Polimaty podróżują z historią | Parowozy z Wolsztyna

W „Podróżach z historią” staramy się, abyście choć przez moment poczuli klimat dawnych czasów i przenieśli się do omawianej rzeczywistości. Często musimy sami kreować te historyczne realia. Jednak w przypadku nowego odcinka mieliśmy proste zadanie. Dlaczego?

Parowozownia w Wolsztynie to miejsce, które ciągle żyje w tradycyjnej rzeczywistości (powstała w 1907 roku). To nie muzeum, a wyjątkowy zakład pracy. Choć ruch na torach kolejowych w miażdżącej większości odbywa się już bez obecności ciężkich silników parowych, w Wolsztynie czas niejako się zatrzymał. I w taką wyjątkową podróż Was zabieramy.

Maszyniści wciąż ciągną do parowozów, choć ich obsługa to udręka. Po co się dodatkowo męczą? Tylko lokomotywy parowe dają poczuć prawdziwą kontrolę nad sprzętem. Trzeba dbać o paliwo, poziomy wody, ciśnienie. Bez naszej pracy, lokomotywa nie pojedzie. Efekty naszych działań widać bez zbytnich opóźnień. Jest trudno, ale daje to satysfakcję. Radek przekonał się o tym na własnej skórze, gdy własnymi rękoma pomagał ruszać się maszynie w tumanach pary.

Obecnie praca na parowozach jest i tak przyjemna w porównaniu do dawnych realiów. Niegdyś godziny pracy maszynistów znacząco wykraczały poza nasze współczesne wyobrażenie. Niczym dziwnym nie był miesięczny licznik ponad 200 godzin na wymagającej służbie. To 25 pełnych, 8-godzinnych dni roboczych w miesiącu. Rekordzista w 1927 roku pełnił nieprzerwaną służbę przez ponad… 42 godziny (prowadząc parowóz, przypominam). Ile w tym czasie pokonał kilometrów? Niecałe 500… Ich zadania wymagały ciągłego skupienia i zwracania uwagi na najdrobniejsze szczegóły. Wszelkie najmniejsze wykroczenia karano z najwyższą surowością.

Zimą pociągi stawały w zaspach i trzeba było godzinami czekać na ratunek. Stare przepisy zabraniały przy tym chować się do wagonów, dlatego maszyniści byli nie raz ofiarami ataków stad wilków… Dopiero w połowie XIX wieku ulżono pracownikom w formie budek maszynistów. Niemniej jednak zawód kolejarza przynosił prestiż, pewną pensję, godną emeryturę.

IMG_7802

W odcinku skupiamy się głównie na życiu pracowników kolei, ale nie zapominajmy też o równie ważnych osobach, czyli pasażerach. Teraz podróżowanie pociągiem jest coraz przyjemniejsze. Przywykliśmy już do ruchu maszyn po torach. Ale na samych początkach nie było to takie oczywiste. Pasażerom przyzwyczajonym do dłuuuuugich wojaży dyliżansami pociągi wydawały się zdecydowanie… za szybkie. Wyższe prędkości skracały czas podróży, ale też dawały wrażenie, że w razie wypadku jedziemy po niechybną śmierć. Inne okazały się także wrażenia z jazdy. W dyliżansie widać wysiłek koni, niemal każdy dźwięk podróży. Pociąg porusza się bezdusznie, pchany siłą niezrozumiałych maszyn, do których trudno zapałać głębszym uczuciem.

Ludzie nie czuli się też najlepiej ze świadomością, że są niejako masowym towarem do przewiezienia. Wielodniowa podróż dyliżansem zmuszała ich też do nawiązywania znajomości i rozmów ze współpasażerami. Parowe maszyny na torach popchnęły ludzi do indywidualnych rozrywek takich jak zagłębianie się w lekturze swojej książki.

DSC00066

Poza tym szalała propaganda antypociągowa. Plotki głosiły, że lokomotywy płoszą zwierzęta hodowlane. Krowy miały od nich tracić mleko, a kury przestawać znosić jaja. Działanie pociągów miało się też wiązać m.in. ze zwiększoną liczbą poronień u kobiet! Poza tym para z lokomotyw mogła przysłaniać niebo i powodować wieczną szarówkę. Oczywiście przewidywano także nieuchronną katastrofę, zagładę, pożogę w przypadku np. wybuchu kotła.

Jednak pociągi przetrwały i na dziesiątki lat stały się podstawowym środkiem lokomocji. To pociągom zawdzięczamy rozwój współczesnej turystyki, odkrywanie nowych zakątków świata i zwiększoną mobilność ludzkości. Dlatego odcinkiem z Wolsztyna oddajemy hołd tym niezwykłym maszynom!

DSC00131

 

 

Udostępnij:
Anonim napisał(a):

Szkoda że nie wiedzialem wczesniej że bedziesz w moim mieście