Pokopana historia futbolowych Mistrzostw Europy

EURO 2016 już w pierwszym meczu stało się historyczne dla Polski. Biało-czerwoni zapisali inauguracyjną wygraną w finałach piłkarskich Mistrzostw Europy. Pisanie historii jest zabawne, prawda? :)

Trzeba jednak uczciwie przyznać, że wcześniej Polacy z rzadka robili coś godnego większej uwagi w kontekście turniejów o prymat w Europie. Dlatego tutaj przyjrzymy się innym momentom, które stworzyły legendę EURO. I nie będzie to tylko wspomnienie wielkich mistrzów i zawodników dla fanów futbolu. Bo sport bardzo często nachodzi na inne fascynujące wątki – politykę, psychologię lub matematykę. Dlatego nawet jeśli nie śledzisz każdego meczu przed telewizorem, znajdziesz tu coś dla siebie, obiecuję! :)

Współczesne mistrzostwa Europy – podobnie jak cała dyscyplina – zdecydowanie różnią się od pierwotnych założeń. (O tym mówi nowy odcinek Polimatów) Pierwsze rozgrywki międzynarodowe o tytuł najlepszej drużyny Starego Kontynentu z 1960 roku miały nawet inną nazwę – był to Puchar Narodów Europy. Ledwo udało się nawet namówić wymagane minimum państw do wzięcia udziału w eliminacjach i tylko seria zgłoszeń na ostatnią chwilę uratowała rozgrywki. Jednak tamte zawody zupełnie zignorowały potęgi takie jak Niemcy Zachodnie, Włochy i Anglia. Dziś w finałach mistrzostw Europy gra 24 ekip na przestrzeni miesiąca. W 1960 roku finały zamknęły się w czterech meczach na przestrzeni pięciu dni. Myśl marketingowa dopiero się rodziła – w końcu więcej meczów, to więcej widzów, co za tym idzie sponsorów, itd. Na początku nie zawracano sobie tym głowy.

Polityczne gierki

Tamte pierwsze rozgrywki wygrała ekipa ZSRR, która miała jednak mocno ułatwione zadanie. W ostatniej fazie eliminacji mieli grać z silną Hiszpanią. Do meczu nie doszło za sprawą czystej polityki. Generał Franco nie mógł sobie wyobrazić goszczenia u siebie komunistów oraz posyłania swoich piłkarzy do Moskwy. Hiszpanie musieli więc oddać rywalizację walkowerem. Cztery lata później los ponownie połączył obie ekipy. Tym razem już na etapie wielkiego finału mistrzostw organizowanych w Hiszpanii. Franco nie miał wyjścia i musiał zapewnić wjazd radzieckiej kadrze. On i 80 tysięcy innych kibiców w Madrycie oglądało jak Hiszpanie pokonują ZSRR 2:1.

Generał Francisco Franco uwielbiał wykorzystywać futbol w swojej polityce

W tej samej edycji (ME 1964) z powodów politycznych nie odbył się dwumecz w eliminacjach między Grecją i Albanią, które były oficjalnie w stanie wojny. O wpływie polityki na futbol pisałem także tutaj. Inną polityczną ciekawostką jest fakt, że całe podium pierwszych mistrzostw Europy z 1960 roku zajęły państwa, które kilkadziesiąt lat później przestaną istnieć – Związek Radziecki, Jugosławia i Czechosłowacja.

Polityka wpłynęła również na najbardziej niespodziewany wynik w historii EURO. W 1992 roku rozgrywki wygrała bowiem Dania, która… wcale miała w nich nie wystąpić. Dlaczego?

Tamte mistrzostwa przypadły na moment przełomu w Europie. Rozpadł się Związek Radziecki, a połączyły Niemcy. Jugosławią wstrząsnęły natomiast wojny o niepodległość. Wcześniej pod jednym szyldem startowali Serbowie, Chorwaci, Bośniacy, itd. O wspólnej reprezentacji w obliczu wojny domowej nie było mowy. Dlatego Europejska Federacja Piłkarska nie dopuściła obciążonej sankcjami ONZ Jugosławii do startu w mistrzostwach. Jej miejsce zajęli Duńczycy, którzy o swoim „awansie” dowiedzieli się dwa tygodnie przed początkiem turnieju!

Sensacyjni herosi

Standardowe przygotowania do tak ważnych zawodów to zgrupowanie, sparingi, wspólne szlifowanie zagrań. W czasie, gdy reszta się szykowała, Duńczycy wylegiwali się na wakacjach. To była era przed smartfonami i Facebookiem, (wyobrażacie sobie tak bezsensowne czasy?? :) dlatego zebranie ich z plaż na mistrzostwa Europy było kilkudniowym wyzwaniem. Dlatego Dania pojechała niemal bez przygotowań. W pierwszym meczu z marszu zremisowała, ale drugi już przegrała – zgodnie z oczekiwaniami. Sensacyjnie jednak pokonała faworyzowaną Francję w trzecim spotkaniu i weszła do półfinału. Tam Duńczycy trafili na Holendrów – obrońców tytułu mistrza Europy. W serii rzutów karnych po dogrywce legendarny bramkarz Peter Schmeichel odbił jedną z jedenastek i droga do finału stanęła otworem.

Tu możecie zobaczyć inny wyczyn Schmeichela – reklamę bekonu uznawaną za jedną z dziwniejszych z udziałem sportowców. Śpiewający Robert Lewandowski to przy tym nic :)

W finale czekali Niemcy – ówcześni mistrzowie świata. Limit szczęścia się skończył? Nie! Duńczycy wygrali 2:0, a decydującego gola strzelił Kim Vilfort, który w czasie zawodów jeździł do Danii towarzyszyć córce chorej na białaczkę… Jego kolega z zespołu w trakcie turnieju także musiał na chwilę opuścić zespół, bo miał zaplanowany… własny ślub. Tak rozkojarzona i zebrana naprędce ekipa wstrząsnęła Europą!

Szaleństwo niedawnych plażowiczów

Równie sensacyjny okazał się triumf Grecji w 2004 roku. O ile Duńczycy mieli w 1992 roku znanych zawodników w swoich szeregach, tak dla Grecji biegali co najwyżej przeciętni wyrobnicy. Przed turniejem za ich zwycięstwo płacono 150 funtów za jednego postawionego. Grecja jednak topornie przepchnęła się przez kolejne fazy. (głównie wygrywając 1:0 i zanudzając widzów, ale zwycięzców się podobno nie sądzi…) W ten sposób zagięła bukmacherów.

Wskaźnik Grecji blednie jednak przy tegorocznym dokonaniu klubu Leicester City w Anglii. Zespół, który sezon wcześniej cudem utrzymał się w lidze i był w gronie faworytów do spadku, 12 miesięcy później zaszokował wszystkich i wygrał rozgrywki zdominowane przez bogaczy z Manchesteru i Londynu. Jeśli ktoś przed sezonem postawił na nich funta, otrzymał w zwrocie aż 5000! Za równie prawdopodobne bukmacherzy uznali: odnalezienie żywego Elvisa Presleya, udowodnienie istnienia Yeti lub potwora z Loch Ness lub to, że w 2020 roku prezydentem USA zostanie Kim Kardashian. Wnioski wyciągnijcie sami.

Ta pani zgarnęła 10 000 funtów za 2 postawione na Leicester…

Karny nie z tego świata

Najbardziej dramatyczne rozstrzygnięcie o złotym medalu na mistrzostwach Europy przytrafiło się jednak w 1976 roku. Ten moment stał się symbolem całej historii EURO. Co stało się podczas finału w Belgradzie?

Tam Czechosłowacy rywalizowali z Niemcami Zachodnimi o prymat w piłkarskiej Europie. Po dogrywce utrzymywał się remis 2:2, który Niemcy wyrwali w ostatnich sekundach regulaminowego czasu gry. Wszystko wydawało się iść zgodnie z zasadą, którą ładnych parę lat później skleci angielski napastnik Gary Lineker:

„Piłka nożna to taka gra, w której 22 mężczyzn biega za piłką, a na końcu i tak wygrywają Niemcy.”
Gary Lineker

Nieco inny pomysł miał jednak Antonin Panenka. Podszedł do karnego ze świadomością, że jego gol da Czechosłowakom sensacyjną wygraną. Musi tylko – i aż – pokonać genialnego bramkarza Seppa Maiera. Co robi Panenka? Strzela z całej siły w róg? Nieee… On robi dynamiczny nabieg, ale gdy bramkarz już rzuca się w stronę słupka, delikatnie podcina piłkę. Ta leniwie wpada do bramki, a Maier tylko odprowadza ją wzrokiem. Nie ma czasu na ponowną interwencję.

Pomyślcie jakie trzeba mieć nerwy, żeby zdecydować się na tak ryzykowny strzał. I to w stylu, którego w meczu o podobną stawkę nie widział nikt. Koledzy z reprezentacji odradzali mu tego typu uderzenie, choć Panenka szlifował je już kilka lat w klubie, regularnie wygrywając w ten sposób… piwo i czekolady w zakładach z bramkarzem.

Panenka wygrał i zapisał się na zawsze w historii sportu. Odtąd jego nazwisko pada za każdym razem, gdy ktoś próbuje podobnej podcinki z rzutu karnego. A miał wielu naśladowców. Niektórzy zrobili to pięknie jak Zinedine Zidane (finał MŚ 2006) lub Andrea Pirlo (ćwierćfinał EURO 2012) i ośmieszyli renomowanych bramkarzy.

Ale ośmieszyć może się sam strzelec, bo źle wykonana lub odczytana próba z dziecinną łatwością kończy w rękawicach bramkarza.

Czechosłowacy dostali się na finały EURO 1976 po wygranej z ZSRR. W tamtym czasie sportowe spotkania krajów demoludu z wielkim bratem z ZSRR były często niemal zamiennikiem wojny. Pozwoliły upuścić nieco zepsutej krwi. Czechosłowacy byli szczególnie zmotywowani po wydarzeniach praskiej wiosny i inwazji ZSRR z 1968 roku.

Ale i tak piłkarze obu ekip zachowywali się jak dżentelmeni w porównaniu do graczy water polo na Igrzyskach Olimpijskich w Melbourne w 1956 roku. Tam w półfinale zmierzyli się Węgrzy i ZSRR, tuż po pacyfikacji powstania węgierskiego z tego samego roku. Mecz ten nazywany jest „Krwią w wodzie”, bo rywale nie szczędzili sobie brutalnych fauli, których podtekst wychodził daleko poza sport. Podobno po starciu niektórzy zawodnicy kończyli nawet z ponadrywanymi genitaliami. Jeśli kogoś to interesuje, wygrali Węgrzy…

Efekty meczu Węgry – ZSRR z 1956 r.

Gdy decydują pieniądze (rzucone w powietrze)

Karne – jak w przypadku strzału Panenki – są dla nas oczywistym i emocjonującym sposobem rozstrzygania impasu na boisku. Choć niektórzy twierdzą, że są loterią, to jednak sprawdzają umiejętności strzeleckie i bramkarskie. Co działo się jednak przed epoką rzutów karnych? Czasami – nawet do dziś – po prostu powtarza się mecze. Taką powtórką rozstrzygnął się finał Mistrzostw Europy z 1968 roku, gdy po remisie w pierwszym starciu w drugim lepiej zagrali Włosi. Ale co, gdy nie przewidziano powtórki? Wtedy często decydował ślepy los i… rzut monetą. Przekonali się o tym ci sami Włosi w półfinale mistrzostw z 1968 roku.

Po wyrównanym meczu ze Związkiem Radzieckim wciąż utrzymywał się remis, więc w ruch poszły pieniądze – i to wcale nie na łapówki! Przed wyrzuceniem monety trwały spory nawet o to jakiej waluty użyć! Odpadła i peseta, i rubel, i dolar. Padło na holenderskiego guldena, który pofrunął w powietrze.

W szatni obecni byli kapitanowie obu zespołów. Kibice na stadionie o rozstrzygnięciu dowiedzieli się, gdy kapitan Włochów triumfalnie wbiegł na murawę z dobrą dla siebie wiadomością. Istnieją nawet niepotwierdzone przekazy, że podczas pierwszej próby losowania zaginęła moneta i trzeba było rzucić kolejną, która wskazała na Włochów. Podobno jeden z sędziów miał później znaleźć tę pierwotną monetę, która… wskazałaby na ZSRR.

Wydarzenia z 1968 roku sprawiły, że moneta przestała decydować o tak ważnych meczach, a jej miejsce zajęły właśnie karne. Ale moneta wciąż jest obecna na boisku – za jej pomocą m.in. wybiera się zespół, który rozpocznie mecz. Do dziś wiele sporów rozstrzygają właśnie orzeł i reszka – w czasach starożytnego Rzymu nazywane „statkiem i głową” od wizerunków na niektórych monetach. Wiecie, że rzut monetą zadecydował także m.in. o nazwie amerykańskiego miasta Portland w stanie Oregon? Gdyby los chciał inaczej, to miasto równie dobrze mogłoby się nazywać Boston. Czy to przypadek, że Portland w USA słynie z fanatycznej miłości do piłki nożnej?

Gole Portland Timbers świętowane są przez ścinanie pnia piłą mechaniczną!

Wszystkie ekipy na EURO 2016 walczą o puchar imienia francuskiego działacza sportowego Henri Delaunay’a, który był głównym pomysłodawcą rywalizacji o mistrzostwo Europy. Pierwsze mistrzostwa, tak jak w tym roku, również odbyły się we Francji. Warto zauważyć też, że wielkie sportowe wydarzenia zrodziły się w głowach Francuzów – obok mistrzostw Europy, piłkarskie mistrzostwa świata wymyślił Jules Rimet, a nowożytnie igrzyska olimpijskie Pierre de Coubertin. Coś jest w tym powietrzu nad Sekwaną lub w żabich udkach popijanych szampanem, że we francuskich głowach kołaczą się tak znakomite pomysły…

Pamiętaj jeszcze o najnowszym odcinku Polimatów! :)

Źródła:

Udostępnij: