer mieszczący się w walizce. Polskie władze zebrały grono naukowców, którzy po „naradach” oznajmili, że takiej konstrukcji po prostu nie da się stworzyć. Powody? Uczeni wywnioskowali, że gdyby podobny sprzęt mógł istnieć, już dawno stworzyliby go Amerykanie.

Był jednak uparty i na przełomie lat 60. i 70. dopiął swego. Skonstruował projekt komputera K-202. Kiedy pokazał go Anglikom, ci nie mogli uwierzyć własnym oczom. Natychmiast chcieli rozpocząć produkcję. Pomysłodawca zgodził się jednak pod warunkiem, że jego kraj będzie miał z tego korzyści. Właśnie dlatego montaż odbywał się w Polsce. Ruszyły prace, a pierwsze egzemplarze trafiały do firm z całej Europy.

Nowe dzieło o lata świetlne wyprzedzało konkurencję. – K-202 był ewenementem w Europie, a może i na świecie. Bodajże pierwszy mikrokomputer na świecie. Początek ery minimalizacji w komputerach, w wyniku której powstały pecety —wspomina jego bliski współpracownik  Zbysław Szaj.

K-202 zaprojektowałem w 1969 r., a pierwszy pecet IBM powstał w 1982 r., a i tak mu do pięt nie dorastał — dodał Karpiński.

Komputer wzbudzał zachwyt, co w paradoksalnym świecie socjalistycznej Polski okazało się być jego największą wadą. Dlaczego? Był za szybki, za mały, za tani. Gdyby zdecydowano się na masową produkcję, pracę straciłoby kilka tysięcy osób. Do produkcji Odry potrzeba było 6000 osób. Ekipa Karpińskiego liczyła jedyne 200 dusz.

W rezultacie wyższe władze zdecydowały: wstrzymać produkcję K-202 w trybie natychmiastowym. A przecież jeszcze kilka lat wcześniej sam Edward Gierek nawiązał dialog z Karpińskim. – Dacie radę to stworzyć? – pytał Gierek. – A pomożecie? – polityk usłyszał w odpowiedzi. – Pomożemy – zapewnił Gierek.

Pomysłodawcę odsunięto od produkcji. Zakazano mu wyjeżdżać za granicę i zatrudniać się w branży informatycznej. 200 niedokończonych komputerów zniszczono.

Świński epizod

Zrozpaczony informatyk zamieszkał na Warmii, gdzie zajął się hodowlą świń. Kiedy kilka lat później przypadkiem natknęła się na niego pewna dziennikarka i zapytała, dlaczego nie zajmuje się swoją pasją, Karpiński odrzekł: „Bo wolę pracować z prawdziwymi świniami”.

Ostatecznie, konstruktorowi pozwolono wyemigrować do Szwajcarii. Tam stworzył robota sterowanego głosem. Miał uruchamiać produkcję. Nie zdążył. Zbankrutował.

Kolejnym genialnym pomysłem był Pen-Reader – podręczny skaner niewiele większy od długopisu. W 1990 wrócił do Polski, by w wolnym już kraju zbić na nim majątek. I znowu zabrakło pieniędzy.

Ostatnią deską ratunku wydawały się opatentowane przez niego kasy fiskalne w miniaturowych rozmiarach. Gdy lada dzień miała rozpocząć się produkcja, zawaliła firma produkująca płyty główne.

Wszystkie spieprzone, co do jednej. Całe 3 tysiące. Potem wyszło, dlaczego. Ten sam kooperant robił płyty dla konkurencji, która miała siedzibę w tym samym budynku, co on — mówił Karpiński.

Wynalazca, obarczony ogromnymi długami, dostał propozycję pracy dla rządu. Przez dwa lata był doradcą do spraw informatyki ówczesnych ministrów.

Po jakimś czasie zaczął dorabiać tworząc witryny internetowe i spłacając stare kredyty. Pracował też nad rozpoznawaniem mowy przez komputer. Pomysłu nie zrealizował. Zabrakło mu dwóch lat.

Umarł 21 lutego 2010 roku we Wrocławiu. Nie da się opisać tego, jak dużo zrobił zarówno dla polskiej, jak i światowej informatyki.

Czy jednak tylko opór komunistycznych władz stanął mu na drodze do światowej kariery? Wynalazcy i konstruktorowi brakowało sporo umiejętności w biznesie niezbędnych do sprzedania owoców swojego geniuszu. Żaden jego wynalazek nie urósł do rangi produktu światowego. Nie miał też u boku pomocnika, która uzupełniłby go jak Woźniak u Jobsa czy Allen u Gatesa. Jacek Karpiński to wybitna, choć niespełniona postać w polskiej historii. A mogło być tak pięknie…

Bibliografia:

Udostępnij: