Trzy tajemnice hitu „No Woman, No Cry” Boba Marleya

Myślisz reggae, mówisz Bob Marley. Myślisz Bob Marley, mówisz „No Woman, No Cry”. Czy słusznie?

Okazuje się, że autorem słów do tego przeboju – przynajmniej w teorii – nie jest Marley, a niejaki Vincent Ford. Dlaczego? Autorstwo słów tego klasyka gatunku nie jest jedyną tajemniczą stroną piosenki, której refren potrafi zanucić większość z nas.

Vincent Ford i Bob Marley w 1981 rok.

Sprawa 1 – prezent od Marleya dla przyjaciela?

Zacznijmy od Vincenta Forda i słów piosenki. Znajdziemy dwa wytłumaczenia tej sytuacji. Jedno mówi, że Ford faktycznie napisał słowa, a Marley dołożył muzykę. Ale czy to prawdopodobne? Ford był przyjacielem Marleya z dzieciństwa, który prowadził jadłodajnię dla ubogich. Podobno on uczył muzyka grać na gitarze.

Bardziej wiarygodne wydaje się drugie tłumaczenie. Marley miał uznać Forda za autora słów w ramach pomocy. Dzięki temu niepełnosprawny Ford (zmarł w 2008 na cukrzycę, wcześniej amputowano mu obie nogi) mógł przez wiele lat otrzymywać tantiemy z utworu. Podobno ta pomoc pozwoliła utrzymać funkcjonowanie jadłodajni Forda. Kolega Marleya widnieje jako autor słów także w innych utworach w albumie „Rastaman Vibration”.

Sprawa 2 – błędne rozumienie tekstu

Tytuł i pierwsze słowa piosenki „No Woman, No Cry” można przetłumaczyć na „Nie ma kobiet, nie ma płaczu”. Dlatego powszechnie mylnie interpretuje się ją jako ostrzeżenie przed trudnymi relacjami z płcią piękną. W końcu, „gdyby nie kobiety, nie mielibyśmy powodu do łez”. Ale nic bardziej mylnego!

Utwór traktuje o wspomnieniach z Trenchtown, slumsów stolicy Jamajki – Kingston. Właśnie tam wychowywał się i Marley, i Ford. Skąd więc tekst o „braku kobiet i braku płaczu”? Oryginalny zapis tej piosenki to „No, Woman, Nuh cry”. „Nuh” w dialekcie jamajskim to raczej „nie rób”. Dlatego słowa należy rozumieć raczej jako „Nie, kobieto, nie płacz/nie roń łez”, bo wkrótce będzie lepiej. Tekst piosenki to pocieszenie kobiety, a nie narzekanie na nią!

Sprawa 3 – wykonanie utworu

Najbardziej znane wykonanie tej piosenki pochodzi z albumu „Live!” Boba Marleya i grupy The Wailers z 1975 roku, ale… nie była to pierwsza wersja utworu. Wcześniejsza ujrzała światło dzienne w 1974 roku na albumie studyjnym „Natty Dread”. Różnice obu wykonań są olbrzymie.

Tak wygląda wersja, która unieśmiertelniła ten utwór na zawsze:

A tak ta, od której wszystko się zaczęło:

Wersja nagrywana na żywo z publicznością została wydana jako singiel i podbiła świat. W dużej mierze to dzięki niej Marley dostał się do powszechnej świadomości, wyszedł poza scenę fanów reggae. Nie ma się co dziwić. Utworowi znakomicie robi atmosfera nagrania z podśpiewującą, rozentuzjazowaną publicznością, nostalgiczny wokal Marleya i wolniejsze tempo.

Magazyn „Rolling Stone” umieścił ten szalgier na 37. miejscu listy 500 najlepszych piosenek wszech czasów. Trzeba przyznać, że zupełnie zasłużenie…

Źródło:

Udostępnij: