Pilot zwany „Diabłem”

Baza Sił Powietrznych Cesarskiej Marynarki Wojennej, Lae, Papua Nowa Gwinea, 17 maja 1942 roku, godzina 21:00.
Dowódca dywizjonu porucznik Junichi Sasai zwany był przed podwładnych „Latającym Tygrysem” od sprzączki pasa w kształcie głowy wielkiego kota – podarunku od ojca, który zawsze nosił. Mimo tej groźnie brzmiącej ksywki był człowiekiem bardzo łagodnym. W przeciwieństwie do innych dowódców, którzy wierni hierarchii służbowej i kastowemu systemowi społecznemu traktowali swoich pilotów z wyższością, Sasai traktował swoich podwładnych jak ojciec. No, może nie jak ojciec, ale starszy brat na pewno.

Po bazie krążył dowcip, że porucznik Sasai nigdy się nie denerwuje, bo po prostu nie wie, jak to się robi.
Trzech pilotów wyprężonych na baczność w jego gabinecie właśnie przekonywało się na własnej skórze, że ten dowcip miał niewiele wspólnego z prawdą.

Blady z wściekłości porucznik Sasai trzymał w ręku jakiś papierek i gwałtownie nim potrząsał.
– Czy wy wiecie co to jest???!!! Nie???!!! To ja wam powiem!!! To jest ulotka, którą nieprzyjacielski myśliwiec zrzucił godzinę temu nad naszą bazą!

Zaczął ją czytać. Ulotka była w języku angielskim i porucznik czytał powoli, tłumacząc ją na japoński. Trzej wyprężeni na baczność piloci zaczęli przygryzać wargi, by nie wybuchnąć śmiechem. Wszyscy trzej pomyśleli to samo. Kara za dzisiejszy wyczyn ich nie minie, ale… warto było!

Hiroyoshi Nishizawa urodził się w styczniu 1920 roku w górskiej wiosce w prefekturze Nagano w rodzinie dyrektora lokalnej gorzelni sake. Po ukończeniu szkoły zaczął pracować w tkalni. Kiedy miał 16 lat zobaczył plakat zachęcający młodych Japończyków do wstąpienia w szeregi Yokaren – rezerwy lotnictwa wojskowego. W marcu 1939 roku ukończył szkolenie i rozpoczął służbę w dywizjonach Oita, Omura i Sakura. W październiku 1941 roku dołączył do Grupy Lotniczej Chitose.

W styczniu 1942, już po ataku na Pearl Harbor i rozpoczęciu wojny ze Stanami Zjednoczonymi dywizjon, w którym służył został przeniesiony na lotnisko Vanukanau na Nowej Brytanii – jednej z wysp Archipelagu Bismarcka na wschód od Papui Nowej Gwinei. W tym czasie latał na przestarzałych myśliwcach Mitsubishi A5M. Niedługo jednak – jeszcze w tym samym miesiącu piloci otrzymali nowe myśliwce A6M2 „Zero”.

Mitsubishi „Zero” (według amerykańskiej nomenklatury wojskowej – „Zeke”) był samolotem niezwykle zwrotnym i w początkowej fazie wojny przewyższał pod względem osiągów wszystkie alianckie myśliwce obecne w rejonie Pacyfiku. Miał jednak także wady.

Najpoważniejszą była wrażliwość na uszkodzenia. Konstruktorzy samolotu świadomie zrezygnowali z opancerzenia kabiny oraz zastosowania samouszczelniających się zbiorników paliwa. Wskutek tego „Zero” spadał w płomieniach w dół po jednej dłuższej celnej serii z karabinów maszynowych alianckiego myśliwca. Nie imponował także uzbrojeniem – miał dwa działka kalibru 20 mm umieszczone w skrzydłach i dwa karabiny maszynowe zamontowane w kadłubie i zsynchronizowane ze śmigłem.

Nishizawa zgłosił swoje pierwsze zwycięstwo w powietrzu już 3 lutego 1942 roku. Lecąc swoim „Zerem” nad Rabaul zauważył dwie latające łodzie typu Catalina należące do Australijskich Sił Powietrznych. Zaatakował jedną z nich i zniszczył jeden z jej silników. Patrząc na tracący wysokość samolot ciągnący za sobą smugę dymu uznał, że nie ma on szans na dolecenie do bazy, więc po powrocie do Vanukanau zgłosił swoje pierwsze zestrzelenie.

Catalina nie spadła jednak do morza. Jej pilot, porucznik G. E. Hemsworth zdołał dolecieć na jednym silniku do Port Moresby i bezpiecznie wylądować.

Przez kolejny miesiąc Nishizawa ze swoim dywizjonem patrolowali przestrzeń powietrzną wokół Archipelagu Bismarcka i kilkakrotnie starli się z Amerykanami uzyskując sześć zestrzeleń, z których jedno zgłosił przyszły as.

24 marca podczas misji nad Port Moresby Nishizawa zestrzelił australijski myśliwiec, który zidentyfikował jako Spitfire. W tamtym czasie jednak Australijskie Siły Powietrzne nie dysponowały myśliwcami tego typu. Japoński pilot najprawdopodobniej posłał na ziemię Warhawka P-40.

W tym samym czasie japońskie oddziały zajęły północną część Papui – Nowej Gwinei i utworzyły tymczasowe lotnisko w Lae. 1 kwietnia dywizjon Nishizawy został tam przekierowany i włączony w skład Grupy Lotniczej Tainan.

Warunki w Lae były koszmarne. Lotnisko składało się z prowizorycznego pasa startowego wyrąbanego w dżungli i nędznych, pełnych robactwa baraków, w których zakwaterowano pilotów. Miało za to jedną ważną zaletę – znajdowało się w odległości zaledwie 180 mil od „gniazda alianckich szerszeni”, czyli od Port Moresby.

11 kwietnia grupa japońskich myśliwców natknęła się tam na cztery amerykańskie Airacobry. Jako pierwszy zaatakował je Saburo Sakai i po krótkiej walce strącił dwa wrogie myśliwce. Kolejnego strącił Nishizawa. Ostatnia Airacobra próbowała uciec, ale dopadł ją inny japoński pilot – Toshio Ota.

Krótko potem Sakai, Ota i Nishizawa zostali najbliższymi przyjaciółmi. Zawsze latali razem i wśród innych pilotów szybko zyskali nazwę „Tria Czyścicieli” od sprawności, z jaką „czyścili” niebo z alianckich samolotów.

Sakai (górny rząd, po prawej), Ota (dolny, lewa) i Nishizawa (dolny, prawa)

Nishizawa różnił się od swoich przyjaciół zarówno wyglądem, jak i charakterem. Był bardzo wysoki jak na Japończyka i przeraźliwie chudy. Za nic nie mógł przyzwyczaić się do tropikalnego klimatu – był wiecznie dręczony przez malarię i choroby skóry. W odróżnieniu od Oty i Sakai był bardzo małomówny i spokojny, nigdy nie uzewnętrzniał swoich uczuć. Poza tymi dwoma pilotami z nikim się nie przyjaźnił.

Za to za sterami „Zera” stawał się wcielonym demonem. Ota i Sakai również byli asami lotniczymi, ale to, co z myśliwcem wyrabiał Nishizawa sprawiało, że nawet im opadały szczęki.

– Jego akrobacje zapierały dech w piersiach i niemal przyprawiały nas o atak serca. Były całkowicie nieprzewidywalne, skrajnie karkołomne. Niemal przeczyły prawom fizyki – wspominał Sakai.

Nishizawa miał także sokoli wzrok. Dostrzegał nieprzyjacielskie samoloty z olbrzymich odległości, na długo przed swoimi kolegami.

Właśnie ze względu na te niezwykłe cechy towarzysze nazwali go „Diabłem”.

Nishizawa szybko udowodnił, że w pełni zasługuje na ten przydomek – w ciągu trzech dni (1-3 maja 1942 roku) zestrzelił sześć amerykańskich maszyn. Potem z niewielu lotów bojowych powracał bez zwycięstwa.

W pierwszej połowie maja tropikalne deszcze uniemożliwiły loty z Lae. Piloci nudzili się w swoich nędznych kwaterach i słuchali australijskiej stacji radiowej. Właśnie leciał „Danse Macabre” Camilla Saint-Saensa.

– Słyszeliście, że jutro mamy lecieć nad Port Moresby? Może byśmy odtańczyli tam nad lotniskiem „Taniec Śmierci”? – odezwał się milczący dotąd „Diabeł”.

Ota i Sakai spojrzeli na niego ze zdumieniem.
– Co masz na myśli?
– Kiedy rozpoczniemy odwrót oderwijmy się od formacji pod jakimś pretekstem, wróćmy nad lotnisko w Port Moresby i wykręćmy parę pętli nad nim. Wyobrażacie sobie miny Ozików i Jankesów? – wyjaśnił Nishizawa.

Ota i Sakai mieli pewne wątpliwości, ale w końcu zgodzili się.

Następnego dnia, 17 maja 1942 roku porucznik Tadashi Nakajima poprowadził dywizjon nad Port Moresby. Doszło do starcia z amerykańskimi Airacobrami i po krótkiej walce Japończycy zestrzelili pięć maszyn sami tracąc dwie. Podczas odwrotu Sakai lecący jako skrzydłowy Nakajimy zameldował dowódcy, że zauważył jeszcze jedną wrogą maszynę i
oderwał się od dywizjonu. Nad Port Moresby czekali już na niego Ota i Nishizawa. Lecąc we trójkę wykręcili sześć ciasnych pętli tuż nad alianckim lotniskiem. W ich stronę nie poleciał ani jeden pocisk. Australijczycy i Amerykanie z otwartymi ustami podziwiali popis trzech japońskich myśliwców.

Tego samego dnia o godzinie 21:00 cała trójka została wezwana do kwatery ich bezpośredniego przełożonego, porucznika Junichi Sasai. Ten, blady z wściekłości odczytał im ulotkę zrzuconą nad lotniskiem przez nieprzyjacielski myśliwiec.

Do dowódcy bazy w Lae,
Z podziwem oglądaliśmy dzisiaj popis trzech japońskich pilotów, którzy zaprezentowali wspaniałe akrobacje nad naszym lotniskiem. Przepraszamy, że nie zorganizowaliśmy im właściwego powitania. Chcemy ich zaprosić ponownie. Zapewniamy, że tym razem zostaną właściwie przywitani.

Trzej piloci z trudem ukrywali rozbawienie, którego ich dowódca bynajmniej nie podzielał. Kary ich nie minęły, ale cała trójka uznała, że było warto.

Tydzień później Amerykanie postanowili zbombardować bazę w Lae. Rajd sześciu średnich bombowców B-25 Mitchell spotkał się jednak ze zdecydowaną odpowiedzią Japończyków. „Diabeł” zestrzelił dowódcę formacji, Ota dopadł drugiego, Sakai „zaliczył” aż dwa bombowce, a piątego zestrzelił ich dowódca, porucznik Sasai. Tylko jeden z B-25 uszedł z życiem.

Na początku sierpnia 1942 roku Grupa Lotnicza Tainan została skierowana do bazy w Rabaul na Nowej Brytanii i natychmiast rozpoczęła działania przeciwko Amerykanom, którzy uderzyli na Guadalcanal. Japońscy piloci starli się w walce z amerykańskimi myśliwcami startującymi z lotniskowców.

7 sierpnia 1942 roku, w dniu kiedy Amerykanie rozpoczęli inwazję „Diabeł” zestrzelił pięć myśliwców F4F Wildcat i ciężko uszkodził szósty. Tym szóstym był Wildcat pilotowany przez porucznika Herberta Browna. Pociski z „Zera” Nishizawy podziurawiły osłonę kabiny i raniły pilota w udo. „Diabeł” zrównał się ze swoją ofiarą, popatrzył na rannego pilota, zamachał skrzydłami i odleciał. Prawdopodobnie pomyślał, że uszkodzony myśliwiec nie wróci już na swój lotniskowiec. Mylił się. Porucznik Brown zdołał utrzymać maszynę w powietrzu i wylądować na USS „Saratoga”.

Następnego dnia na Nishizawę spadł ciężki cios – jego najbliższy przyjaciel Saburo Sakai został ciężko ranny. Zbliżył się od tyłu do formacji amerykańskich samolotów, które mylnie uznał za Wildcaty. Były to jednak bombowce torpedowe Avenger, których tylni strzelcy natychmiast otworzyli ogień do japońskiego samolotu. Jeden z pocisków uderzył japońskiego pilota w głowę oślepiając go.

Nishizawa zauważył brak samolotu Sakai i ruszył na poszukiwania. Przeczesywał niebo nad Pacyfikiem, ale nigdzie nie mógł dostrzec przyjaciela. Zaczęła go ogarniać czarna rozpacz. Nie miał już amunicji, ale gdyby napotkał na drodze jakiś amerykański samolot był gotów staranować go. W końcu ochłonął i wrócił do bazy.

Ku zdziwieniu wszystkich Sakai przeżył i mimo ran zdołał dolecieć do Rabaul. Natychmiast trafił do szpitala, a później został ewakuowany do Japonii. Stracił oko, ale w 1944 roku wrócił do służby operacyjnej.

Walki nad Guadalcanal kosztowały Japończyków drogo. Pod koniec sierpnia 1942 roku poległ porucznik Sasai, a w październiku zginął Toshio Ota – drugi najbliższy przyjaciel „Diabła”.

Amerykańscy marines podczas odpoczynku przy walkach nad Guadalcanal

On sam został w listopadzie odwołany do Japonii, by szkolić młodych pilotów. W tym czasie miał na koncie około 55 zestrzelonych samolotów wroga.

Szkolenie młodych kadetów zupełnie mu nie odpowiadało. Często skarżył się na to swojemu przyjacielowi Sakai, który ciągle przebywał na rekonwalescencji po ranach odniesionych w sierpniu. Chciał znów zasiąść w kabinie myśliwca i ruszyć na polowanie.

Na południowy Pacyfik wrócił w maju 1943 roku i jako pilot 251. Dywizjonu ponownie patrolował niebo nad Nową Gwineą i Wyspami Salomona. Walki z australijskimi, nowozelandzkimi i amerykańskimi pilotami przyniosły mu nowe zwycięstwa. Za swoje osiągnięcia otrzymał samurajski miecz – katanę z wyrytymi słowami Buto Batsugun („Za szczególne męstwo na polu walki”). W październiku 1943 roku został ponownie odwołany do Japonii, a miesiąc później  dostał awans na stopień chorążego. W tym czasie miał już na koncie 85 zwycięstw.

Skierowano go jako instruktora do Grupy Lotniczej Oita, ale szczerze nie znosił tej pracy, co szybko zostało zauważone przez przełożonych. W lutym 1944 roku otrzymał przydział do 210. Dywizjonu broniącego Wysp Kurylskich przed atakami amerykańskich bombowców.

W tym czasie Japończycy już od ponad roku znajdowali się w defensywie na Pacyfiku. Amerykanie systematycznie odbijali kolejne wyspy i nieubłaganie parli naprzód. Nishizawa został przerzucony ze swoim dywizjonem na lotnisko Mabalacat na filipińskiej wyspie Cebu.

25 października 1944 roku eskortował pierwszy rzut samobójców kamikaze przeciwko grupie amerykańskich okrętów u wybrzeży Filipin. Podczas misji zestrzelił dwa Hellcaty podnosząc swój osobisty rekord do 87 strąconych samolotów wroga. Atak kamikaze okazał się skuteczny – z pięciu samolotów pilotowanych przez samobójców cztery uderzyły w lotniskowiec eskortowy USS „St. Lo” zatapiając go.

Po powrocie do bazy zgłosił swojemu dowódcy, pułkownikowi Nakajimie gotowość do wzięcia udziału w kolejnej samobójczej misji. Tym razem nie jako eskorta, ale jako jeden z kamikaze. Motywował to tym, że podczas lotu miał wizję, według której i tak zginie następnego dnia. Chciał więc, by jego śmierć nie poszła na marne. Pułkownik Nakajima oczywiście odmówił nie chcąc tracić tak doskonałego pilota i zrugał go za opowiadanie bzdur.

Następnego dnia „Diabeł” wraz z kilkoma pilotami wsiadł na pokład bombowca jako pasażer. Mieli lecieć na wyspę Luzon, by odebrać dostawę nowych myśliwców „Zero”. W tym samym czasie do myśliwca zazwyczaj pilotowanego przez Nishizawę wsiadł Tomisaku Kutsamata. Kilkadziesiąt minut później jako kamikaze wbił się w kadłub lotniskowca USS „Suwannee” ciężko go uszkadzając.

Kiedy bombowiec z Nishizawą na pokładzie znajdował się nad wyspą Mindoro został zaatakowany przez dwa amerykańskie Hellcaty z lotniskowca USS „Wasp”. Jeden z nich, pilotowany przez porucznika Harolda Newella wpakował w niego długą serię z karabinów maszynowych. Bombowiec zapalił się i spadł korkociągiem w dół, rozbijając się gdzieś w dżungli.

Hiroyoshi Nizhizawa zwany „Diabłem”, niepokonany jako pilot myśliwca zginął jako bezsilny pasażer bombowca.

Podaje się, że miał na koncie 87 zestrzelonych samolotów wroga, ale jest to liczba dyskusyjna. Japończycy w przeciwieństwie do Amerykanów, Brytyjczyków, czy Niemców nie przypisywali zwycięstw indywidualnym pilotom, tylko dywizjonom i grupom lotniczym. Ustalenie prawdopodobnej liczby zestrzeleń danego pilota wymagało porównywania zapisków i zeznań świadków, co robiono już po wojnie. Skutkiem tego liczby te są mało dokładne.

Z całego „Tria Czyścicieli” wojnę przeżył tylko Saburo Sakai, który zestrzelił 64 wrogie maszyny. Po wojnie został buddystą i przysiągł, że nigdy nie zabije żadnej istoty, nawet komara. Założył małą drukarnię i z tego utrzymywał rodzinę. Kilkakrotnie odwiedził Stany Zjednoczone, gdzie był podejmowany z honorami. Spotkał się z byłymi pilotami wojskowymi, którzy podobnie jak on walczyli na Pacyfiku. Służył także swoimi radami twórcom gry komputerowej „Combat Flight Simulator 2″. Zmarł 22 września 2000 roku na atak serca po uroczystym obiedzie wydanym na jego cześć w bazie Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych w Japonii.

Źródło:

  • Jon Guttman, Hiroyoshi Nishizawa Japan’s World War II Ace of Aces, Aviation History, 07/1998.
  • Mike Spick, Asy światowego lotnictwa myśliwskiego 1914-2000, Bellona, 2006.
  • Hiroyoshi Nishizawa, http://en.wikipedia.org.
  • Saburo Sakai, http://en.wikipedia.org.
Udostępnij: