Rebelia w ulu

W pszczelej rodzinie co jakiś czas wykluwają się robotnice – rebeliantki, które zamiast dbać o inne pszczoły, inwestują we własny rozwój. Nie są jednak zagrożeniem dla całej rodziny. Dezorganizują jej życie na miesiąc, a gdy umrą, wszystko wraca do normy.

Chwilowym zawirowaniom w pszczelej rodzinie winna jest rójka, czyli moment, kiedy matka wraz z częścią robotnic wyfruwa z gniazda, aby w innym miejscu założyć nową rodzinę. – W gnieździe pozostaje wtedy część robotnic, ale też jaja, larwy i poczwarki. To właśnie z nich rozwiną się samolubne osobniki – opisuje Karolina Kuszewska z Instytutu Nauk o Środowisku Uniwersytetu Jagiellońskiego.

fot: Muhammad Mahdi Karim, Wikimedia

Kiedy – chwilę po rójce – w gnieździe nie ma matki, wykluwające się larwy najprawdopodobniej za sprawą feromonów wyczuwają jej brak i rozwijają się w bardziej egoistyczne osobniki. Dorosłe robotnice, które pozostaną w gnieździe po rójce, w swojej strategii życiowej nie mogą już niczego zmienić. Są już zdeterminowane i rozwinięte. Za to osobniki, które lada chwila wyklują się z jaj, mogą przebudować swój organizm.

– Mają np. lepiej zbudowane jajniki, natomiast gruczoły służące do wytwarzania pokarmu dla larw i przyszłej matki są gorzej zbudowane. Chcą bardziej inwestować w swój własny rozród i wychowanie własnego potomstwa, zamiast opiekować się innymi osobnikami z kolonii. My nazwaliśmy je rebelianckimi robotnicami – tłumaczy Kuszewska, która życie pszczół-rebeliantek badała w kierowanym przez prof. Michała Woyciechowskiego Zespole Ekologii Behawioralnej UJ.

Robotnice po rójce nie są pozostawione w gnieździe same sobie. Rozwija się w nim już bowiem nowa matka, która dla pozostałych pszczół jest w zasadzie matką-siostrą. Właśnie dlatego robotnice zaczynają się buntować. Przed odlotem matki dbają o swoje siostry i braci, dlatego są posłuszne. Natomiast po rójce, kiedy rozwinie się nowa matka, będą zmuszone zajmować się jej potomstwem, a więc – przekładając to na świat ludzki – siostrzeńcami i siostrzenicami. Z nimi są spokrewnione o połowę mniej, niż ze swoimi siostrami i braćmi, a to znaczy, że następnemu pokoleniu przekażą mniej swoich genów.

Na szczęście rodzina, w której żyją nie jest skazana na wyginięcie. – Gdyby tak było, to już nie mielibyśmy pszczół. Rójka to coś naturalnego, co występowało zanim jeszcze ludzie udomowili pszczoły – zaznacza rozmówczyni PAP. Po pojawieniu się buntowniczek, pszczela rodzina jest jednak mocno zdezorganizowana i rozbita. – Nie dość, że po rójce i tak jest ona osłabiona, to rebeliantki dodatkowo przedłużają ten stan – dodaje Kuszewska.

Bunt w ulu kończy się wraz ze śmiercią rebeliantek, czyli po blisko miesiącu. Gdy są one już dorosłymi pszczołami, to w gnieździe pojawiają się kolejne larwy, które znów są posłusznymi robotnicami. – Ten cykl powtarza się co jakiś czas, bo rójka pojawia się raz na rok, czy dwa lata – zaznacza badaczka.

Naukowcy z Uniwersytetu Jagiellońskiego jako pierwsi pokazali, że już larwy mogą odczytywać sygnał braku matki w gnieździe i odpowiednio przebudować swoje ciało. Na razie nie wiadomo, czy podobne zjawisko występuje też u innych gatunków, które żyją w dużych rodzinach, np. u mrówek.

Źródło:www.naukawpolsce.pap.pl, Ewelina Krajczyńska

Udostępnij: