Skaza na wizerunku geniusza? Nikola Tesla a eugenika

Nikola Tesla to bóg internetu. Fascynuje i wynalazkami wyprzedzającymi swoją epokę, i aurą szalonego naukowca. Jest jednak dowodem na to, że z ludzi nie powinniśmy robić bóstw. Dlaczego?

„Geniusz i geek”, „Wynalazki, które zmieniły oblicze rzeczywistości”, „Dowody na to, że Tesla był największym i najbardziej szalonym umysłem w historii”, „Niezrozumiały wizjoner”.  Tak przywitają nas pierwsze nagłówki, gdy w pole wyszukiwarki wpiszemy słowa Nikola Tesla. Teslomania ogarnęła świat. Nic dziwnego, gdyż obok tak kolorowej postaci nie da się przejść obojętnie. To w końcu człowiek, na którego pomysłach opiera się współczesna elektryczność. Tesla dumał o bezprzewodowej transmisji energii już w czasach, gdy amerykańskie kobiety uznawano za niegodne do oddawania głosów w wyborach. Unieśmiertelnia to pomnik Tesli w kalifornijskiej Dolinie Krzemowej, który „rozdaje” okolicznym użytkownikom bezprzewodowy dostęp do internetu.

Jako człowiek oddany głównie idei i wymyślaniu, a nie zbijaniu kapitału z wynalazków jest też powszechnie uznawany za „tego dobrego” w wielkiej konfrontacji geniuszy: Tesla kontra Edison. Osobowość serbskiego wizjonera przyciąga jak magnes, ale i on nie ustrzegł się wielkich pomyłek.

Czysta woda i „wyklęta” kawa

Przenieśmy się do roku 1935, gdy Tesla był już wesołym, 79-letnim staruszkiem. Na łamach magazynu „Liberty”, w swoim stylu, przewidywał w jaką stronę pójdzie świat. Co z tego wyszło? Oddajmy głos samemu wynalazcy. Tu poradził sobie świetnie:

„Higiena i kultura fizyczna będą uznawanymi gałęziami systemu edukacji oraz rządu. […] Zanieczyszczenia na naszych plażach, które obecnie obserwujemy w okolicach Nowego Jorku będą dla naszych dzieci równie nie do pomyślenia, jak dla nas życie bez kanalizacji. Nasze systemy dostarczania wody będą znacznie lepiej nadzorowane. Wyłącznie jakiś wariat będzie pił nieoczyszczoną wodę.”

I rzeczywiście, jakość wody w kranach w Polsce lub Stanach Zjednoczonych pozwala na picie jej bez strachu o własne życie. Tworząc odcinek „Podróży z historią” o dziejach czystej wody, na własnej skórze przekonaliśmy się jak restrykcyjnie podchodzi się do kontroli jakości „kraniczanki” w Warszawie. Ale na tym się nie zatrzymujmy – poczytajmy następny akapit:

„Więcej ludzi choruje lub umiera z powodu zanieczyszczonej wody niż przez kawę, herbatę, tytoń i inne używki. Ja sam wystrzegam się wszelkich pobudzaczy, a także praktycznie nie jem mięsa. Jestem przekonany, że w ciągu kolejnego stulecia kawa, herbata i tytoń wyjdą z mody. Alkohol będzie nadal używany. To nie jest pobudzacz, a prawdziwy eliksir życia. (!!!) Obalenie używek nie nastąpi nagle. Po prostu zatruwanie swojego organizmu szkodliwymi składnikami nie będzie już modne. […]”

Zapala się lampka ostrzegawcza, prawda? Kawa, herbata i papierosy przetrwały. Nic nie wskazuje, że szybko opuszczą kanon ludzkich przyzwyczajeń, bardziej lub mniej szkodliwych. Podobnie nikt rozsądny nie uważa już alkoholu za „eliksir życia”.

Kto zasługuje na bycie rodzicem?

Czas jednak na prawdziwie szokujące wieści. Znajdziemy je w paragrafie poprzedzającym tezy o czystej wodzie:

„W roku 2100 eugenika będzie powszechnie uznawana. W poprzednich wiekach prawo zapewniające przetrwanie najsilniejszych mniej więcej wypleniło mniej pożądane rasy. Później nowo rozumiane współczucie zaczęło kolidować z bezwzględnymi siłami natury. W rezultacie utrzymujemy przy życiu i hodujemy ludzi nieprzydatnych. Jedyną metodą zgodną z pojęciem cywilizacji i rasy jest zapobieganie rozmnażania się nieprzydatnych ludzi poprzez sterylizację i świadomą kontrolę instynktów rozrodczych. Wiele europejskich krajów oraz wiele stanów amerykańskich sterylizuje kryminalistów i wariatów. To nie wystarcza. Każda osoba, która nie jest pożądanym rodzicem nie powinna mieć potomstwa. W kolejnym stuleciu łączenie się w parę z osobą eugenicznie nieprzydatną będzie niczym małżeństwo z notorycznym przestępcą.”

Czy Tesla stracił głowę? Aby odpowiedzieć na to pytanie wgryźmy się w odpowiedni kontekst. Słowa padły w czasie, gdy eugenika była jeszcze fascynującym pomysłem na kontrolę społeczeństwa. Sam pomysł da się nawet wytłumaczyć dość neutralnie. Nazwa wywodzi się od greckiego określenia oznaczającego „dobre urodzenie”. Ojcem tego pojęcia jest kuzyn Charlesa Darwina, Francis Galton. Ten po serii badań doszedł do wniosku, że zdolności człowieka są dziedziczne, dlatego wszystkim powinno zależeć, aby dzieci rodziły się w rodzinach ludzi do tego „najwłaściwszych”. Eugenika miała być więc receptą, aby ulepszyć całe społeczeństwo poprzez zachęcanie do rodzicielstwa osób z „dobrymi genami”. Ale wprawne oko dostrzeże od razu bardziej negatywne oblicze tej idei. Wpisuje się ono w słowa Tesli. Dzieci nie powinni mieć ludzie uznani za „nieodpowiednich”.

Popieranie eugeniki nie stanowiło w tamtych czasach powodu do wstydu. Nie była to teza dziwaków i radykałów. Sam Uniwersytet Harvarda musi dziś przyznać (i szczęśliwie nie zamiata tego pod dywan), że w dawnych czasach jego szanowani pracownicy nawoływali do „oczyszczania rasy” lub wprowadzania eugenicznych praw.

W czym więc problem? Czy wszystkim nie powinno zależeć na rozwoju społeczeństwa? Eugenika zyskała mroczną twarz głównie za sprawą nazizmu. Tesla głosił swoje poglądy już w czasie, gdy Adolf Hitler był kanclerzem Niemiec. Niedługo później zbrodniarz wykorzystał eugeniczne inspiracje, aby zbudować przerażającą machinę ludobójstwa ludzi niepożądanych. Ale sprawa zupełnie wymknęła się spod kontroli nie tylko w Niemczech. Na początku XX wieku w Kalifornii pojawiły się prawa, które pozwalały na przymusową sterylizację więźniów i chorych psychicznie. W rzeczywistości ofiarą mógł paść każdy, kto nawet troszeczkę nie pasował do normy. Aby na zawsze pożegnać się z szansą na własne potomstwo wystarczyło np. mieć za niskie IQ, cierpieć na padaczkę, mieć syfilis, nadużywać alkoholu lub narkotyków, być mniejszością rasową lub po prostu żyć w nędzy. Pod hasłami eugeniki banalnie łatwo było ukryć dyskryminację. Z tego powodu tylko w USA przymusowo wysterylizowano około 70 tysięcy osób!

Po II wojnie światowej eugenika straciła szerokie poparcie i naukowe podstawy. Okazało się, że sam człowiek nie jest w stanie sensownie i cienia bez wątpliwości powiedzieć kto jest „pożądanym”, a kto „niechcianym” rodzicem. Nigdy nie będziemy umieli jednoznacznie stworzyć listy ludzi, którym należy się prawo do posiadania dzieci.

Eugenika traci naukowe poparcie. Tu zmiana z 1969 roku, gdy „Eugenics Quarterly” stało się „Social Biology”.

Trudno ocenić ile o niesprawiedliwym wcielaniu eugenicznych idei w życie wiedział Nikola Tesla. Równie trudno jednak zignorować jego słowa wyłącznie ze względu na klimat epoki. Naukowiec zupełnie nie patyczkował się w swoich poglądach i nie przebierał w zdecydowanych rozwiązaniach. Sam uznał przymusowe sterylizacje za niewystarczające. Mylnie włożył do jednego koszyka „przetrwanie najsilniejszych” z „przetrwaniem bardziej uprzywilejowanych”. Kilkukrotnie używał też słowa „unfit”, które można odnieść do osoby niepożądanej, niepasującej, nieprzydatnej. Nawet nie pokusił się o określenie kogo uznać za niegodnego potomstwa. Ba, jako wyjątkowo dziwaczny charakter zapewne sam trafiłby na listę ludzi niepożądanych, gdzieś w okolicach kategorii „wariat”…

Nawet wizjoner wielokrotnie wyprzedzający swoją epokę może się wyjątkowo pomylić w swoich przekonaniach (pamiętamy jeszcze o kawie, herbacie i tytoniu?). Historia eugenicznych poglądów Tesli trafia więc jako kolejny rozdział do księgi „Nie rób boga z człowieka”. Nawet tak genialnego.

Ostatnie dni mroku, czyli wojna o prąd

Przywołana opowieść nie umniejsza zbytnio innych dokonań Serba. Niezwykły magnetyzm Tesli promieniuje także z kart świeżo wydanej książki „Ostatnie dni mroku” autorstwa Grahama Moore’a (laureata Oscara za scenariusz do „Gry tajemnic”) wydanej przez Wydawnictwo WAM. Jest to powieść, która akcję umiejscawia na tle rewolucji przemysłowej z przełomu XIX i XX wieku. Przeplata historyczne fakty z elementami fabularnymi wokół słynnej „wojny prądów”. A więc starcia prądu przemiennego Tesli z prądem stałym Thomasa Edisona.

Elektryczny świat został opisany w sposób bardziej ułożony i wyrazisty niż faktyczna kolej rzeczy. Dlatego książkę czyta się jak dobry thriller, w którym główne role odgrywają ambicje, pomysły, pieniądze, pozwy sądowe; a także Tesla, Edison oraz inni giganci tamtego okresu jak J.P. Morgan i mniej znany (a szkoda) George Westinghouse. To ten ostatni postawił na wizję Tesli i potencjał prądu przemiennego.

Dziś wszechobecność elektryczności jest równie oczywista, co picie kawy lub herbaty. Ale istniały czasy, w których prąd budził trwogę. Do tych właśnie lat przenosi wspominana powieść.

PS Niskie ukłony przed każdym, kto przeczyta o „wojnie prądów” i nie przejdzie na stronę Tesli! :)

Bibliografia:

Niektóre ciekawe artykuły i filmy zarezerwowane są wyłącznie dla członków Klubu Polimatów, do którego w łatwy sposób możesz dołączyć. Poczytaj, jakie przywileje daje członkostwo, albo od razu zapisz się korzystając z formularza poniżej. Do zobaczenia! :)

Szanujemy Twoją prywatność i nie udostępniamy osobom trzecim danych członków Klubu Polimatów. Sami nie znosimy spamu, więc Twoje dane są u nas bezpieczne, a wiadomość będziesz otrzymywać niezbyt często. Jeśli formularz nie wyświetla Ci się prawidłowo to wyślij pustego maila (bez tematu i treści) na adres: klubpolimatow@getresponse.net i również będzie dobrze.

Udostępnij: