Polimaty podróżują z historią | Niebezpieczeństwa górniczej kopalni

Najbliższy odcinek „Podróży z historią” to wizyta na Górnym Śląsku. Tu bez żadnych zaskoczeń, bo jak Śląsk to i kopalnia węgla. My wybraliśmy Zabytkową Kopalnię „Guido” – była to doskonała decyzja.

Dlaczego? Mogliśmy wiernie oddać trud, znój i brud górniczej pracy, jednocześnie nie drżąc o każdy kolejny krok, bo jest to miejsce przyjazne turystom. Szychta na dole w poszukiwaniu czarnego złota to seria wielu wyzwań. O części mówimy w odcinku, tu warto rozwinąć wątki, które nie zmieściły się do nagrania.

Odcinek „Podróży z historią” o kopalni Guido możesz zobaczyć tutaj!

_MG_3355

Głównym zadaniem kopalni jest wydobycie węgla, prawda? Racja, choć po drodze pojawia się zasadniczy problem. Ingerujemy w strukturę ziemi i nieco modyfikujemy plan Matki Natury. Ta odwdzięcza się przede wszystkim setkami litrów wody. Jej powstrzymanie to olbrzymie utrapienie. Życiodajna woda wkrada się między warstwy skalne, nieustannie spływa. Dla bezpieczeństwa i komfortu pracy (w końcu to nie podwodne zmagania z węglem ani Celebrity Splash) trzeba ją wypompowywać. W „Guido” znajdziemy pomieszczenie zwane Komorą Głównego Odwadniania – sama nazwa mówi wszystko. A dawniej musiano radzić sobie zwykłymi wiadrami…

Bywały przypadki, że należało zrezygnować z obiecujących złóż węgla, bo nie dało się opanować wody w wyrobisku. Jej ilość zależy od ukształtowania terenu, geologii, itp. Ile konkretnie? Pod koniec XIX wieku w kopalniach na Górnym Śląsku wydobywano około 7-25 (!) razy więcej wody niż węgla!

_MG_4049

Usunięcie wody to nie koniec trudności. Pod ziemią trzeba też zapewnić odpowiednie warunki do oddychania. Przed rozwojem odpowiednich technologii węgiel wydobywano tylko do głębokości, do której naturalnie dochodziło powietrze. Teraz z zadania przepływu tlenu wywiązują się m.in. szyby wentylacyjne, drzwi i tamy izolacyjne. Czasami trzeba wręcz ograniczać powietrze, aby nie hulało zbyt szybko przez wytworzone podciśnienie.

Gdy już nie pływamy i mamy czym oddychać, wypadałoby jakoś widzieć stanowisko pracy w ciemnościach. Przed nastaniem elektryczności lampy płomienne niosły za sobą ryzyko wybuchu metanu obecnego w kopalniach (wydzielanego przy urobku. Dawniej górnicy nieświadomi jeszcze niebezpieczeństw lubili się nim bawić i palić go dla efektownego niebieskiego płomienia). Moim zdaniem najciekawszym rozwiązaniem problemu była lampa karbidowa. Karbid rozkłada się pod wpływem wilgoci i wydziela substancję palącą się bardzo jasnym płomieniem. Tego typu lampa miała więc zbiornik z karbidem i zbiornik z wodą. Dzięki rurce woda docierała do substancji – voilà, mamy źródło światła. Taka lampa dawała 10 razy więcej światła niż lampa olejowa._MG_3609

Ale to nie wszystkie zalety tego rozwiązania. Karbid rozświetlał, ale i ratował życie. Jak? W zależności od stężenia tlenu w powietrzu lampa zaczynała się dymić i dawać inne światło. Gdy poziom tlenu spadał poniżej 12%, lampa samoistnie gasła. Górnik wiedział wtedy, że nie ma żartów i trzeba wiać. Inaczej wkrótce zabraknie mu tlenu w płucach. Między innymi dlatego lampy karbidowe pojawiały się w kopalniach jeszcze w latach 60. XX wieku.

Badanie poziomu metanu przebiegało dawniej w inny, równie nieoczywisty sposób. Świetnie sprawdzały się do tego… kanarki. Jeśli ptaszek słabł w kopalni, był to jasny sygnał, że w powietrzu zbierają się trujące elementy i trzeba uciekać. W latach 50. XX wieku w polskich kopalniach pojawiły się tzw. „zakazy 3K”, które zabraniały pracy na dole koniom, kanarkom i… kobietom. Na dobre kariery kanarków w górnictwie zakończyły metanomierze.

Na dole należy uważać naprawdę na niemal wszystko. Rzeczy, które zjeżdżają z górnikami muszą mieć atest. Dotyczy to nawet własnego zegarka górnika, który może spowodować przypadkową iskrę. Dlatego, aby górnik wiedział która godzina i ile zostało czasu do końca szychty, dzwoni podziemnym telefonem na górę. Trzeba mieć anielską cierpliwość, aby dziesiątki razy dziennie opisywać stan zegarów. Górnicy chętnie telefonują także w innych sprawach – na przykład wyniku meczu ukochanego Górnika Zabrze.

Praca na dole to niebezpieczna i ciężka harówka. Jak bardzo, Radek przekonał się na własnej skórze. Warto zobaczyć jak mu poszło!

_MG_4090

W poprzednich odsłonach „Polimaty podróżują z historią”:
Czystość w średniowieczu
Winna Zielona Góra
Co zostało po Słowianach?
Przy staropolskim stole
Czy Tatarzy jedzą tatara?
Twierdza Wisłoujście
Latarnie polskiego wybrzeża

Udostępnij: