Narkotykowa Kolumbia

– Życie się na tym nie kończy. Musimy iść naprzód. Nieważne jakie to będzie trudne, musimy się podnieść – pisał Andres Escobar w kolumbijskiej gazecie El Tiempe.

Kapitan piłkarskiej reprezentacji Kolumbii, oddechu dla społeczeństwa rozdartego walkami narkotykowych karteli, w ten sposób chciał załagodzić rozpacz po przedwczesnej porażce na Mundialu 1994 w Stanach Zjednoczonych.

Escobar strzelił samobójczą bramkę, która wyrzuciła jego drużynę z turnieju. Nie wiedział jeszcze, że wkrótce jego życie faktycznie się skończy. Tragicznie. Nie było w tym jednak nic nadzwyczajnego w kraju, gdzie na przełomie lat 80. i 90. morderstwo było najczęstszą przyczyną śmierci.

Samobój, który kosztował życie

Andres Escobar był tylko jednym z pokolenia piekielnie utalentowanych piłkarzy z Kolumbii. Przed mistrzostwami świata w 1994 roku do złotego medalu typował ich legendarny Pele. Futbol był wytchnieniem dla Kolumbijczyków zmęczonych przemocą, strzelaninami i ciałami ofiar.

Sportowa gorączka miała jednak ścisłe powiązania z działalnością narkotykowych baronów. W 1982 roku klub z Bogoty przejął oficjalnie gangster Gonzalo Gacha. Jednym z dobroczyńców był inny Escobar (choć niespokrewniony z piłkarzem) – Pablo, król kokainy. Inwestycje w futbol były wydajną pralnią brudnych pieniędzy, pokazem siły oraz sposobem na podbijanie serc społeczeństwa.

Pablo Escobar budował boiska piłkarskie, na których szkolili się uzdolnieni młodzieńcy. Czołowy gangster Kolumbii podbił serca swoich rodaków, szczególnie tych najbiedniejszych. Fundował im osiedle mieszkań, w których byli zwolnieni z czynszów, budował szkoły i szpitale oraz zapewniał zatrudnienie. Jego ciepły wizerunek jest jednak bardzo mylący. To prowadzony przez niego gang z Medellin odpowiadał za zabójstwa sędziów, polityków, ponad 500 policjantów, a nawet piłkarskiego arbitra, który podejmował nieprzychylne decyzje na boisku.

W epoce dominacji karteli, władza państwowa stanowiła tylko tło wydarzeń. Symbolem ery Escobara było pytanie w stronę rządzących: „Srebro czy ołów?”. Wybór był prosty – albo łapówka, albo śmiertelna kula. W ten sposób walczył o korzystne dla siebie prawa, które utrudniały ekstradycję do USA liderów narkobiznesu.

U szczytu swojej potęgi Pablo Escobar był siódmym najbogatszym człowiekiem świata, a jego „przedsiębiorstwo” kontrolowało 80% światowego rynku kokainy. Roczne zyski kręciły się w okolicach 20 miliardów dolarów. Brat Escobara, Roberto, wspominał, że około 10% tej kwoty szło na zmarnowanie, bo banknoty niszczały w magazynach przez działania wody, szczurów lub były po prostu gubione. Kartel potrafił wydawać nawet 2,5 tysiąca dolarów miesięcznie na gumki recepturki, które związywały pliki pieniędzy.

Nic dziwnego, że Escobar narobił sobie wielu wrogów. Ścigał go konkurencyjny kartel Cali, organizacje paramilitarne, siły specjalne z Kolumbii i Stanów Zjednoczonych oraz przeciwnicy wewnątrz gangu z Medellin. Escobar oddał się w ręce władz i w końcu trafił do więzienia. Udało mu się uciec, ale w końcu dopadły go policyjne kule. Jego śmierć nie skończyła jednak narkotykowej wojny w Kolumbii. Tylko ją rozgrzała – rozpoczęła się walka o wpływy. Dominację przejął kartel Cali.

W takim duchu o mistrzostwo świata musiała walczyć ukochana reprezentacja Kolumbii. Samobój Andresa Escobara oznaczał odpadnięcie z turnieju i wyrok śmierci na winowajcy. Na pogrzebie piłkarza zjawiło się około 120 tysięcy osób. Stał się symbolem popularności futbolu w zakrwawionej Kolumbii lat 90.

Jednak ofiarami wojen narkotykowych przede wszystkim nie były znane postaci sportu, kultury i polityki. Najwyższą cenę płacili zwykli ludzie. I to również oni często zupełnym przypadkiem trafiali do struktur mafijnych. Jedna z najbardziej znanych historii została opisana w książce „Uwikłany”, którą Redakcja Polimaty.pl poleca wszystkim zainteresowanym tematyką Kolumbii przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Książkę można kupić pod tym adresem.

Uwilklany_banner_polimaty

Udostępnij: