Meduzy – morskie parzące parasole

Płynąc zabijają wszystko na swojej drodze, nawet organizmy, którymi się nie odżywiają. Zużywają bardzo dużo tlenu, dramatycznie przebudowując stan środowiska. Meduzy to piękne i dostojne, bierne drapieżniki.

Znaczna ich część jest jednak niebezpieczna dla człowieka. Szczęśliwie nasze bałtyckie chełbie modre są całkiem nieszkodliwe.

W łańcuchu pokarmowym meduzy nie mają wielu konkurentów, ale same – ze względu na silny jad – są nieświadomymi konkurentami ryb, bo niszczą pokarm, którym ryby mogłyby się same żywić. Zakwit meduz ma bezpośredni wpływ na stan środowiska, zmieniając skład planktonu. Ma też znaczący wpływ na rybołówstwo. Niewiele organizmów żywi się meduzami. W ciepłym klimacie organizmami galaretowatymi raczą się żółwie. W Arktyce są to pojedyncze gatunki ryb, a niektóre organizmy zjadają je przypadkowo.

Meduzy są biernymi drapieżnikami, tzn. pływają z rozciągniętymi czułkami, które pokrywają gigantyczne obszary. Niewielka meduza może mieć kilkumetrowe czułki, które zabijają jednym dotknięciem. I nie jest tak, że meduza widzi rybę i atakuje – wszystko na trasie meduzy jest likwidowane.

– Parzydełka meduz to pojedyncze komórki, które w kontakcie z tkanką ofiary wystrzeliwują długą „nitkę” zakończoną harpunem. Harpun wbija się pod skórę i przekazuje impuls do komórki, żeby wydzieliła jad. Jad „nitką” dostaje się do ciała ofiary. Przy czym na jednym czułku są miliony komórek parzydełkowych, więc można sobie wyobrazić, jak duży potencjał mają czułki meduzy, skoro do unieszkodliwienia jednego mikroorganizmu planktonowego wystarczy teoretycznie jedna komórka – mówi ekspert badania meduz, Maciej Mańko z Instytutu Oceanografii Uniwersytetu Gdańskiego.

Jak wyjaśnia, meduza to pojęcie ogólne. Na galaretowaty zooplankton składają się proste zwierzęta – nieco bardziej złożone parzydełkowce lub żebropławy, czyli ogólnie drapieżna masa galarety, do której często zalicza się też filtratory – pelagiczne osłonice. Meduzy są bliskimi kuzynami koralowców.

Nasza bałtycka meduza, czyli chełbia modra należy do grupy scyfomeduz dzielącej się na prawie 200 gatunków. Niektóre scyfomeduzy są gigantyczne i dorastają do wielkości parasola mierzącego powyżej 2 metrów, ważą wtedy nawet 200 kg. Takich parzydełkowców oczywiście nie ma w Bałtyku, za to występują w Morzu Japońskim i stanowią tam wielki problem.

– Organizmy planktonowe bardzo dynamicznie odpowiadają na zmiany w środowisku, więc kiedy warunki im sprzyjają, pojawia się zakwit meduz – taki jak zakwity glonów. Zakwit meduz może być gigantyczny, przed 3 laty obserwowaliśmy u wybrzeży Norwegii zakwit o powierzchni 4 km na 6 km. Nie da się obronić przed takimi meduzami, więc cała ta wielka ławica meduz wpłynęła na farmy łososiowe, zabiła wszystko, co tam żyło. Straty oszacowano na kilka miliardów dolarów – opowiada Maciej Mańko.

Wszystkie meduzy parzą, choć niektóre tak nieznacznie, że możemy tego nie odczuć. Siła parzydełek zmienia się w zależności od tego, czym taka meduza się odżywia – czy to są drobne skorupiaki, które żyją w planktonie, czy są to większe kręgowce. Meduzy, które parzą tylko małe zwierzęta, nie potrzebują dużo jadu.

W kontakcie z człowiekiem są zupełnie niegroźne, sporadycznie zdarzają się drobne odczyny alergicznie. Jad jest substancją chemiczną, więc niektórzy mogą mieć nań uczulenie. Meduzy żyjące w Morzu Bałtyckim przystosowały się do środowiska życia bardzo ubogiego w plankton, więc podczas wakacyjnych kąpieli jesteśmy bezpieczni.

Źródło: www.naukawpolsce.pap.pl

Udostępnij: