• 10

Zakazana wyspa, na której nigdy długo nie zabawisz. Uciekaj lub zgiń

Zrzut ekranu 2015-02-06 o 14.12.51
  • 6 lutego 2015
  • Mateusz "Biszop" Biskup
  • Świat

Archipelag Andamanów, Zatoka Bengalska, 26 stycznia 2006 roku, godzina 8:00.
To był koszmarny poranek. Pandit obudził się czując się, jakby ktoś bił go kijem do krykieta po głowie. Przetarł oczy i przeciągnął się. Na drugim końcu łodzi głośno chrapiąc spał jego kolega Sunder. Na jej dnie wśród koszyków na kraby walało się kilka pustych butelek po whisky White and Blue.

Rybak z trudem przypomniał sobie wydarzenia zeszłego wieczoru. Jak zwykle wypłynęli na połów około siódmej. Tym razem jednak Sunder wpadł na pomysł, by udać się w pobliże wyspy Sentinel, gdzie znajdowały się najobfitsze łowiska. Szczęśliwym trafem uniknęli łodzi patrolowych i zarzucili kosze. Kiedy połów okazał się być bardziej, niż żałosny, Sunder otworzył pierwszą butelkę whisky…

Pandit westchnął. Wiedział, że jego przyjaciel ma problem z alkoholem, a mimo to dał się namówić na wspólne picie. Teraz bardzo tego żałował.

Rozejrzał się dookoła. Przed rozpoczęciem popijawy rzucili kotwicę daleko za linią raf okalających wyspę, ale najwidoczniej stara lina przetarła się i fala zniosła łódź na płyciznę. Byli około dwudziestu metrów od wyspy. Za wąską, pokrytą złocistym piaskiem plażą ciemniała gęsta ściana dżungli.

Nagle od strony morza usłyszał jakiś krzyk. Sto metrów dalej na falach kołysała się identyczna łódź, na której kilku ludzi wrzeszczało coś do nich i wykonywało gwałtowne gesty, jakby chcąc ich przywołać do siebie. Poznał wśród nich swojego znajomego.

„No dobra, dobra. Już płyniemy…” – pomyślał i potrząsnął śpiącym Sunderem.

Nagle rozległ się świst i Pandit poczuł ogromny ból w plecach. Długa strzała utkwiła mu tuż pod łopatką. Odwrócił się i zobaczył, że do łodzi biegnie w płytkiej wodzie kilkunastu ciemnoskórych ludzi. Chciał coś krzyknąć, ale w tej samej chwili duży kamień ugodził go w sam środek czoła.

Stracił przytomność.

Tutaj mieszkają wyjątkowo niegościnni ludzie

Kim jesteście?

Co jakiś czas media podają informację o odnalezieniu, najczęściej w Amazonii, jakiegoś plemienia, które do tej pory nie miało żadnego kontaktu z cywilizacją. Zazwyczaj informacje takie są dementowane przez antropologów, którzy udowadniają, że owo plemię jest im dobrze znane i że jego całkowita izolacja to mit.

Zdaniem naukowców żadna społeczność w historii ludzkości nie spełniała warunku całkowitej izolacji od innych. A może jednak…

Jeśli wyjątek potwierdza regułę, to w tym przypadku owym wyjątkiem będzie niewielka wyspa o nazwie Północny Sentinel w archipelagu Andamanów na Oceanie Indyjskim.

To niewielka wyspa o dość regularnej linii brzegowej i powierzchni nieco ponad 70 kilometrów kwadratowych. Zamieszkuje ją plemię, o którym nie wiadomo dosłownie nic. Na potrzeby tego artykułu nazwijmy więc ich roboczo Sentinelczykami.

Nie wiadomo ilu ich jest (szacunkowe dane określają ich populację na 50 do 400 ludzi), nie wiadomo jakim językiem się posługują, czym się żywią, w co wierzą, jak mieszkają. Nie wiadomo o nich dosłownie NIC.

Gość w dom…?

Dlaczego tak jest? Ano, Sentinelczycy, delikatnie rzecz ujmując, nie należą do ludzi zbyt gościnnych i wszelkich intruzów wysyłają na tamten świat za pomocą dzid, łuków, kamieni i prymitywnych siekier.

Ponadto wyspa jest trudno dostępna. Nie ma naturalnego portu, a zdradliwe rafy otaczają ją ciasnym pierścieniem. Jedynie przez dwa miesiące w roku można w miarę bezpiecznie się do niej zbliżyć. Silny przybój sprawia, że Sentinelczycy nie są w stanie jej opuścić na łodziach wykonanych za pomocą prymitywnych narzędzi. Zresztą nawet tego nie chcą – wody między linią raf, a brzegiem obfitują w ryby i kraby, także nie muszą się nigdzie wypuszczać w poszukiwaniu pożywienia.

Izolacji sprzyjała przez lata także powszechna, choć nieprawdziwa opinia, że mieszkańcy Andamanów to kanibale.

Wyspę odkrył w 1771 roku Brytyjczyk John Ritchie, który zobaczył ją z pokładu okrętu „Diligent” należącego do Kompanii Wschodnioindyjskiej. Naniósł ją na mapy i stwierdził, że jest ona zamieszkana. Nieco ponad sto lat później na rafach okalających wyspę rozbił się indyjski statek handlowy „Nineveh”. Stuosobowa załoga dotarła do lądu, gdzie natychmiast została zaatakowana przez Sentinelczyków. Odpierając ataki tubylców doczekali się w końcu odsieczy ze strony marynarzy Royal Navy, którzy ewakuowali ich z niegościnnego brzegu.

Ten incydent zwrócił uwagę Brytyjczyków, którzy już jakiś czas wcześniej rozgościli się na Andamanach, założyli kolonię karną w Port Blair i spacyfikowali plemiona zamieszkujące archipelag.

Zrobili to zresztą w bardzo pokojowy sposób. Zamiast traktować tubylców ogniem i mieczem zazwyczaj porywali na krótko przedstawiciela danego plemienia, traktowali go bardzo dobrze, karmili, poili, obsypywali podarunkami i wypuszczali. Taki delikwent zapewniał im znakomity PR wśród współplemieńców, co znacznie ułatwiało dalsze kontakty.

W styczniu 1880 roku silnie uzbrojony oddział Brytyjczyków pod dowództwem zaledwie dwudziestoletniego Maurice’a Vidala Portmana wylądował na wyspie i zagłębił się w pokrywającą ją gęstą dżunglę. Marynarze odkryli sieć wydeptanych ścieżek i skupisko opuszczonych, prymitywnych chatek. Wokół nie było żywego ducha. Sentinelczycy na widok intruzów zaszyli się w dżungli.

Po kilku dniach Brytyjczycy znaleźli dwoje starszych ludzi i czworo dzieci. Przewieziono ich do Port Blair, gdzie staruszkowie szybko zmarli – ich system odpornościowy nie poradził sobie z chorobami białego człowieka. Czworo dzieci Portman odwiózł z powrotem na wyspę. Potem jeszcze kilkakrotnie na nią wracał, ale nie spotkał żywego ducha. Poprzestał więc na pozostawieniu drobnych podarunków na plaży.

Nie lubimy telewizji

Przez wiele następnych lat Sentinelczyków pozostawiono swojemu losowi. Przez świat przetoczyły się dwie wojny, rozpadło się brytyjskie Imperium i w 1947 roku Indie uzyskawszy niepodległość przejęły od Brytyjczyków archipelag Andamanów. Losy jakichś dzikusów na zapomnianej wyspie niewiele obchodziły Hindusów. Przypomnieli sobie o nich dopiero w 1967 roku, kiedy na brzegu Północnego Sentinelu pojawiła się grupa hinduskich naukowców pod kierownictwem antropologa Trilokinatha Pandita chroniona przez uzbrojonych policjantów i marynarzy. Niestety – Sentinelczycy znowu dali dyla w krzaki i tyle ich widziano.

W ciągu kolejnych lat Hindusi jeszcze kilkakrotnie odwiedzali wyspę, wzorem Brytyjczyków pozostawiając na plaży drobne przedmioty (garnki, patelnie, wiadra, naszyjniki itp.) oraz owoce (głównie banany i orzechy kokosowe, które nie rosną na tej wyspie). Nie udało im sie jednak nawiązać kontaktu z żadnym z Sentinelczyków.

Z jednym, nieprzyjemnym wyjątkiem.

W 1975 roku kolejnej wyprawie towarzyszyła ekipa filmowa National Geographic. Kiedy Hindusi zostawili podarunki na plaży i wycofali się do łodzi nagle z dżungli wybiegł jakiś ciemnoskóry mężczyzna i rzucił dzidę, która boleśnie zraniła szefa ekipy filmowej w udo. Kiedy łódź pospiesznie oddalała się od wyspy jej pasażerowie obserwowali jak Sentinelczyk wrzeszczy i tańczy z radości.

Wobec takiej niewdzięczności Hindusi postanowili wstrzymać wszelkie wizyty na niegościnnej wyspie.

Kokosem nie gardzimy

Późnym wieczorem 2 sierpnia 1981 roku frachtowiec „Primrose” pod banderą Hong Kongu zmagał się z tajfunem w Zatoce Bengalskiej. Niestety, przegrał tę walkę i został zepchnięty na rafy okalające Północny Sentinel. Utknął na nich, ale na szczęście nie zatonął. Załoga wezwała pomoc przez radio. Następnego ranka obserwując wyspę przez lornetkę kapitan zauważył grupę ciemnoskórych ludzi budujących w pośpiechu tratwy z pni drzew. Nie wyglądali oni na ekipę ratunkową, byli całkiem nadzy i uzbrojeni. Na szczęście nie w broń palną, ale w łuki i dzidy. Zażądał przez radio zrzutu broni na statek przewidując, że wkrótce jego załoga zostanie zaatakowana przez dzikusów. Broni nie otrzymał.

Hindusi nie dysponowali śmigłowcami w tym rejonie, więc zwrócili się z prośbą o pomoc do australijsko-indonezyjskiej firmy Airfast Services, której helikopter stacjonował w Port Blair. Australijscy piloci Robert Fore i Vic Wiersba wykonali trzy loty nad unieruchomiony statek i uratowali 33-osobową załogę pechowego frachtowca.

Jego wrak został rozebrany przez Sentinelczyków. Jeśli uważnie prześledzicie w Google Maps linię brzegową Północnego Sentinelu bez trudu znajdziecie szkielet „Primrose”.

Zrzut ekranu 2015-02-06 o 14.04.20

4 stycznia 1991 roku doszło do pierwszego w historii pokojowego kontaktu z tajemniczym plemieniem zamieszkującym Północny Sentinel. Wspomniany hinduski antropolog Trilokinath Pandit wraz z grupą kolegów udał się na wyspę z zapasem orzechów kokosowych. Nie wysiadając na brzeg antropolodzy zaczęli wyrzucać orzechy do wody. Ku ich zdumieniu z dżungli wyszło kilkanaście osób, które zaczęły wyławiać kokosy z wody, nie ujawniając przy tym wrogich zamiarów. Film z tego niezwykłego wydarzenia możecie obejrzeć tutaj.

Kiedy mieszkańcy wyspy wyłowili już wszystkie orzechy, pozbierali je skrzętnie i ukryli się w dżungli. Łódź z antropologami krążyła w pobliżu wyspy jeszcze przez jakiś czas, aż w końcu w jej stronę poszybowało kilka strzał pozbawionych grotów – znak, że Sentinelczycy uważają wizytę za zakończoną.

W 1997 roku władze Indii zakończyły jakiekolwiek próby skontaktowania się z Sentinelczykami.

Mogły one być niebezpieczne nie tylko dla nieproszonych gości, ale i dla mieszkańców wyspy, których system immunologiczny najpewniej nie poradziłby sobie z przywleczonymi chorobami.

Kiedy pod koniec 2004 roku kraje południowo-wschodniej Azji ucierpiały w wyniku tsunami rząd Indii wysłał nad Północny Sentinel patrole powietrzne w celu sprawdzenia, czy zamieszkujący wyspę ludzie przeżyli kataklizm. W stronę śmigłowca Indian Navy poleciały kamienie i strzały. Uznano więc, że Sentinelczycy przeżyli tsunami bez większych strat i nie potrzebują pomocy.

To nie jest pomysł na wakacje

W 2005 roku indyjska Marynarka Wojenna wprowadziła strefę wykluczenia w promieniu trzech mil wokół wyspy, by powstrzymać wszelkie próby dotarcia na nią. Północny Sentinel opływają jednostki indyjskiej marynarki, a przestrzeń powietrzną wokół niej patrolują śmigłowce. Desperaci, którzy próbowaliby się dostać na zakazaną wyspę muszą się liczyć z surowymi grzywnami, a nawet karami więzienia.

Ten pierścień bezpieczeństwa nie jest jednak absolutnie szczelny.

W styczniu 2006 roku dwóch andamańskich rybaków – 48-letni Sunder Raj i 52-letni Pandit Tiwari zignorowało zakaz i wybrało się na połów krabów w pobliże Północnego Sentinelu. Na łodzi upili się, zarzucili kotwicę i zasnęli. Lina kotwiczna przetarła się, a przybój zniosł ich w stronę zakazanej wyspy. Łódź utknęła na rafach i rankiem następnego dnia została odkryta przez Sentinelczyków, którzy natychmiast zabili obydwu rybaków. W pobliżu znajdowała się jeszcze jedna łódź z rybakami, którzy próbowali ostrzec kolegów gestami i krzykiem, ale zamroczeni alkoholem Sunder i Pandit nie odpowiedzieli…

Co więc można powiedzieć o Sentinelczykach? Bardzo niewiele… Mieszkają na wyspie najprawdopodobniej od 60 tysięcy lat, czyli od czasu środkowego paleolitu stanowiąc jedyną w swoim rodzaju konserwę antropologiczną i kulturową. Ich czarna skóra wskazuje na to, że są Negrytami – niskorosłym, autochtonicznym ludem zamieszkującym południowo-wschodnią Azję od setek tysięcy lat. Są ludem zbieracko-łowieckim, żywią się upolowanymi zwierzętami, rybami i zebranymi w dżungli owocami. Nie stwierdzono jakiejkolwiek działalności rolniczej, czy hodowlanej.

Ich kultura materialna jest bardzo uboga. Ich chatki to w rzeczywistości pochylone daszki bez ścian bocznych i podłogi wyłożone liśćmi. Posługują się drewnianymi toporkami, posiadają prymitywne łuki, oszczepy i harpuny do rybołówstwa. Potrafią wyplatać kosze z bambusu. Mają proste łodzie zdolne do poruszania się wewnątrz laguny, ale nie przystosowane do wypływania poza linię raf. Część ich narzędzi posiada metalowe elementy pochodzące z rozszabrowanego statku „Primrose”. Prawdopodobnie znają ogień, ale nie potrafią obrabiać metalu przy jego użyciu.

Ich język, kultura i wierzenia nadal pozostają tajemnicą…

Źródło:

  • The North Sentinel Island: One of the most isolated and unwelcomed places on Earth, http://www.unbelievable-facts.com, Dostęp 18.01.2014.
  • North Sentinel Island, Captain nalidol.com, Dostęp 18.01.2014.
  • Peter Foster, Stone Age tribe kills fishermen who strayed on to island, The Telegraph, 8.02.2006.
  • Sentinelese people, http://en.wikipedia.org, Dostęp 18.01.2014.
  • North Sentinel Island, http://en.wikipedia.org, Dostęp 18.01.2014.
  • Robert Fore and previously unseen photographs of the 1981 Primrose rescue, http://www.eternalidol.com

Mateusz "Biszop" Biskup

Pasjonat historii, który potrafi przenieść czytelnika w niesamowity klimat opisywanych wydarzeń. Jego blog był wielokrotnie nagradzany, między innymi główną nagrodą w konkursie Blog Roku.