Polimaty podróżują z historią – Winna Zielona Góra

Kolejny odcinek „Podróży z historią” ma w sobie największy ładunek emocjonalny w całym sezonie. Radek Kotarski wraca do miejsca, w którym się urodził i wychował, czyli do Zielonej Góry.

Jednak ta podróż nie jest podyktowana wyłącznie sentymentem. Zielona Góra to stolica polskiego winiarstwa, dlatego chcąc opisać tradycje robienia tego szlachetnego trunku na polskich ziemiach, zwyczajnie nie mogliśmy trafić lepiej. Dlaczego?

Odcinek „Podróży z historią” o winnych tradycjach Zielonej Góry zobaczysz tutaj!

_MG_5933

Za symboliczny początek uprawy winorośli w okolicach Zielonej Góry uznaje się 1150 rok. Według zapisów z kronik właśnie wtedy do małej wioski przybyli osadnicy z Flandrii lub Walonii (okolice dzisiejszej Belgii), którzy zostawili po sobie sadzonki. Przybysze nie mieli zamiaru zostać tu na stałe. Zrobili sobie przystanek na trasie do Siedmiogrodu. Brali ze sobą sadzonki (bez nich nie wyobrażali sobie życia), które od zepsucia ratowali wsadzeniem do ziemi. Tak – przynajmniej według kronikarskich wizji – narodził się winny duch Zielonej Góry. Jego ślady w mieście widoczne są na każdym kroku.

Potwierdzają to słowa Johna Quincy Adamsa – szóstego prezydenta Stanów Zjednoczonych. W czasie wizyty w tym mieście był pod wielkim wrażeniem zacięcia winiarzy walczących o przetrwanie upraw. Sam porównał ten zawód w zielonogórskich rejonach do loterii. Dlaczego? Polskie tereny to nie Toskania, dlatego nieco trudniej tu o odpowiednie warunki do rozwoju owoców.

Cała okolica, która otacza miasto jest obsadzona przez winne krzewy.
John Quincy Adams

Winiarskiego ducha miasta widać po krążących tam legendach. Jedna z nich opowiada o zamordowaniu Bachusa (rzymskiego boga wina, odpowiednika greckiego Dionizosa). Jego krwią miały zostać skropione tereny, gdzie w przyszłości powstaną regiony winiarskie. Jedna z tych kropel spadła w rejony Zielonej Góry. Jak widzieliśmy wyżej, prawda o samych początkach upraw mogła być jednak nieco mniej spektakularna…

To nie jedyna zielonogórska legenda o winie. Jedną Radek zaserwuje w odcinku. Inne? Pewien zielonogórski biesiadnik zapragnął kieliszka wina. Samemu pić nie chciał – potrzebował bratniej duszy, ale nie mógł jej odnaleźć. Zapowiedział więc, że jest w stanie napić się nawet z diabłem. Ten zjawił się błyskawicznie (w końcu okazja do grzechu doskonała!), ale postawił warunek. Zielonogórzanin musiał go przepić. Czy skończyło się tradycyjnie tym, że wygrał diabeł i wziął duszę nieszczęśnika do piekieł? Nic bardziej mylnego! Mieszkaniec Zielonej Góry z łatwością pełnił ten warunek, bo urodzony w winiarskim rejonie świetnie radził sobie ze spożyciem dużych ilości swojskiego trunku.

Podobno tradycje wzmożonego picia były na tych terenach na tyle rozwinięte, że w XVII wieku zagrażały instytucji… małżeństwa. Wesela miały trwać tylko jeden dzień. Zupełnie zlikwidowano wieczory kawalerskie. Tłumaczono to zbyt częstą zmianą zdania przez panów młodych w ostatniej chwili.

Legendy potwierdzają jedno – Zielona Góra winem stoi. O tym jak wygląda polska stolica tego trunku, przekonacie się w odcinku „Podróży z historią”!

_MG_5352

W poprzednich odsłonach „Polimaty podróżują z historią”:
Co zostało po Słowianach?
Przy staropolskim stole
Czy Tatarzy jedzą tatara?
Twierdza Wisłoujście
Latarnie polskiego wybrzeża

Udostępnij: