Egzekucja. Jak ukarano zbrodniarzy ze Stutthofu

(Uwaga. Tekst zawiera drastyczne opisy i fotografię)

Gdańsk, Wysoka Góra, 4 lipca 1946 roku, godzina 16:30.
Tłum gęstniał z każdą chwilą. Plac przy ulicy Pohulanka był wypełniony tak szczelnie, że nie można było wsadzić nawet szpilki. Ludzie powchodzili na drzewa i dachy okolicznych domów. Cały czas przybywali następni. Wielu ludzi, wbrew zakazowi wzięło ze sobą dzieci. Żar lał się z nieba, pot spływał po twarzach, ale nikt nie narzekał. Wszyscy czekali w milczeniu na początek makabrycznego widowiska.

Szczelny kordon milicjantów otaczał pięć dużych szubienic ustawionych na placu. Z aresztu przy ulicy Kurkowej wyjechało jedenaście ciężarówek. Przejechały ulicą Strzelecką i skręciły w Pohulankę. Po dotarciu na plac powoli podjechały pod szubienice.

Na odkrytych platformach siedziało jedenastu ludzi ze związanymi z tyłu rękoma – pięć kobiet i sześciu mężczyzn. Za plecami każdego z nich stała postać ubrana w obozowy pasiak – byli to dawni więźniowie obozu w Stutthofie. Teraz ich zadaniem było założyć pętle na szyje niedawnych oprawców.

Na widok skazańców tłum zafalował. Tu i ówdzie rozległy się okrzyki „Mordercy!”, „Do piekła!”, „Za naszych braci!”, „Za nasze dzieci!”.

Teatry śmierci

Pierwszą publiczną egzekucję, podczas której stracono zbrodniarzy wojennych przeprowadzono jeszcze przed kapitulacją III Rzeszy. W sobotę 23 grudnia 1944 roku na terenie obozu koncentracyjnego w Majdanku w obecności 15 tysięcy ludzi powieszono pięcioro członków obozowej załogi.

Proces załogi Stutthofu w Gdańsku. W pierwszym rzędzie od lewej: Elisabeth Becker, Gerda Steinhoff, Wanda Klaff. W drugim rzędzie od lewej Erna Beilhardt i Jenny Wanda Barkmann

W kwietniu i maju 1946 roku przed Specjalnym Sądem Karnym w Gdańsku stanęli niedawni funkcjonariusze obozu koncentracyjnego w Stutthofie. Proces przeprowadzono bardzo starannie – odbyła się wizja lokalna, przesłuchano dziesiątki świadków, w tym także z zagranicy. Wina oskarżonych nie budziła żadnych wątpliwości – jedenastu z piętnastu oskarżonych skazano na karę śmierci, pozostali otrzymali wyroki więzienia.

Skazanymi na karę śmierci byli:

  • Elisabeth Becker – nadzorczyni SS, wyróżniająca się okrucieństwem i osobiście prowadząca ludzi do komór gazowych.
  • Jenny-Wanda Barkmann – ze względu na urodę zwana „Pięknym Widmem”. Rozdzielała matki z dziećmi, które następnie kierowała do komory gazowej.
  • Ewa Paradies – osobiście zastrzeliła kilkudziesięciu więźniów. Uwielbiała polewać wodą nagie kobiety i trzymać je na mrozie.
  • Wanda Klaff – znana z sadyzmu i okrucieństwa. Jak sama przyznała podczas procesu „…lubiłam bić przynajmniej dwie więźniarki dziennie.”
  • Gerda Steinhoff – brutalna morderczyni i szefowa strażniczek.
  • Johann Pauls – szef Waldkolonne – grupy więźniów pracującej przy wyrębie lasu. Była to jedna z największych mordowni Stutthofu. Śmiertelność w tej grupie sięgała sześćdziesięciu procent.

Pozostałych pięciu skazanych na śmierć było Polakami. Józef Reiter, Wacław Kozłowski, Tadeusz Kopczyński, Franciszek Szopiński i Jan Breit pełnili w obozie funkcje kapo i słynęli z bestialstwa.

Wstęp na salę sądową był wolny, jednak wobec ogromnej ilości chętnych wprowadzono bilety. Proces był na bieżąco relacjonowany przez prasę i radio.

Skazani początkowo mieli nadzieję, że zostaną ułaskawieni. Na długo przed egzekucją pozbawił ich jej jeden ze strażników, który wiedząc, że Bierut nie skorzystał z prawa łaski przyszedł do celi, w której razem siedzieli i wycedził: „Będziecie wisieć, skurwysyny!”. Jeden ze skazanych próbował popełnić samobójstwo przez podcięcie żył. Odratowano go.

Wolno wykonywany wyrok

Datę i godzinę egzekucji podano do publicznej wiadomości. W czwartek 4 lipca 1946 roku na długo przed godziną 17:00 na placu przy ulicy Pohulanki, gdzie stanęły szubienice zaczęli się gromadzić pierwsi gapie. Zakłady pracy skróciły dzień roboczy i zorganizowały swoim pracownikom transport. Władze miasta skierowały na Wysoką Górę dodatkowe autobusy. Przybyli nie tylko gdańszczanie – wielu mieszkańców okolicznych miejscowości również chciało wziąć udział w tym makabrycznym reality show.

Gazety i radio apelowały, by nie brać ze sobą dzieci, ale wielu ludzi zignorowało to. Szacuje się, że tego dnia na gdańskiej Wysokiej Górze zjawiło się ponad 150 tysięcy ludzi. Było to największe zgromadzenie w dotychczasowej historii Gdańska. Podobne tłumy zgromadzą się dopiero 40 lat później, kiedy miasto odwiedzi Jan Paweł II.

Punktualnie o godzinie 17:00 pod szubienice podjechało jedenaście ciężarówek. Na otwartej platformie każdej z nich siedział na niskim stołku skazany, a za nim stał człowiek ubrany w pasiak, który w odpowiednim momencie miał założyć pętlę na szyję zbrodniarza lub zbrodniarki. Ta rola przypadła dziesięciu mężczyznom i jednej kobiecie. Wszyscy przeżyli obóz w Stutthofie i widzieli na własne oczy zbrodnie, jakich dopuścili się skazani.

Sprowadzono ewangelickiego pastora i katolickiego księdza, by udzielili skazanym ostatniego namaszczenia. Pastor nie wytrzymał psychicznie, uciekł i wmieszał się w tłum. Do każdego ze skazanych podszedł więc tylko ksiądz i zamienił kilka słów. Prokurator dał znak do rozpoczęcia egzekucji. Byli więźniowie założyli pętle na szyje swych niedawnych oprawców.

Kierowca pierwszej ciężarówki zapalił silnik i ruszył powoli do przodu. Zanim Johann Pauls zsunął się z platformy i zawisnął na linie zdążył jeszcze krzyknąć „Heil Hitler!”. Odpowiedziały mu wyzwiska tłumu. Sekundę potem ciałem zbrodniarza zaczęły wstrząsać przedśmiertne konwulsje. Trwały one długo. Związane dłonie wyginały się w nieprawdopodobny sposób, a na jego twarzy wykwitały straszliwe grymasy.

Egzekucję zaplanowano w taki sposób, by ciała nie spadały ze zbyt wielkiej wysokości. Wskutek tego pętle nie łamały karków i nie powodowały natychmiastowej śmierci. Agonia każdego ze zbrodniarzy trwała od kilku do kilkunastu minut.

Kiedy ciało Paulsa znieruchomiało ruszyła następna ciężarówka i kolejny zbrodniarz rozpoczął swój „taniec na linie”. Potem kolejny… Pozostali skazańcy mieli więc okazję przyjrzeć się dobrze temu, co ich za chwilę czeka.

Silnik jednej z ciężarówek nie chciał zapalić. Ubrana w pasiak była więźniarka zepchnęła więc zbrodniarkę z platformy i w milczeniu przyglądała się jej powolnej śmierci.

Tłum również milczał. Egzekucji przyglądano się ze zgrozą, ale bez litości. Trzeba pamiętać, że większość tych ludzi przeszła przez obóz w Stutthofie. Innych naziści wyrzucili z domów i w nieludzkich warunkach przewieźli na teren Generalnej Guberni. Po pewnym czasie z szubienic zwisało jedenaście nieruchomych ciał.

Szczególnie makabryczne wrażenie sprawiało ciało Elisabeth Becker. Sznur przerwał w końcu kręgi szyjne zbrodniarki, jej szyja wydłużyła się wskutek ciężaru ciała, a twarz zastygła wykrzywiona w groteskowym grymasie.

Nadmiar emocji

Kiedy ciało ostatniego oprawcy przestało drgać ciężarówki odjechały, a milicjanci cofnęli się kilkanaście metrów. Wtedy wściekłość tłumu sięgnęła zenitu. Ludzie rzucili się na zwisające trupy, zdjęli je z szubienic, zaczęli rwać na nich ubranie i kopać. Ktoś odciął sznur zwisający z szubienicy, który według przesądów miał przynosić szczęście.

Milicjantom z najwyższym trudem udało się opanować rozszalały tłum. Ciała załadowano do podstawionego samochodu i odwieziono do gdańskiej Akademii Medycznej. Tam, w Zakładzie Anatomii i Neurobiologii posłużyły jako materiał poglądowy.

Tłum zaczął się powoli rozchodzić.

Gdańska publiczna egzekucja, mimo że największa pod względem liczby widzów oraz straconych nie była ostatnią. Dziesięć dni później na stokach poznańskiej Cytadeli w obecności kilkudziesięciu tysięcy ludzi powieszono Arthura Greisera – Obergruppenfuhrera SS i namiestnika Rzeszy w Kraju Warty. Jego ciało, po sekcji w Zakładzie Anatomicznym Uniwersytetu Poznańskiego zostało spalone w tym samym krematorium, w którym palono ciała pomordowanych Polaków. Była to ostatnia publiczna egzekucja w Polsce.

Tragicznym pokłosiem tych wydarzeń była epidemia „zabaw w wisielca”, które urządzały dzieci w całej Polsce i podczas których doszło do kilkunastu śmiertelnych wypadków.

Źródło:

  • Marek Gotard, 200 tys. gapiów oglądało egzekucję zbrodniarzy ze Stutthofu.
  • Piotr Szubarczyk, Powróz na szczęście, Biuletyn IPN nr 7/2003.
  • Procesy załogi Stutthofu, Wikipedia.pl
Udostępnij: