Bunga, bunga! Przebieranka, która skompromitowała brytyjską Marynarkę Wojenną

Wielka Brytania z początków XX. stulecia kojarzy nam się głównie z poważnymi dżentelmenami, noszącymi cylindry, sprawdzającymi godzinę na zegarkach kieszonkowych, z gustownymi monoklami.

Większość ówczesnych członków brytyjskiej klasy wyższej rzeczywiście wpisywało się w ten zabawny stereotyp, ale była jedna grupa, która zarówno wtedy jak i teraz wyśmiewała wszelkie reguły – pełni fantazji studenci z elitarnego Cambridge University.

Horacy de Vere Cole i pięcioro jego znajomych postanowiło wykorzystać w sposób należyty tę właśnie fantazję, a przy tym nieco zagrać na nosie dżentelmenom w przyciasnych surdutach. Oczywiście, nie byliby szanującymi się żartownisiami, gdyby przy okazji nie postarali się, choć trochę ośmieszyć jakiejś publicznej instytucji, w tym przypadku Royal Navy – brytyjskiej Marynarki Wojennej.

Trzeba przyznać, że de Vere (będący pomysłodawcą) postawił poprzeczkę dosyć wysoko. Czworo znajomych przyciemniło sobie twarze przy pomocy – niezbyt profesjonalnego – makijażu, przywdziała stroje uczelnianej grupy teatralnej, a także sztuczne brody. Pozostałych dwóch „spiskowców” (w tym de Vere) podjęło się mniej egzotycznych ról. Horacy podszył się pod urzędnika brytyjskiego Foreign Office, natomiast jego kolega Adrian Stephen został „tłumaczem”… bowiem studenci przebrali się za delegację arystokratów z Abisynii (dzisiejszej Etiopii).

Znamienici goście

Wytworni goście z Abisynii

Królewska podróż

Większość spiskowców należało do brytyjskiego stowarzyszenia, znanego jako The Bloomsbury Group. Wielu członków tej nieformalnej grupy zasłynęło później jako znani pisarze, czy aktorzy – to samo tyczy się Virginii Stephen (siostry Adriana), udającej Abisynkę. Ta młoda dama, wiele lat później zasłynęła jako Virginia Woolf. Jak widać nie jest mitem, że wielkie postaci miewają skłonność do ekscentryzmu.

De Vere przesłał wcześniej spreparowany telegram do dowódcy HMS Dreadnought – brytyjskiego pancernika, który w tym czasie stacjonował w Weymouth na południowym wybrzeżu Anglii. Wiadomość głosiła, że załoga okrętu powinna spodziewać się w dniu 7 lutego 1910, delegacji członków rodziny królewskiej Abisynii.

Weymouth jest dość odległe od Londynu i bohaterowie potrzebowali środka transportu. Jednakże nie po to udawali arystokratów, żeby podróżować w sposób zwyczajny. O poranku 7 lutego, delegacja udała się na londyński dworzec Paddington. Na miejscu de Vere zaczął stanowczo domagać się podstawienia pociągu dla niezwykle ważnych zagranicznych gości. Zdezorientowany zawiadowca, w obawie przed konsekwencjami, natychmiast podstawił gościom prywatny wagon.

Wizyta pełna wpadek

Delegacja dotarła do Weymouth około południa. Na miejscu czekał już na nich komitet powitalny, wraz z orkiestrą. Pospieszani przez swych przełożonych żołnierze, nie znaleźli nigdzie flagi Abisynii, wywieszono, więc flagę Zanzibaru, a hymn tego państwa zagrała orkiestra na powitanie. Żaden z Brytyjczyków nie zwrócił uwagi na to, że delegacja nie zauważyła kompromitujących wpadek. Być może żołnierze byli tak zestresowani niedociągnięciami, że po prostu ucieszyli się z ich przeoczenia.

Na pokładzie okrętu (wbrew prawom Murphy’ego) wszystko poszło zgodnie z planem spiskowców. „Rodzina królewska” dokonała inspekcji całego okrętu, łącznie z systemami uzbrojenia, stanowiskiem dowodzenia i nawigacji. Podczas inspekcji, czworo przyjaciół posługiwała się wymyślonym przez siebie językiem – zbitką greki, łaciny, a także nic nieznaczących improwizowanych dźwięków. Należy zwrócić uwagę na jedną frazę – za każdym razem, kiedy kapitan prezentował im coś szczególnie imponującego, cała grupa powtarzała z przejęciem „Bunga Bunga!”.

Warto dodać także, że w załodze Dreadnoughta (a także w składzie oprowadzającego delegację po jego pokładzie komitetu) był komandor Willie Fisher, który był kuzynem dwojga członków grupy (Virginii i Adriana Stephenów) nie rozpoznał żadnego z nich.

Po zakończeniu wizyty, delegacja udała się z powrotem do swojego wagonu, gdzie – jakby komicznych wypadków było mało – Anthony Buxton, udający abisyńskiego dostojnika, stracił na skutek kichnięcia swoje sztuczne wąsy i brodę. Na szczęście udało mu się je błyskawicznie dokleić, tak że nikt nie zauważył ich braku.

„Mierna ta wasza bunga, bunga…”

Bunga, bunga!!!

Po powrocie do Londynu, de Vere wysłał dokładny opis całego dowcipu, wraz ze zdjęciem zrobionym na pokładzie pancernika, do brytyjskiego Daily Mirror. Pomimo zabawnego wydźwięku całej sytuacji, grupa Bloomsbury postanowiła wykorzystać całe zajście do propagowania pacyfistycznych poglądów. W końcu jak Anglicy mogli być za wojną, jeśli ich marynarka dawała się wystrychnąć na dudka grupie uczniów?

De Vere nie tylko ośmieszył marynarkę, ale też nie stracił rezonu, kiedy wielka machina obróciła się przeciwko niemu. Oskarżony o szpiegostwo i wdarcie się na okręt, młodzieniec szybko został uniewinniony – łatwo udowodnił, że on i jego przyjaciele nie złamali żadnych praw, a jedynie korzystali z ludzkiej uprzejmości. Kiedy jeden z oficerów Navy w przypływie gniewu zagroził studentowi chłostą, ten rezolutnie stwierdził, że należy się ona tylko tym, którzy dali się tak haniebnie oszukać.

Cała historia miała zabawne skutki – także długofalowe. Parę lat później do Londynu przyjechał cesarz Etiopii – już ten prawdziwy. Jak wielkie musiało być jego zdziwienie, kiedy londyńscy chłopcy witali go wesołymi okrzykami – „Bunga Bunga”.

Życie czasem samo pisze zabawne scenariusze – Menelik II (bo takie było imię cesarza), poprosił wtedy by oficerowie Navy pokazali mu… brytyjskie okręty. Spotkał się niestety z odmową. Być może mundurowi nie zdążyli jeszcze przeboleć tego jak poprzedni „cesarz” z nich zakpił i chcieli uniknąć kłopotów.

W 1915 roku, HMS Dreadnough dokonał wiekopomnego czynu – jako jedyny z brytyjskich pancerników zatopił niemiecką łódź podwodną, jakby tego było mało dokonał tego poprzez staranowanie jednostki. Wśród licznych telegramów z gratulacjami, jakie przez kilka kolejnych dni odbierał okrętowy telegrafista, znalazła się jedna wyjątkowo lakoniczna depesza. Telegram, o którym mowa składał się wyłącznie ze słów: „BUNGA BUNGA”.

Bibliografia:

Udostępnij: