Polimaty podróżują z historią | Czystość w średniowieczu

Kolejny odcinek „Podróży z historią” zabierze Was w miejsce bardzo niepozorne na pierwszy rzut oka. Kryje jednak w sobie tajemnice, które warto poznać. Szczególnie, gdy wiemy na co patrzeć! (to już nasze zadanie)

Perełką Wieży Książęcej w Siedlęcinie jest około 700-letnie malowidło ścienne. Jego wiek zdradza, że mamy do czynienia z późnym średniowieczem. Zauważyłem, że mówiąc o tamtych czasach ludzi często interesuje wątek higieny.

W odpowiedzi na tę potrzebę Radek opowie i pokaże (!) Wam, gdzie mieszkańcy wieży w Siedlęcinie załatwiali swoje… potrzeby właśnie. Tu rozwijam wątek tego jak wyglądała średniowieczna łaźnia i podejście do czystości.

Odcinek „Podróży z historią” o Wieży Książęcej w Siedlęcinie możesz zobaczyć tutaj!

_MG_4672

W średniowiecznym mieście już od XIII wieku zaczęło robić się ciasno. Gęste zaludnienie sprawiło, że należało pomyśleć o higienie publicznej. Zakazano wyprowadzania świń na ulice. Powinnością stało się także usuwanie błota sprzed własnego domostwa. W miastach pojawiły się też łaźnie, które zrewolucjonizowały myślenie o czystości.

W zamkach, wieżach i siedzibach najwyższej klasy społecznej dość powszechne stały się urządzenia sanitarne. Mogłeś się wykąpać? To raczej to robiłeś, bo – słusznie – wieszczono, że sprzyja to zdrowiu.

Przeciętna kąpiel średniowieczna, podstawowe mycie się, ograniczano do przepłukania nóg i rąk. Tu przydatne były rzeki, stawy i jeziora. Ale już wtedy znano środki czystości. Tym podstawowym był dezynfekujący ług pobierany z drzewnego popiołu. W ługu także robiono pranie. Z czasem ludzie nauczyli się też wytwarzać mydła z łoju bydlęcego.

Mimo to średniowieczny żywot nie trwało zbyt długo. Człowiek żył średnio 30-40 lat. Wielkim problemem była wysoka śmiertelność dzieci (Radek mówi o tym w odcinku – my mieliśmy szczęście, bo nasza mała aktorka rośnie jak na drożdżach!).

_MG_5026

Szczególnie groźne okazywały się choroby zakaźne, wówczas często nieuleczalne. Chorych izolowano lub całe grupy ludzi po prostu wiały z zagrożonych chorobą miejsc. Najsłynniejsza plaga tamtych czasów to dżuma. W XIV wieku dotarła także na Śląsk. Na „czarną śmierć” nie było rady – przychodziła nagle i zbierała olbrzymie żniwo. Jej popularna nazwa wzięła się od czarnych plam widocznych na skórę chorego. Kto wie, czy odizolowana od wielkich miast Wieża Książęca w Siedlęcinie naturalnie nie ochroniła swoich mieszkańców od ognisk choroby.

Ciekawe jest też podejście do chorób psychicznych na polskich ziemiach. Średniowiecznych ludzi przerażali histerycy, którzy zachowywali się agresywnie. Zupełnie życzliwie patrzono natomiast na chorych na depresję. Ich się nie lękano, a raczej okazywano współczucie.

Na głębokie zmartwienie mówi się u nas frasunek (znana jest recepta: Na frasunek dobry trunek). Słowo pochodzi od niemieckiego czasownika „fressen”, czyli gryźć lub żreć. Jednak tylko w Polsce frasunek rozumiemy jako zżeranie nas od środka. Nigdzie indziej nie odnosi się to do smutku. Ot, nasza specyfika…

_MG_4747

Udostępnij: