„Żelazna Szczęka”, czyli Hulk z Krakowa

Gdynia, wrzesień 1939 roku.
Niemiecki oficer wolnym krokiem przechadzał się wąskim przejściem pośrodku sali polowego szpitala. Po obu stronach stały ciasno ustawione łóżka, na których leżeli ranni Polacy – obrońcy Kępy Oksywskiej, która skapitulowała kilka dni wcześniej. Mimo otwartych okien w sali panował okropny zaduch. Większość rannych obojętnie wpatrywała się w sufit. Kilka osób się modliło, a kilku lżej rannych prowadziło cichą rozmowę.

Marynarz leżący na jednym z łóżek wydał się oficerowi znajomy. Już gdzieś widział tego olbrzyma. Ale gdzie i kiedy?
Podszedł bliżej i przyjrzał się twarzy olbrzyma. No tak! Teraz już prawie go poznał! To chyba ten sam, który kilka lat wcześniej na pokładzie niemieckiego krążownika „Konigsberg” pobił do nieprzytomności niezwyciężonego do tamtej pory Hansa – chlubę załogi hitlerowskiego okrętu. Ale czy to aby na pewno on? Ano, trzeba to sprawdzić…

Oficer wyjął z kabury pistolet i warknął do marynarza:
– Otwórz pysk!
Polak otworzył usta. Niemiec wsadził mu między zęby lufę parabellum i rozkazał:
– A teraz gryź ty polska świnio!

Marynarz spojrzał mu prosto w oczy i powoli zacisnął szczęki. Rozległ się zgrzyt, po którym nastąpiło ciche chrupnięcie. Sekundę później ciężki kawałek metalu uderzył hitlerowca między oczy.

Polski marynarz odgryzł lufę jego pistoletu i splunął mu nią w twarz.

Jakieś wątpliwości?

Mały gigant

O takich ludziach powstają legendy i śpiewa się o nich pieśni. Dlaczego zatem niezwykła postać polskiego marynarza Stanisława Radwana jest dzisiaj prawie kompletnie zapomniana? Czy dlatego, że w jego życiorysie mity zbyt często przeplatają się z prawdą? Przecież to kolejny dowód jego wielkości! Pora przywrócić pamięć o tym wielkim (w przenośni i dosłownie) człowieku!

Stanisław Radwan urodził się w 1908 roku w biednej rodzinie mieszkającej w krakowskiej Krowodrzy. Już od najmłodszych lat posiadał imponującą, wręcz nadludzką siłę. Ponoć w wieku lat ośmiu, niesprawiedliwie skarcony przez swojego ojczyma chwycił go w ręce, uniósł nad głowę i powiedział dobitnie „Nie życzę sobie, byś kiedykolwiek mnie tak karał!”.

Nietrudno się domyśleć, że młody Staszek rządził na podwórku. Bardzo lubił popisywać się swoją krzepą ku uciesze kolegów. Szybko trafił do sekcji ciężkoatletycznej krakowskiej „Wisły”. W pełni jednak rozwinął swój talent w czasie służby w polskiej Marynarce Wojennej, do której zgłosił się na ochotnika. Służył m.in. na torpedowcu ORP „Podhalanin”, kanonierce ORP „Komendant Piłsudski” oraz niszczycielu ORP „Grom”.

Popisowe numery

Koledzy-marynarze wiele razy obserwowali z otwartymi ze zdumienia ustami jak siłacz z Krakowa rwie łańcuchy, przegryza żelazne pręty i łamie podkowy jak zapałki.

Pływając na polskich okrętach zobaczył trochę świata. W wielu zagranicznych portach miał okazję walczyć z lokalnymi osiłkami, z których żaden nie był w stanie sprostać ogromnemu Polakowi.

Brać marynarska w szczególny sposób pielęgnuje kult krzepy i siły fizycznej, więc podczas wizyt na pokładach zagranicznych okrętów Staszek Radwan był wielokrotnie prowokowany do zmierzenia się z niemieckimi lub rosyjskimi marynarzami. Jego przeciwnicy wielokrotnie przeklinali później chwilę, w której zgodzili się wyjść na ring przeciwko Polakowi. Niektórzy rezygnowali z walki po tym, jak Radwan… uścisnął im rękę na powitanie! Podczas pobytu w kraju często uświetniał zawody sportowe i akcje społeczne, z których dochód szedł na Fundusz Obrony Morza.

Jego sława sięgnęła zenitu w 1937 roku, kiedy do Polski przybył jeden z najsilniejszych ludzi ówczesnego świata – Amerykanin polskiego pochodzenia Stefan Ursus-Piątkowski. Na oczach wielotysięcznej widowni w hali Dworca Morskiego obydwaj siłacze rwali łańcuchy, przegryzali monety i skręcali żelazne sztaby. Kiedy jednak Amerykanin zobaczył, jak Radwan chwycił w zęby żelazny orczyk i nie pozwolił ruszyć z miejsca kilku przyprzężonym do niego koniom, wówczas sam zdjął swój mistrzowski pas i wręczył go Polakowi.

Stanisław Radwan zwany od tamtej pory „Żelazną Szczęką” miał jeszcze jedno „hobby”. W Wolnym Mieście Gdańsku panoszyły się bandy hitlerowskich gówniarzy napastujące Polaków. Staszek Radwan ścigał ich zawzięcie, a gdy ich dopadł nie używał nawet pięści (bo by ich zabił…). Po prostu podnosił kilku chłystków jednocześnie do góry za wszarze, zderzał ich głowami i nieprzytomnych rzucał na ziemię.

Wziął udział w kampanii wrześniowej i ranny dostał się do niewoli na Oksywiu. Podczas pobytu w szpitalu rozpoznał go jeden z niemieckich oficerów. Chcąc upokorzyć Polaka wsadził mu do ust pistolet i kazał zacisnąć szczęki. Radwan odgryzł lufę broni.

Trafił do obozu w Bergen-Belsen. Podjął tam próbę ucieczki rozwalając gołymi pięściami ceglany mur. Schwytano go, ale o tej próbie miał dowiedzieć się sam Hitler. Podczas wizytacji obozu zażądał, by sprowadzono do niego Radwana. Gdy polski marynarz stanął przed nim Hitler rozkazał, by przyjechał do Berlina i dał specjalny pokaz dla niego i nazistowskiej wierchuszki. Radwan podobno odparł „Pan zabija moich braci w Polsce i prosi mnie o występ? Nein!!!”.

Według niektórych relacji to właśnie wtedy miała miejsce scena z odgryzieniem lufy pistoletu. Słysząc odmowę Polaka jeden z oficerów towarzyszących Fuhrerowi wsadził mu pistolet do ust. Radwan zacisnął zęby ze wspomnianym skutkiem, a Hitler będący pod wrażeniem jego siły darował mu życie i polecił wydawać mu dodatkowe porcje jedzenia.

Obecność olbrzyma podnosiła na duchu współwięźniów. Strażnicy zaś musieli tamować swoją agresję wobec nich. Po prostu bali się Radwana.

Zaproszenie na pokaz w USA

Życie emigranta

Po wyzwoleniu obozu wyemigrował do Stanów Zjednoczonych na zaproszenie innego siłacza polskiego pochodzenia – Zbyszko Cyganiewicza. Przybrawszy pseudonimy „Polish Strongman” oraz „King of Iron and Steel” w ciągu kilku lat objechał całą Amerykę dając pokazy swojej niezwykłej siły. Podobnie jak w Polsce przed wojną łamał stalowe sztaby, rwał łańcuchy i przegryzał monety.

Wyszła wtedy na jaw pewna anomalia genetyczna, dzięki której Stanisław Radwan tak łatwo przegryzał żelazne przedmioty. Posiadał on bowiem dwa rzędy zębów… Wystąpił także w popularnym programie telewizyjnym „You asked for it!”

Przez jakiś czas walczył z różnymi osiłkami, ale wkrótce tego zaprzestał. Pewnego razu w Michigan zmierzył się na ringu z jakimś rosyjskim atletą, który nieopatrznie nazwał go tuż przed pojedynkiem „śmierdzącym Polakiem”. Wściekły Radwan o mało go nie zabił…

Niedługo potem w ogóle przestał występować publicznie. Walnie przyczynili się do tego jego agenci, którzy go kilkukrotnie oszukali… Kupił dom w polskiej dzielnicy Cleveland w Ohio i zaczął wieść spokojne, mieszczańskie życie. Wstąpił do ochotniczej formacji policyjnej i zaczął udzielać się w środowiskach polonijnych.

Któregoś dnia policjanci przyprowadzili na posterunek jakiegoś człowieka. Był niezwykle agresywny i bardzo silny, bowiem kilku policjantów nie mogło dać mu rady. Staszek Radwan podbiegł do niego, chwycił za rękę i ścisnął. Delikwent wrzasnął z bólu i grzecznie pomaszerował do celi…

Był niezwykle popularny wśród amerykańskiej Polonii. Został członkiem kilkudziesięciu stowarzyszeń polonijnych, parafii, a nawet… chórów. Podobno, by pomieścić wszystkie karty członkowskie musiał sobie kupić kilka portfeli. Jego popularność była nieoceniona dla lokalnych polityków. Został ochroniarzem kilku kolejnych burmistrzów Cleveland. Najbardziej zaprzyjaźnił się z Dennisem Kucinichem, któremu bardzo pomógł w karierze politycznej rekomendując go polskiej społeczności. Oprócz tego pracował w wydawnictwie Cuyahoga County, był inspektorem Urzędu Miar i Wag oraz instruktorem sportowym lokalnej policji.

Miał wielkie powodzenie u kobiet. Jeszcze przed wojną, w Polsce otrzymywał rozmaite propozycje matrymonialne.

„Drogi Panie Stanisławie! Ja jestem piękna, a Pan silny. Kiedy się pobierzemy to nasze dzieci będą idealne!” – pisała jedna z niedoszłych żon mistrza. Ten zaś odpisał jej „Szanowna Pani! Bardzo dziękuję za propozycję, która sprawiła mi wiele radości. Mam jednak pewne wątpliwości, co do końcowego efektu. Co będzie, jeśli nasze dzieci po mnie odziedziczą urodę, a po Pani siłę?”. Najsilniejszy człowiek świata miał bowiem poczucie humoru równie wielkie jak posturę.

Mimo swojej popularności wiódł życie samotnika. Jego najbliższymi przyjaciółmi było pewne starsze małżeństwo. Mistrz bardzo boleśnie przeżył ich śmierć. Spędzał całe dnie samotnie w domu, czasem tylko wyjmując z kartonów stare zdjęcia, dyplomy, medale i inne pamiątki swojej dawnej międzynarodowej sławy. Unikał wizyt w polskich knajpach, które słynęły z bójek. Nie pił, nie palił i nie musiał nikomu udowadniać swojej siły.

Niezwykła krzepa nie opuściła go nawet na starość. W 1990 roku północno-wschodnie stany USA nawiedziła ogromna śnieżyca. Kiedy Stanisław Radwan wyszedł przed swój dom w Cleveland zobaczył, że jego Ford Granada jest przykryty śniegiem po dach. A on bardzo śpieszył się do pracy. Nie marnując czasu na odgarnianie śniegu po prostu chwycił samochód w swoje ogromne, podobne do dwóch bochnów chleba dłonie, uniósł go w powietrze i wyniósł na drogę…

Był uwielbiany przez dzieci, które często zatrzymywały go na ulicy prosząc, by zademonstrował im jakąś sztuczkę. Najczęściej wtedy wyjmował z kieszeni monety 25-centowe, przegryzał je i wręczał dzieciakom połówki.

W Hollywood planowano nakręcić film o nim pod tytułem „Atomic Man”. Niestety, skończyło się na planach.

Stanisław „Żelazna Szczęka” Radwan, najsilniejszy człowiek świata zmarł w Cleveland w 1998 roku w wieku 90 lat. Po jego śmierci kongresmen Dennis Kucinich – długoletni przyjaciel Radwana wygłosił w amerykańskim Kongresie przemówienie na cześć polskiego strongmana.

Źródło:

  • Krzysztof Goździk, Chluba Floty – Stanisław Radwan, http://www.dobroni.pl, Dostęp 10.05.2014.
  • Piotr Bakoń, Stanisław Radwan – przedwojenny zawodnik sekcji ciężkoatletycznej Wisły Kraków, http://muzeumpamiatka.pl.
  • Piotr Bakoń, Stanisław Radwan, http://oyama.superhost.pl.
  • Henryk Mąka, Ameryka ich drugą ojczyzną – Przegryzł lufę pistoletu!, http://polskipartner.com.
  • Stanisław Radwan, http://historiawisly.pl.
Udostępnij:
caine pisze:

musze przyznać ze po przeczytaniu tego sprawdziłem datę bo zabrzmiało to jak prima aprilis. w wieku 82 lat nosił samochody? Cieżko mi e to uwierzyć.