Wizja życia w imperium zła (rozwiązanie konkursu)

Dziękujemy za prace nadesłane w konkursie i wasze krótkie opowiadania o atmosferze w miastach, w których rządzą mroczne siły.

Zwycięzców poinformowaliśmy mailowo i zostały im już wysłane książki. Komu się nie udało, może skorzystać z kodu rabatowego POLIMATY i dostać zniżkę 30% w tym miejscu.

Przedstawiamy dwie najciekawsze propozycje – jedna o komunistach w Australii, druga o złowrogim mieście zdominowanym przez… Lekko Stronniczych! :)

1. Piotr – Czerwone Sydney

 

Marzec 2015

Wychodząc z rana wita mnie piękna pogoda. Piękne słońce, na niebie żadnej chmurki. Marcowe słońce przyjemnie otula twarz. Dziadkowie powiedzieliby, że jak w maju nad zalewem Zemborzyckim. Niestety los pokarał. Sydney współczesne nijak ma się do Lublina lat trzydziestych.

Będąc wnukiem imigrantów, uciekających przed „wyzwolicielami” spod znaku UB, NKWD, GRU i co jeszcze szatan mógł wymyślić, przybyłych do Australii na początku lat 50. nie spodziewałem się, że będę musiał ukrywać się przed KGB. Kto by się spodziewał, że połączone siły Rosyjsko-Białorusko-Koreańskie (szkoda, że NATO odpuściło sobie Koreę Południową; z nami chyba też na razie dali sobie spokój) dokonają pół roku temu inwazji na tą sielską wyspę? Kto by się spodziewał, że władza nie ma racji mówiąc, że jesteśmy za daleko by liczyć się militarnie na mapie świata? Znaleźli się nawet ludzie popierający tą czerwoną zarazę.

Co za lekceważenie historii!!! Jak widać likwidacja armii nie była dobrym pomysłem. Pozostawienie Straży Przybrzeżnej i przekształcenie lotnictwa wojskowego w ratunkowe przyniosło oszczędności. Kasa to nie wszystko.
Czas ucieka, a pieczywo same się nie kupi. Żeby na całe miasto pozostawić ludziom 15 punktów z chlebem i do tego rozmieszczanych pod telebimami z jakże pięknym, edukacyjnym programem; „Zbudujemy wspólnie idealny utopijny kraj”. W kolejce każdy dostaje (znaczy się wciskają mu) „Gazetkę z Nowościami”. Zaiste piękna lektura, przypomina gadzinówki z czasów okupacji jakie można zobaczyć w muzeach. Przeglądam co piszą. Plaga zaginięć, zdjęcia ludzi i prośba o kontakt. Dziwnym trafem sami byli wojskowi, policjanci, strażacy. Za parę dni okaże się że popełnili zbiorowe samobójstwo nie mogąc pogodzić się z upadkiem zgniłego kapitalizmu.

Rozglądam się na rogach ulic, w kioskach, ławkach coraz więcej smutnych panów wyjętych żywcem z tanich kryminałów. Myślałem, że książki i filmy o Zimnej Wojnie są przejaskrawione… Myliłem się ponownie… Ciekawe kiedy do mnie przyjdą… Przejmując archiwum miejskie dowiedzą się kiedyś dlaczego wylądowałem w Sydney. Mieszkające w sąsiedztwie małżeństwo Czechów już wróciło pobite z weryfikacji dokumentów (Ich rodzice byli kiedyś pracownikami ambasady). Jak u Orwella, albo Kafki…

Patrzę na telefon. Nikt nie dzwoni, nie pisze. Dobrze ludzie nie są aż tak głupi, żeby nie wiedzieć, że są inwigilowani na wszystkie możliwe sposoby. Podsłuchy, brak internetu, pootwierane koperty z rachunkami. Ciekawe kiedy zarekwirują odbiorniki radiowe… Zapewne już wiedzą, że chłopaki z politechniki opracowali nakładki dzięki którym można odbierać zakazane audycje nadawane diabli wiedzą skąd. Jakby były lasy można było by coś skręcić z dawnymi mundurowymi, a tu tylko pustynia. Może jednak sojusznicy szykują jakąś odsiecz dla nas? Jak u Orwella…

Czas kończyć. Kto wie może to moje ostatnie słowa, jeśli ten notes wpadnie w ręce smutnych panów to chyba już nic nie napiszę… Szkoda…

2. Ola – Warszawa LS’ów

Po opustoszałej ulicy Warszawy biegł mały chłopiec. Jeden z niewielu, którzy odważyli się opuścić swe domu w ten zimny, mglisty poranek… Poranek terroru. Mijał szare budynki, w żadnym z nich nie paliło się światło. Okna z wybitymi szybami wyglądały jak puste oczodoły kościotrupa. Na ulicy pustka.

Gdzieniegdzie leżały pogniecione gazety, wyrzucone obrazy, niepotrzebne zabawki. Niczym porzucone nadzieje. Wszystko się zmieniło od momentu Wielkiej Rewolucji Stronników. Niegdyś nowoczesne, rozwinięte miasto, teraz pogrążone w chaosie i anarchii. Ślepi zwolennicy Dwóch Wyroczni”: Wielkiego Okularnika i Szalonego Fryzu, powrócili do czasów represji i krwawych rządów absolutnych. Wszelkie próby manifestacji, czy buntu tłumione były w sposób okrutny, wręcz nieludzki, który z pewnością pochwaliłby Ludwik Cavaignac.

Chłopak biegł szybko. Obejrzał się za siebie. Przyspieszył. Bose stopy uderzały o powierzchnię drogi. Potknął się o wystającą płytę chodnikową, jednak, nie zważając na ostry ból w kolanie, skoczył na równe nogi i popędził w dół ulicy. Nie mógł pozwolić sobie na chwilę słabości. Nie teraz. Na odpoczynek będzie czas kiedy to wszystko wreszcie się skończy. A skończyć ma się niedługo. Jeszcze tylko kilka powstań, kilka demonstracji, kilka buntów i jakoś to będzie. Bo przecież niemożliwe, że Bóg pozwolił Warszawie pogrążyć się w prehistorycznych rządach tych dwóch okrutników.

Mijając budynek opustoszałego kina dzieciak, nie zwalniając, zdarł ze ściany czarno-biały plakat propagandowy. Równocześnie usłyszał za plecami stukanie oficerskich butów. Z częstotliwości tych odgłosów uznał, że goni go dwóch, raczej ociężałych oficerów sekcji „Illumino”, służby Wielkiego Okularnika.

„O nie! Nie poddam się zwolennikom Stronników” pomyślał. Z kieszeni wyjął kilka czerwonych woreczków, z których wystawały małe knociki. Biegnąc podpalił każdy z nich i rzucił za siebie. – Noż do jasnej ciasnej! Już ja cię dorwę ty mały sabotażysto! Nauczę cię szanować ciężką pracę Dwóch Najwyższych Wyroczni – krzyknął jeden z przedstawicieli prawa w tym ogarniętym terrorem mieście. Pocisk trafił w cel.

Chłopiec uśmiechnął się pod nosem, skręcił w najbliższą ulicę. I nagle… Poczuł, że ktoś mocno złapał go za szyję i pociągnął w dół. Za nim chłopiec zdołał cokolwiek zrobić, poczuł na policzku zimno asfaltu, a nad nim odezwał się szorstki, męski głos:

– Za propagowanie treści niezgodnych z nauką Najwyższych Wyroczni i działanie przeciwko władzy Oświeconych, z ramienia prawa aresztuję cię i w mieniu Najjaśniejszych mianuję cię więźniem WOLNEGO MIASTA LEKKO STRONNICZYCH!

Udostępnij: