5 dziwnych kar w dawnej Polsce

Dzisiejsze prawo polskie pod wieloma względami nie różni się tak bardzo od tego, którym posługiwali się nasi przodkowie siedem czy nawet osiem wieków temu. Dziwaczne orzeczenia sądu występowały wówczas, jak i dziś. Przyjrzymy się absurdom i okrucieństwu dawnego polskiego sądownictwa.

1. Skazuję szarańczę na…

Dla państwa pięć lat w zawieszeniu

Pierwszym z przykładów takich przekonań było uznawanie zwierząt za myślących członków naszego społeczeństwa. Znany jest przypadek ze średniowiecza, kiedy szarańcza regularnie niszczyła pola uprawne należące do pewnej grupy chłopów. Ci poskarżyli się władzom, zaczęła się więc interwencja. Rządzący upominali owady, aby przestały uprzykrzać życie ludziom.

To nie przyniosło żadnego rezultatu, w związku z czym zdecydowano rozwiązać problem na drodze sądowej. Szarańczy przyznano obrońcę, przeprowadzono całe postępowanie, które doprowadziło do zawarcia ugody. Władze razem z chłopami wyznaczyły najmniej urodzaje ziemie i pozwoliły szarańczy żyć i bawić na tych terenach bez ograniczeń. Nie sposób wyobrazić sobie potulne szkodniki, które pokornie respektowałyby nakazy sądu.

2. Prosiak-morderca

Ciekawym rozwiązaniem posłużyli się również sędziowie, którym przyszło rozstrzygnąć sprawę zabójstwa dokonanego przez… świnię. Wystraszone czymś zwierzę stratowało swojego właściciela, powodując u niego rozległe obrażenia ciała. Niestety biedakowi nie udało się wykaraskać i koniec końców zszedł z tego świata. Świnię aresztowano.

Przeprowadzono dochodzenie, próbowano zebrać dowody, podejrzaną przesłuchiwano i ostatecznie bezsprzecznie zdecydowano o jej winie. Sąd zastosował więc w tym przypadku karę analogiczną do tej, na jaką skazywano ludzi – śmierć. Wyrok wykonano na kilka dni po rozprawie w pokazowej egzekucji przez powieszenie. Nie dziwne, gdyby cała wieś przez tydzień świętowała darmową dostawę wieprzowiny.

3. Rozpalmy ognisko

Bardzo powszechną decyzją sądów w sprawie kary śmierci było spalenie na stosie. Sposób ten znano już w starożytności, jednak w Polsce i reszcie Europy upowszechnił się on w okresie walki Kościoła z czarownicami i innowiercami. Takich podejrzanych o uprawianie magii czy wyznawanie innej religii niż panująca skazywano na spektakularną, ale i okrutną śmierć – spalenie na stosie.

Występowało ono w formie nieco łagodniejszej (poprzedzonej na przykład uduszeniem – palenie przypominało więc dzisiejszą kremację) oraz bardziej drastycznej (spalenie żywcem). Szacuje się, że na ziemiach polskich najwięcej takich wyroków zapadało w XVII i XVIII wieku, pochłaniając od pięciu do piętnastu tysięcy domniemanych czarownic . W porównaniu z innymi państwami to liczba stosunkowo mała, więc też nie bez powodu Polskę nazywano „krajem bez stosów”.

4. Wyrok w imieniu Boga

Do grupy najdziwniejszych orzeczeń sądowych bez wątpienia można zaliczyć te, które zapadły nie na podstawie dowodów, ale dość wątpliwych testów, przypisujących moc rozstrzygnięcia samemu Bogu. Przez ten pryzmat określano je mianem „sądów bożych”, albo też bardziej fachowo – „ordaliów”.

Chwytać i wszystko będzie jasne…

Winę sprawdzano zwykle przez zanurzenie ręki oskarżonego we wrzątku (próba wody gorącej), wrzucenie do wody spętanego łańcuchami (próba wody zimnej), włożenie mu w dłoń rozgrzanego pręta (próba żelaza) lub obowiązek przejścia po rozżarzonych węglach (próba węgla).

Poza próbą wody zimnej, gdzie sprawdzano czy podejrzany utrzyma się na wodzie (co oznaczało winę), kontrolowano jedynie stan gojenia się ran. Jeśli ciało regenerowało się szybko, podejrzanego puszczano wolno, jeżeli tkanki zaczynały ropieć, zapadał ostateczny wyrok śmierci.

5. Przyznanie się jest królową dowodów

Dla staropolskiego prawa ta sentencja jest o tyle ważna, że to właśnie ją wykorzystywano w podejmowaniu ogromnej liczby wyroków sądowych. Decyzje takie były więc, podobnie jak w wypadku ordaliów, najdziwniejsze nie tyle ze względu na swoją treść, co podstawę wydania orzeczenia.

Przyznanie się uzyskiwano często w obliczu braku pewnych dowodów, na wszelkie inne możliwe sposoby, którym przewodziły oczywiście tortury fizyczne. Ich gama była bardzo rozległa – od bicia, przez wyrywanie włosów, zębów czy paznokci, aż po wykucie oka lub ucięcie palca. Co wytrzymalsi nie ulegali i nie brali na siebie winy. Jeśli już udało im się przeżyć, nie mogli raczej liczyć na zainteresowanie pięknych panien.

Bibliografia:

  • Uruszczak A., Historia prawa sądowego – Repetytorium, Wolters Kluwer, Warszawa 2001.
  • Sczaniecki M., Powszechna historia państwa i prawa, LexisNexis, Warszawa 2009.
  • Wykłady prof. dr hab. J. Matuszewski – Wydział Prawa i Administracji Uniwersytetu Łódzkiego
Udostępnij: