Seks po filipińsku? Ja podziękuję…

Rutyniarzy, którzy weszli tu w poszukiwaniu łóżkowej inspiracji, muszę zmartwić. Sposób uprawiania seksu przez XVI-wiecznych mieszkańców Archipelagu Filipińskiego zdecydowanie nie przypadnie wam do gustu. Uwierzcie, że ostatnim czego byście chcieli, to przetestowania go we własnym łożu.

Dziś Filipiny są bardzo religijnym krajem. Nie przez przypadek ponad 80% Filipińczyków zadeklarowało, że religia stanowi ważną część ich codziennego życia, a tylko 0,1% brak wiary w jakiegokolwiek Boga. Religią tam dominującą jest chrześcijaństwo, a co za tym idzie na piedestał stawiane są wartości takie jak abstynencja seksualna aż do zawarcia związku małżeńskiego.

Czy zawsze tak było? Oczywiście, że nie! Zanim do Filipin dotarła nauka chrześcijańska, tutejsi mieszkańcy nie znali pojęć takich jak wstyd lub monogamia. Jak do tej pory wszystko brzmi świetnie, prawda? Kto by nie chciał mieszkać na jeden z takich wysp, gdzie gdzie nie spojrzysz, wszędzie tam piękne, zgrabne – i co najważniejsze – wyuzdane Filipinki? Z całą pewnością ja, wiedząc, co jeszcze się za tym kryło. Dlaczego?

Filipińczycy przebijali zwieńczenia swoich penisów wielkimi metalowymi bolcami. Co więcej… Widzieliście kiedyś stereotypowe buty kowboja? Tym gorzej dla was. Łatwiej będziecie mogli to sobie wyobrazić. Otóż z takich bolców często wystawało coś, co dzisiaj przypominałoby nam właśnie kowbojskie ostrogi wielkości porównywalnej do główki gwoździa. Najczęściej z bolca wychodziły dwie takie ostrogi.

Ostrogi, czyli czasami lepiej nie wiedzieć…

Wróćmy jednak do tych pięknych, zgrabnych i wyuzdanych Filipinek. Na Boga, jak one niby wytrzymywały stosunek seksualny z wykorzystaniem takich akcesoriów? Według ówczesnych Filipińczyków, tamtejsze kobiety wręcz tego od nich wymagały! „Gdybyśmy tego nie robili, one nie chciałby mieć z nami do czynienia”.

– Kiedy mężczyzna chce się zbliżyć do kobiety, ta ujmuje jego członek trochę inaczej, niż się to zwykle robi, i delikatnie go wprowadza, tak by najpierw wniknęła w nią jedna ostroga, a potem reszta. Kiedy członek jest w środku, przyjmuje swoją zwykłą pozycję i pozostaje tam, aż zmięknie, gdyż inaczej nie mogliby go wyjąć – opisuje wenecki poeta Antonio Pigaffeta. „Pozostaje tam, aż zmięknie”. Czyli jak długo? Według ówczesnych Filipińczyków bywało, że i dzień, albo i dłużej. Bolec i ostrogi wymagały bardzo flegmatycznych i rytmicznych ruchów, co znacząco wydłużało stosunek seksualny.

To jeszcze nie wszystko. Dawniej istniały przedziwne zawody związane ze sferą intymną. Pierwszym był deflorator, czyli ktoś, kto miał za pieniądze pozbawiać Filipinek wstydliwego dziewictwa. Drugim – rozpychacz. Nie chcąc dalej brnąć w ten śliski temat, definicja od Pigaffety: – Wszystkim dziewczynkom, które skończyły sześć lat, rozciągają stopniowo przyrodzenia, aby przygotować je do przyjęcia męskich członków.

Seks po filipińsku? Mało kusząca propozycja…

Bibliografia:

  • Laurence Bergreen, Poza krawędź świata, Wydawnictwo Rebis, Poznań, 2013.
  • Antonio Pigaffeta, Magellan’s Voyage : A Narrative Account of the First Circumnavigation, Dover Publications, 1994.
  • Filipiny, http://pl.wikipedia.org/wiki/Filipiny
Udostępnij: