Polimaty podróżują z historią | Reguła cystersów

Radek w zakonie? Następny odcinek „Podróży z historią” (prawie) zrealizuje ten scenariusz! Odwiedziliśmy Pelplin, aby zobaczyć jak wygląda dawne opactwo zakonu cystersów. Dokładnie przyjrzeliśmy się ich zwyczajom.

Szlaki cysterskie są w Polsce bardzo rozległe. Znajdziemy je i na Pomorzu, i w Małopolsce, na zachodzie i w środkowej części kraju. Cystersi przywędrowali do nas z Francji, bo to w Cîteaux (łac. Cistercium) powstał ich klasztor – stąd nazwa. Cysterskie klasztory były określanem mianem „officina”, czyli pracownia/warsztat Boga. To dobrze oddaje myśl przewodnią tego zakonu. Cystersi pracę własnych rąk uznawali za przejaw dobrego działania na wzór Najwyższego. Udowadnia to też dewiza – „ora et labora”, czyli z łaciny „módl się i pracuj”.

Niełatwo było jednak żyć zgodnie z pierwotnymi, niezwykle rygorystycznymi zasadami zakonu. Wzorowali się na regule św. Benedykta, którą można w skrócie opisać następującymi słowami: ubóstwo, czystość, praca, posłuszeństwo i wiara – oczywiście.

Cystersem zostawało się na całe życie. Jak wyglądała ta praca, kuchnia i rozrywki, przedstawimy w odcinku. Należy jednak wiedzieć, że poza fizyczną harówką i godzinami modlitw, zakonników obowiązywały m.in. nakazy milczenia lub spanie na twardych posłaniach ze słomy.

Z tym spaniem nie było zbyt kolorowo. Brat zakonny musiał zbudzić się i stawić na nocną modlitwę o 4 nad ranem. Szedł później na chwilę dalszej drzemki (łącznie zwykle około sześciu-dziewięciu godzin snu), aby zacząć dzień około 6:30. Oczywiście także modlitwą i mszą. Później po pracy i modłach (w końcu „módl się i pracuj”) dopiero po 12 w południe przychodził czas na pierwszy posiłek. Dzień kończył się w okolicach 20:30. Wtedy klasztor zapadał w ciszę nocną.

IMG_6327

Surowa reguła sprawiła, że już na samym początku istnienia zakonowi groził upadek. Po prostu brakowało chętnych do wybrania takiego trybu życia. Dopiero talenty międzyludzkie i charyzma Bernarda z Clairvaux zapewniła wielowiekowy rozkwit cystersów.

Zasady funkcjonowania zakonu zabraniały także korzystania z usług pracy najemnej. Wszystko mieli wytwarzać we własnym sosie. Ale jak poradzić sobie z powiększającymi się terenami ziemskimi i rosnącej potrzebie rąk do działania? Tak wynaleziono (już na przełomie XI i XII wieku) instytucję tzw. konwersów. Byli to ludzie, którzy nie składali pełnych ślubów zakonnych, ale godzili się na podleganie zakonnej karności. Także nosili habity, choć nieco inne niż cystersi. Ze względu na gęste owłosienie twarzy nazywani byli „brodatymi braćmi”. Mieli do dyspozycji osobne miejsca w kościele, osobną jadalnię i skrzydło mieszkalne w klasztorze. Mogli pospać nieco dłużej i mniej rygorystycznie pościli. Wszystko ładnie, ale po co ktoś miałby pisać się na życie zakonne bez zostania faktycznym zakonnikiem? Konwersi brali się zwykle z ludności wiejskiej. W klasztorze ich życie było znacznie lepsze niż los zdany na łaskę ówczesnych feudałów. Cystersi zapewniali im godny byt na odpowiednim poziomie. Dlatego liczba konwersów stale rosła i w końcu przebiła nawet liczbę zakonników.

Część cysterskich obowiązków przejmie na siebie także Radek. Jak zniesie zakonne życie? Przekonajcie się 15 maja o 11:40 w TVP2! :)

IMG_5975

 

 

 

 

Udostępnij: