Polimaty podróżują z historią | Latarnie polskiego wybrzeża

Kolos z Rodos oraz budowla w Aleksandrii. Dwa z siedmiu cudów starożytnego świata były latarniami. Dlatego realizując program podróżniczo-historyczny nie mogło zabraknąć tego tematu. Po starożytnych cudach nie ma już śladu, stąd postawiliśmy na polskie wybrzeże!

Czy istnienie latarni przy nowoczesnych technologiach ma sens? Jak wyglądało i wygląda życie latarnika? Skąd wiadomo w jakim porcie się znajdziemy? Na te pytania odpowiemy w odcinku o latarniach polskiego wybrzeża już jutro, 4 października o 10:55 w TVP2 (zwiastun do obejrzenia tutaj)! W tym artykule przeczytacie historie z odwiedzonych przez nas miejsc, które nieco lepiej prezentują się ubrane w literki niż obraz z kamery…

(Odcinek „Podróży z historią” o latarniach polskiego wybrzeża znajdziesz tutaj!) 

Kto strzelał w stronę Westerplatte?

Latarnia w gdańskim Nowym Porcie już nie jest wykorzystywana jako znak nawigacyjny. Stoi jednak naprzeciwko legendarnego półwyspu Westerplatte. Z jej galerii mamy świetny widok na pomnik oraz napis „Nigdy więcej wojny”. Wysoki budynek ustawiony w tak dogodnym miejscu musiał zapisać się w historii II wojny światowej i tak rzeczywiście było. Z okien latarni morskiej miały paść strzały w kierunku Westerplatte we wrześniu 1939 roku. Dlaczego akurat Westerplatte? To był cierń w oku Niemców, którzy z niechęcią patrzyli na miejsce w Wolnym Mieście Gdańsk, które użytkowali Polacy i tam mieli swoją straż wojskową.

Sprawą sporną jest to, czy te wystrzały nastąpiły jeszcze przed kanonadą z pancernika Schleswig-Holstein (nie ma do tego wiarygodnych potwierdzeń źródłowych). Do dziś za symboliczną godzinę rozpoczęcia inwazji na Polskę powszechnie uznaje się 4:45, ale Schleswig-Holstein najprawdopodobniej zaczął strzelać dwie-trzy minuty później, bo jeszcze obracał się w kierunku polskiej składnicy na Westerplatte. Symboliczna data stanowi kość niezgody wśród historyków. Część badaczy początek II wojny światowej widzi w Gdańsku, część w Wieluniu, inni jeszcze w Tczewie.

Z latarni strzelali Niemcy, ale Polacy szybko wzięli sobie za to odwet. Za sprawą działka wycelowanego w latarnię udało się celnie strzelić przy drugim podejściu i zostawić wyrwy pod oknem. Ślady tego trafienia widać do dziś po zamurowaniu latarni. Odbudowane miejsce ma wyraźnie inny kolor cegieł.

Samozniszczenie

Wojenną legendę ma również latarnia w Helu, którą w odcinku oglądamy jedynie jako odległe światło. W 1939 roku Polacy sami wysadzili tę zabytkową latarnię pochodzącą z początków XIX wieku. Czy było to wojenne zaćmienie umysłu? Wcale nie – raczej sprytny manewr taktyczny! Wysokie kontury latarni wyróżniające się z helskiej zabudowy stanowiły znakomity cel dla niemieckiej artylerii. Traf w okolice latarni, a trafisz w okolice wroga. Polacy więc zniszczyli latarnię 19 września.

Stało się to w momencie oddawania salwy z niemieckiego pancernika. Zrobiono tak specjalnie, żeby Niemcy pomyśleli, że samemu udało się im ją strącić. Najpierw byli dumni ze swojej celności, a później sprzeczali się o to kto zawinił. Zniknął bowiem świetny punkt orientacyjny! Latarnię w Helu odbudowano w 1942 roku i w takiej wersji stoi do dziś.

Latarnik-marketingowiec

Podobne opowieści mają na celu podkreślenie, że latarnia to nie tylko wysoki budynek, w którym pali się światło. Przecież tu toczy się życie i zdarzają się nietypowe historie, co odkryjemy w naszym odcinku. Wojenne opowieści z Gdańska i Helu znajdą potwierdzenie w źródłach historycznych (przynajmniej ich większa część), ale nie zawsze się tak dzieje. Czasami zachęcenie do odwiedzenia latarni za sprawą ciekawej historyjki to czysty chwyt marketingowy. Nigdzie nie widać tego lepiej niż w Rozewiu.

Na latarni w Rozewiu miał mieszkać i pracować Stefan Żeromski. Podobno właśnie tutaj powstawały kolejne kartki „Wiatru od morza”. Latarnię nazwano więc imieniem znanego pisarza, a w 1938 roku otwarto nawet „pokoik Żeromskiego”, w którym niby działał!

Sęk w tym, że związki Żeromskiego z Rozewiem nadmiernie rozpalił latarnik Leon Wzorek (swoją drogą – bardzo zasłużony dla latarnictwa i wojenny bohater RP). Faktycznie Żeromski odwiedzał latarnię w Rozewiu, ale „Wiatr od morza” powstał w Warszawie na podstawie notatek przywiezionych z wybrzeża. Rodzina pisarza początkowo walczyła z mitem, ale później odpuściła sobie tę sprawę. Opowieści są żywe do dziś, tak samo jak pamięć o Żeromskim w Rozewiu – tu znajduje się jego popiersie, tablica pamiątkowa i nadal jest patronem latarni.

Tyle opowieści, dużo więcej zobaczycie jutro w odcinku „Podróży z historią”, do którego rękę przykłada cała ekipa Polimatów! Do zobaczenia. :)

W poprzednich odsłonach „Polimaty podróżują z historią”:
Winna Zielona Góra
Co zostało po Słowianach?
Przy staropolskim stole
Czy Tatarzy jedzą tatara?
Twierdza Wisłoujście

Udostępnij: