• 0

Co pisały gazety z września 1939 roku?

  • 13 września 2016
  • Andrzej Kotarski
  • Historia

Cofnijmy się w czasie o ponad 70 lat. Jest wrzesień 1939 roku. Załóżmy, że wiedzę o bieżących wydarzeniach czerpiemy głównie z wydawanych w Polsce gazet. 

Czy mielibyśmy świadomość nadciągającej wojny? Kiedy dowiedzielibyśmy się o ataku Niemiec? Jakie byłoby nasze nastawienie na kolejne dni września?

Zacznijmy od rozróżnienia widocznego na pierwszy rzut oka. Wydania poranne z 1.09.1939 skupiały się na napięciu w relacjach z Niemcami i przygotowaniach do walk. Naturalnie, dopiero w wieczornych edycjach mamy doniesienia o ataku na Westerplatte, nalotach na Wieluń i starciach w innych miastach.

„Express Poranny” z 1 września pisze o stanie gotowości polskiej obrony lotniczej i wypisuje „16 nikczemnych punktów” propozycji Niemiec dla Polski. „Dziennik Polski” wspomina o prowokacjach ze strony Berlina i wspomina zuchwałe groźby władz Niemiec. „Chwila” opisuje ostatnie próby ratowania pokoju. W „Dzienniku Bydgoskim” znajdziemy informację o niebezpieczeństwie przy wjeździe do Gdyni. Stronę dominuje jednak nagłówek „Czekamy z palcem na cynglu”. Chyba nikt nie miał złudzeń, że najazd nadejdzie już wkrótce…

Zrzut ekranu 2016-09-01 o 15.36.26Jednak, co ciekawe, zagrożenie wojną nie zdominowało całości wydań. W tym samymi „Dzienniku Bydgoskim” na dalszych stronach znajdziemy najzwyklejszy poradnik dla pań. Wśród dobrych rad (pamiętajmy, że wtedy jeszcze nie można było sprawdzić wszystkiego w Internecie) mamy instrukcję otwierania mocno zamkniętych wieczek od słoika oraz… rewolucyjny sposób na wykorzystanie skórek po zużytej cytrynie do… pielęgnacji łokci. Zaraz obok instrukcja prania, gotowania warzyw lub trzymania mięsa w świeżości.

Zrzut ekranu 2016-09-01 o 15.39.39

Podobne powiewy normalności mamy też w innych wydaniach. „Dziennik Polski” publikuje repertuar kin i teatrów, opisuje kwestie ubezpieczeń (wkrótce zupełnie nie do zrealizowania). Podobne reklamy znajdziemy także w „Wieczorze Warszawskim”, gdzie promowane były premiery filmów i sztuk.

Zrzut ekranu 2016-09-01 o 15.46.53

Chyba najdziwniejszą – biorąc pod uwagę historyczne realia – znajdziemy jednak w gazecie „Czas-7 Wieczór”. Gdy zajrzymy na ostatnią, czwartą stronę z ogłoszeniami, naszym oczom ukaże się coś takiego…

Zrzut ekranu 2016-09-01 o 15.55.29No tak. 1 września 1939 roku wróg numer 1 mógł być tylko jeden… Okłady borowinowe, co tam Niemcy! Z drugiej strony hasło wpisywało się w napięte nastroje społeczne, więc przez to z pewnością skupiało uwagę. Wzrok przyciąga przecież nawet po ponad siedmiu dekadach!

Jednak wspomniany już „Wieczór Warszawski” miał już zupełnie inną okładkę, co gazety poranne. Jego redakcja widziała o nalotach i walkach na lądzie. Tak jak w wielu innych wydaniach (np. „Goniec Warszawski”, „Kurier Czerwony” lub „Kurier Warszawski”), pierwszą stronę dominuje orędzie prezydenta Ignacego Mościckiego.

Zrzut ekranu 2016-09-01 o 15.51.58

Widoczna jest zatem zmiana nastrojów w ciągu tylko jednego, krytycznego dnia. Na tym nie kończą się jeszcze ciekawostki związane z prasą na pierwszych etapach II wojny światowej.

Od samego początku ruszyła propaganda sukcesu Polaków oraz umniejszanie zagrożeń płynących ze strony Niemiec. Już 1 września „Gazeta Robotnicza” pisze o zapowiedzi upadku Hitlera, mobilizacji zbrojnej całego świata.

zrzut-ekranu-2016-09-10-o-11-21-16

W podobnym tonie pisze „Wieczór Warszawski”. Z tej gazety dowiemy się o panice w Niemczech i masowych demonstracjach antywojennych. Jednak takie teksty były niczym w porównaniu do fantastycznych wymysłów w kolejnych dni września.

2 września dowiedzielibyśmy się, że polskie wojsko zniszczyło 100 czołgów i 34 samoloty wroga. Towarzyszyły temu teksty o „pewnym zwycięstwie” i wojnie światowej, która jest „kwestią najbliższych godzin”.

zrzut-ekranu-2016-09-10-o-11-29-27

Kolejne dni, to kolejne informacje w tym nurcie. Wiele miejsca poświęcano heroicznej pomocy ze strony sojuszników – Wielkiej Brytanii i Francji. Nawet ich drobne ruchy zbrojne były traktowane jako wielkie zwycięstwa jak np. domniemane przełamanie Linii Zygfryda przez Francuzów. Razem z przyjaciółmi z Zachodu nasza armia miała ośmieszać Niemcy. W polskich gazetach mogliśmy nawet przeczytać o przemarszu naszych wojsk po terytoriach III Rzeszy lub polskich nalotach na Berlin. Gazety powtarzały plotki o ucieczce Hitlera na Elbę. Ośmieszano także potencjał militarny Niemiec pisząc o czołgach z lichą blachą i nieokrzesanych młokosach wysyłanych na front, których do walki motywuje tylko wypijany alkohol.

Krótko mówiąc – wygrywamy, jesteśmy potężni, nic nas nie rusza…
zrzut-ekranu-2016-09-10-o-11-41-19 zrzut-ekranu-2016-09-10-o-11-42-32

zrzut-ekranu-2016-09-10-o-11-40-44W zalewie tej propagandy można było znaleźć niepokojące strzępki realnego obrazu sytuacji. Widać to głównie po ogłoszeniach drobnych w gazetach, gdzie pojawiały się oferty budowy schronów lub wykupywania cennych przedmiotów. Ludziom, którzy doświadczali wojny na własnej skórze o nowych realiach nie trzeba było jednak przypominać…

zrzut-ekranu-2016-09-10-o-11-39-18

Tu pojawia się oczywiste pytanie – skąd taka wybujała wyobraźnia i zaginanie rzeczywistego obrazu?

Pamiętajmy, że najważniejszym zadaniem prasy tamtego czasu było utrzymanie ducha walki w narodzie i budzenie optymizmu. Każdy w stanie wojny wyolbrzymia własne sukcesy i porażki wroga. Tak działo się już w starożytności (choć, rzecz jasna, nie na łamach prasy). Poza tym w wojennych warunkach trudno było o wiarygodne informacje z racji braku odpowiednich źródeł. Często teksty opierały się na wyolbrzymionych poszlakach, małych fragmentach rzeczywistości lub domysłach autorów. Co godne podkreślenia, nie istniał podział na zwolenników i przeciwników rządu. Wszyscy kierowali swoje nieodłączne poparcie dla obrony ojczyzny.

Polska prasa niejako odpowiadała także na propagandę Berlina. Niemcy komunikowali w swoim kraju, że Warszawa poddała się całe 20 dni przed faktycznym upadkiem stolicy. Poza ulotkami, gazetami i radiem nie mieliśmy znaczącego oręża w informacyjnej walce z okupantem.

Gazety z września 1939 roku warto poczytać samemu, gdyż zostały cyfrowo udostępnione przez Bibliotekę Narodową. Znajdziecie je pod tym adresem – https://polona.pl/search/collection/13/.

Źródła:

Andrzej Kotarski

Skończyłem amerykanistykę na UJ, byłem doktorantem politologii, ale stwierdziłem - to nie dla mnie. Pomagam bratu (możecie go kojarzyć) przy Polimatach. Główne role? Zwłoki Napoleona, Anglik sikający na mur, szef mafii i kretyn/idiota! :)