Sati – brutalna ceremonia samospalenia dla wdów

Śmierć w płomieniach uznawana jest za najgorszą z możliwych. Ciężko aż więc uwierzyć, że przez kilkanaście wieków indyjskie wdowy rzucały się w płomienia dobrowolnie. Dziś o sati, jednej z najbrutalniejszych praktyk pogrzebowych w dziejach.

Rytuał samospalenia wdów w Indiach pojawił się w kodeksach w okolicach III-IV wieku. Na początku jako alternatywa do życia w celibacie. Co ważne i warte podkreślenia – jako jeden z dwóch możliwych, równorzędnych i równoważnych wyborów (bez bajdurzenia o bohaterskiej śmierci, czy zmyciu z siebie i męża wszystkich grzechów).

Komentarz do jednego z kodeksów z XII wieku wyraża się jasno: „Zaprawdę żadna kobieta nie powinna rozważać innej powinności (dharma) po śmierci męża niż śmierć w ogniu”; i dalej grozi wiecznym pozostaniem w ciele kobiety. Na zachętę kusi 35 milionami lat w niebie w towarzystwie swojego męża, bez względu na to jak haniebnie prowadził się on za czasów ziemskiego życia…

W okolicach XVII-XIX wieku sati stało się wręcz atrakcją turystyczną dla gości z Zachodu. Dziś, chociaż rytuał sati wielokrotnie był już zakazywany, ta praktyka pogrzebowa do końca nie wymarła. Co roku zdarzają się nieliczne przypadki wdów, które skaczą za zmarłymi mężami na kremacyjny stos. W większości przypadków – niedobrowolnie lub co najmniej z dobrowolnością podpadającą pod powątpiewanie.

Oto jak wyglądał przykład tego typu ceremonii w relacji Williama Osborne’a:

Wdowy po maharadży były niesione za nim w złoconych fotelach. Przed każdą trzymano wielkie zwierciadło i złoty parasol, symbole ich pozycji. Niewolnice szły pieszo. Starsi synowie maharadży i wielmoże szli boso, odziani w białe szaty. Kobiety miały spłonąć na stosie pogrzebowym męża – był to zwyczaj bramiński, który religia sikhijska przejęła. Akt zupełnie dobrowolny; wdowa mogła zdecydować się na śmierć w płomieniach, gdyż gwarantowało jej to wstęp do raju.

Cztery wdowy, wszystkie bardzo piękne, spłonęły wraz z jego ciałem, podobnie jak pięć kaszmirskich niewolnic. Uczyniono wszystko, by temu zapobiec, jednak na próżno. Zagwarantowano im, że zachowają pozycję i majątek, ale nie dały się odwieść od swego zamiaru. Cztery żony usiadły na stosie, trzymając głowę Randżita Singha na kolanach…

Dziewięć kobiet zarzuciło na głowy kaszmirskie szale. Zaczęto bić w bębny. Na drewno sandałowe wylano ghee i naniesiono siarkę, by kłąb ognia natychmiast pożarł ciała. Kolejnym znakiem łaski były narkotyki. Pierwsza żona własnymi rękami podłożyła ogień i zginęły – dziewięć istnień przepadło bez jednego krzyku czy jęku.

William Osbrone, 1839 rok

Sati_ceremony

Bibliografia:
– Przemysław Szczurek, Sati. Samospalenie wdów indyjskich w najdawniejszych relacjach Wschodu i Zachodu, Wydawnictwo DIALOG, 2013.
– http://www.indiaguide.pl/slowa/sati.html

Udostępnij: