• 2

Ostatnia Wieczerza. Jakie tajemnice skrywa arcydzieło Leonardo?

  • 24 marca 2016
  • Andrzej Kotarski
  • Sztuka

„Ostatnia Wieczerza” spod ręki Leonardo da Vinci to wielkie dzieło. Dosłownie i w przenośni. Zdajesz sobie sprawę, że to malowidło ma wymiar 8,8 na 4,6 metra?

Efekt pracy włoskiego mistrza inspirował przez wieki. Wokół niego powstało wiele teorii spiskowych jak choćby ta najsłynniejsza, która obok Jezusa umiejscawia nie Jana Ewangelistę a Marię Magdalenę. Podobną (choć wszystkie fakty wskazują, że fałszywą) teorię rozpowszechniła powieść sensacyjna „Kod Leonarda da Vinci”.

Choć tę zamianę możemy włożyć między bajki, „Ostatnia Wieczerza” opowiada o mnóstwie fascynujących wątków. Warto je poznać, szczególnie dziś – w Wielki Czwartek, kiedy miały się odbyć wydarzenia uwiecznione przez polimata Leonardo.

Zacznijmy od podstawowego wyjaśnienia. Większość z nas wie, że „Ostatnia Wieczerza” nie jest obrazem zamkniętym w ramie, a można ją podziwiać na ścianie. Jeśli z tego powodu ktoś nazwie to dzieło freskiem, popełni błąd. To malowidło ścienne. Nazwa fresk oznacza konkretną technikę malarską, w której zaprawa na ścianie jest wciąż wilgotna, co wymaga bardzo szybkiego wykonania pracy. Leonardo (znany z prokrastynacji, czyli odkładania rzeczy na później – wiemy to z pierwszego odcinka Polimatów) wybrał inną metodę. Stosując „suchą” technikę mógł pozwolić sobie na przemyślenia i poprawki. Dzięki nowoczesnemu podejściu miał też lepiej odwzorować efekty świetlne i cienie. Pozwoliło mu to na aż trzy lata pracy.

Nie mógł przewidzieć jednego. Odrzucenie tradycyjnej metody fresku może poprawiło wygląd dzieła, ale sprawiło też, że całość nie przywarła do powierzchni jak powinna. Skutkiem tego „Ostatnia Wieczerza” zaczęła blaknąć jeszcze za życia mistrza. Już XVI wieku spotykamy zapiski, że malowidło jest zrujnowane. Praca Leonardo była wielokrotnie poprawiana (ostatnią restaurację przeprowadzono w 1999 roku). Skutek? Obecnie niemal nie widać już oryginalnych kolorów nadanych przez mistrza, a raczej kolejne próby ich odtworzenia.

Mimo wszystko „Ostatnia Wieczerza” wciąż pobudza wyobraźnię. Możemy na niej oglądać scenę z ostatniego wspólnego posiłku Jezusa z apostołami przed pojmaniem i ukrzyżowaniem. Leonardo ujął to spotkanie w wyjątkowym momencie. Widzimy na nim reakcję apostołów na informację, że jeden z nich (Judasz) zdradzi swojego mistrza. Dlatego postaci wyglądają na zaszokowane, strach lub poddenerwowane. W tym samym momencie widzimy Jezusa sięgającego po chleb i wino. Dosłownie za chwilę wypowie słowa, które dadzą początek Eucharystii, czyli jednego z sakramentów w chrześcijaństwie.

Włoski arcymistrz nie był pierwszym ani ostatnim, który wziął się za namalowanie podobnej sceny. Wyjątkowość pracy Leonardo polega jednak na tym, że potrafił nadać biblijnym postaciom bardzo ludzkiego charakteru. Zdradzają emocje, wyglądają podobnie jak Ty lub ja. Nie są symbolami, a ludźmi z krwi i kości.

Sami apostołowie są również pełni symboliki. Piotr trzyma w ręku nóż, co jest zapowiedzią jego rychłej obrony Jezusa. W dłoni Judasza możemy dostrzec natomiast coś na kształt worka, prawdopodobnie w nim ma srebrniki, za które sprzedał swojego mistrza. (Niewierny) Tomasz trzyma palec uniesiony w górę – niektórzy widzą tu zapowiedź chęci włożenia go w rany Jezusa.

Jeszcze większe wrażenie (jeśli zwrócimy na to uwagę) robi mistrzowskie zastosowanie perspektywy. Spójrz jeszcze raz na to malowidło.

Nie wydaje Ci się, że dosłownie każdy element dzieła kieruje uwagę oglądającego do centrum całego przedstawienia, czyli głowy Jezusa? Podobno Leonardo wbił gwóźdź w ścianę i pociągnął od niego sznurki, aby ułatwić sobie prowadzenie kreski. Stworzył w ten sposób wrażenie, w którym widz może poczuć się jak naoczny świadek tych wydarzeń. Jezus jest namalowany na podstawie trójkąta. Wydaje się jedyną ostoją spokoju w chaosie całej sceny.

Już samo malowidło jest niezwykłe, ale sławę „Ostatniej Wieczerzy” budują jeszcze inne elementy, których Leonardo da Vinci nie mógł przewidzieć. Mają związek z miejscem, w którym możemy podziwiać dzieło, czyli ścianie refektarza (sali jadalnej) dominikańskiego konwentu Santa Maria delle Grazie w Mediolanie.

Po bombardowaniu z 1943. „Ostatnia Wieczerza” jest na zabezpieczonej ścianie po prawej stronie zdjęcia.

W 1652 roku zniknęła część malowidła, m.in. stopy Jezusa. Dlaczego? Na tej właśnie ścianie powiększono drzwi prowadzące do kuchni, które częściowo naszły na arcydzieło (patrz zdjęcie)!

Więcej szczęścia praca Leonardo miała w sierpniu 1943 roku. Wtedy w budynek uderzyła bomba, która zniszczyła znaczącą część refektarza. Ściana z „Ostatnią Wieczerzą” pozostała jednak nietknięta (po lewej).

„Ostatnia Wieczerza” robi naprawdę spore wrażenie i warta jest wizyty. Zobacz ją, zanim w jakiś dziwny sposób nie zniknie z miejsca, w którym pracował włoski polimat.

W sezonie trzeba się sporo naczekać, bo chętnych jest mnóstwo, a do środka wpuszczają tylko 25 osób na 15 minut. Kwadrans wystarczy, aby docenić jedną z pereł renesansu.

Źródło:

Andrzej Kotarski

Skończyłem amerykanistykę na UJ, byłem doktorantem politologii, ale stwierdziłem - to nie dla mnie. Pomagam bratu (możecie go kojarzyć) przy Polimatach. Główne role? Zwłoki Napoleona, Anglik sikający na mur, szef mafii i kretyn/idiota! :)

Anonim napisał(a):

Wiele interesujących ciekawostek, o których do tej pory nie zdawałem sobie sprawy. Poza tym zawsze mi imponował w ludziach chęć zachowania swojej kultury i dziedzictwa mimo wojennej pożogi.