Szczęśliwy nuklearny niewypał

Z bazy sił powietrznych w okolicach Goldsboro w Karolinie Północnej wyruszył bombowiec B-52. Była noc z 23 na 24 stycznia 1961 roku. Nagle z jednego skrzydła zaczęło wyciekać paliwo. Brak zbalansowanej wagi sprawił, że B-52 zaczął kręcić się bez kontroli pilota i po chwili się rozpadł. Na jego pokładzie znajdowały się dwie bomby atomowe o sile czterech megaton. Każda.

Na ziemię spadły bomby blisko 260 razy potężniejsze niż ta z Hiroszimy. Szczęśliwie nie wybuchły i przez długie lata rząd Stanów Zjednoczonych zapewniał, że nie było takiej możliwości. Ujawnione w tym roku dokumenty National Security Archives pokazują jednak, że USA było o włos od sprawienia katastrofy nuklearnej na własnym terenie. – Przez margines błędu, dosłownie braku zetknięcia się dwóch kabli, uniknęliśmy eksplozji nuklearnej – pisał w tajnym dokumencie ówczesny sekretarz obrony Robert McNamara.

Sedno problemu

Jedno z winnych zamieszania

Bomba, która była bliska wybuchu wylądowała nienaruszona, gdyż regulaminowo otworzył się jej spadochron. Aktywację zainicjowały niekontrolowane ruchy rozpadającego się B-52 (normalnie tę procedurę zainicjowałby człowiek). Broń zachowała się prawie dokładnie w zgodzie z podręcznikiem celowego ataku. Uruchomił się mechanizm zapalny, ale zawiódł jeden przełącznik. Gdyby nie awaria drobnego elementu układu zabezpieczającego, w Karolinie Północnej poważnie by huknęło. – Eksperci Air Force dowiedzieli się, że pięć z sześciu układów zostało aktywowanych w czasie spadania – napisał w swojej książce Ralph Lapp.

Druga bomba, bardziej spektakularna w swojej „podróży”, była mniej groźna i nie mogła wybuchnąć. Zawiódł w niej spadochron, dlatego z całym impetem uderzyła w ziemię. Gwałtowne spotkanie z powierzchnią globu zniszczyło elementy umożliwiające eksplozję. Analiza jej upadku podniosła jednak ciśnienie badaczy. Jack ReVelle, który był wtedy specjalistą sił powietrznych USA wspomina raport z odkopywania bomby. – Jeden z moich sierżantów powiedział: „Poruczniku, znaleźliśmy przełącznik ‚zabezpieczony’/’uzbrojony’ (safe/arm switch). Odpowiedziałem, że świetnie, na co on: „Nie do końca. Jest na ‚uzbrojony’ – mówił ReVelle. Strach był tylko pozorny po zmiana nastąpiła mechanicznie w wyniku kontaktu z ziemią, bez żadnego ryzyka.

Jedno to mieć, drugie to zarządzać

Czy Goldsboro było jedyne w swoim rodzaju? Nic bardziej mylnego. Eric Schlosser przekonuje, że między 1950 i 1968 roku tego typu incydentów w USA było około 700. Jeden z nich, z 1957 roku w Albuquerque w Nowym Meksyku („domu” serialu Breaking Bad) powstał, gdy z samolotu B-36 wypadła bomba atomowa. Jej wybuch zabił… krowę (na szczęście kapsuła nuklearna oddzieliła się wcześniej od reszty, dlatego nie była to reakcja nuklearna).

Schlosser, autor książki „Command and Control: Nuclear Weapons, the Damascus Accident, and the Illusion of Safety” o zarządzaniu arsenałem nuklearnym, tłumaczy dlaczego Stany Zjednoczone doprowadziły do tak ryzykownej sytuacji. – U szczytu zimnej wojny siły powietrzne obawiały się zaskakującego ataku Związku Radzieckiego na Stany Zjednoczone i zniszczenia wszystkich baz powietrznych – mówi w wywiadzie dla Vox. – Wtedy nie moglibyśmy odpowiedzieć. Dlatego wymyślili, że około tuzina bombowców B-52 z bombami nuklearnymi na pokładzie będzie w powietrzu przez cały dzień. W razie ataku samoloty te mogłyby uciec zniszczeniom na ziemi, polecieć nad ZSRR i wyrzucić bomby.

Ale ten pomysł niósł za sobą oczywiste ryzyko dla USA. – Narażaliśmy się na przypadkowe rozbicie samolotu nad Stanami Zjednoczonymi z bombami na pokładzie. Program zakończył się w 1968 roku po katastrofie B-52 z czterema bombami w Grenlandii i zanieczyszczeniu części lodów Arktyki plutonem.

Schlosser wspomina przy tym, że do początku lat 70. członkowie załogi bombowca mogli zadecydować o ataku na ZSRR, bez rozkazów „z góry”. Jego zdaniem możliwe byłoby realne wprowadzenie w życie scenariusza filmu Stanleya Kubricka „Doktor Strangelove, czyli jak przestałem się martwić i pokochałem bombę”. – Niesamowite ile stworzyliśmy broni nuklearnej, ile mieliśmy z nią problemów i jak blisko było katastrofy. […] To niesamowite, że od Nagasaki w 1945 roku żadne większe miasto nie zostało zniszczone przez broń nuklearną.

Oddech z ulgą

Szacuje się, że wedle danych z początku lat 60. w wyniku wybuchu bomby o sile czterech megaton w okolicach Goldsboro mogłoby zginąć około 28 tysięcy ludzi, a dodatkowe 26 tysięcy odniosłyby rany. Liczba potencjalnych ofiar mniejsza jest niż w Hiroszimie i Nagasaki, ponieważ wylądowały bomby ze stycznia 1961 roku wylądowały na dużo mniej zaludnionym terenie niż japońskie miasta w okresie II wojny światowej.

„Nuklearny, niefortunny wypadek”

Znacznie gorzej wyglądałyby poboczne skutki wypadku. W razie niekorzystnych wiatrów opad promieniotwórczy po wybuchu takiej bomby mógłby sięgnąć Waszyngtonu, Filadelfii, a nawet Nowego Jorku. John ReVelle szacuje, że niedoszła eksplozja zniszczyłby wszystkie budynki w promieniu czterech mil oraz zabiłby wszystkich ludzi w promieniu ośmiu i pół mili.

Trudno wyobrazić sobie skutki polityczne i społeczne, gdyby u szczytu napięć zimnej wojny doszło do tak opłakanego w skutkach błędu ze strony Amerykanów. Trzy dni przed startem feralnego B-52 swoją kadencję prezydencką zainaugurował John F. Kennedy, który na swoje szczęście na dzień dobry nie musiał zająć się nuklearnym problemem (który w pełnej krasie wróci do niego w czasie kryzysu kubańskiego z 1962 roku).

Wypadek pod Goldsboro zebrał swoje ofiary. Zginęło trzech z ośmiu członków załogi feralnego B-52. Dziś w tych okolicach stoi tablica, która nijak nie oddaje powagi sytuacji.

 Nuklearny, niefortunny wypadek.

Samolot B-52 transportujący dwie bomby nuklearne rozbił się. Styczeń 1961. Uniknięto tragedii na wielką skalę. Zmarło trzech członków załogi. 3 mile na południe.

Całe szczęście, że można pozwolić sobie tam tylko na tak lakoniczną pamiątkę.

Bibliografia:

  • Schlosser Eric, Command and Control: Nuclear Weapons, the Damascus Accident, and the Illusion of Safety, Penguin, London 2013.
  • DeMarche Edmund, Atom bomb over North Carolina came close to detonating in 1961 crash, documents say, http://www.foxnews.com/us/2014/06/11/atom-bomb-over-north-carolina-came-close-to-detonating-in-161-crash-documents/.
  • Gorman Ryan oraz David McCormack, One single switch was all that stood between the U.S. and nuclear disaster: How the U.S. Air Force accidentally dropped two ARMED hydrogen bombs on North Carolina in 1961,http://www.dailymail.co.uk/news/article-2654818/1961-Goldsboro-incident-New-details-reveal-just-close-one-hydrogen-bombs-exploding-shock-crash-landing-caused-arm.html
  • Matthews Dylan, A new report shows nuclear weapons almost detonated in North Carolina in 1961, http://www.vox.com/2014/6/17/5812066/a-new-report-shows-nuclear-weapons-almost-detonated-in-north-carolina.
  • Lacey-Bordeaux Emma, Declassified report: Two nuclear bombs nearly detonated in North Carolina, http://edition.cnn.com/2014/06/12/us/north-carolina-nuclear-bomb-drop/.
  • Pilkington Ed, US nearly detonated atomic bomb over North Carolina – secret document, „The Guardian”, http://www.theguardian.com/world/2013/sep/20/usaf-atomic-bomb-north-carolina-1961.
Udostępnij: