Zbawienny „efekt Angeliny Jolie”

W 2013 roku aktorka Angelina Jolie opublikowała w „New York Timesie” artykuł, w którym poinformowała świat o zabiegu amputacji obu piersi. Robiła to nie dlatego, że robiła miejsce na nowy, powiększony biust, a z powodu wykrycia mutacji genu BRCA1. Chcąc uniknąć zachorowania na nowotwór, poddała się operacji.

Decyzja o upublicznieniu tej informacji spotkała się z różnym odzewem. Niektórzy bowiem mają dość ciągłego zaglądania w życie gwiazd. Choć często faktycznie jest tego za dużo , „efekt Angeliny” okazał się bardzo pozytywny.

Niektóre kobiety, które usłyszały o zabiegu Jolie postanowiły poddać się podobnego typu testom. To prosta droga do wczesnego wykrycia problemów zdrowotnych i większa szansa na wyleczenie. W jaki sposób kampanie gwiazd mogą pomóc?

Sprawę zaczął badać Kami Kosenko z Uniwersytetu Karoliny Północnej. W ciągu kilku dni od artykułu Jolie umieścił kwestionariusz w Internecie. Na podstawie odpowiedzi można było wyczytać, czy ktokolwiek zareagował na działania znanej aktorki. Uzupełniło go 356 osób, z których 295 (prawie 83%) słyszało o przypadku Angeliny Jolie.

Naukowiec stwierdził, że największe szanse na zrobienie badań kontrolnych miały osoby, które mocno identyfikują się z żoną Brada Pitta. Ta grupa osób chętniej poszła w ślady aktorki, niezależnie od tego, czy w ich rodzinach występowały podobne przypadki.

Kosenko wysnuł z tego wniosek, że w podobnych kampaniach społecznych liczy się zasięg oddziaływania gwiazdy. Niektóre z nich jak Jolie (może też Radek Kotarski?:)) pociągają za sobą większą rzeszę osób. Tym samym będą skuteczniejsi niż osoby teoretycznie jeszcze lepiej rozpoznawalne.

Jeszcze jedno zdjęcie pani Jolie nikomu nie zaszkodzi, prawda? :)

Źródła:

Udostępnij: