Brud, bunt lub przypadek. Jak powstają wielkie wynalazki?

Znamy wynalazki. W większości znamy też nazwiska. Jednak droga od rewolucyjnej idei do realizacji pomysłu zawsze jest inna. I bardzo dobrze, bo inaczej umarlibyśmy z nudów…

Wytrwał. Miał dobre chęci i mnóstwo zapału. Tylko efekty końcowe wciąż zawodziły. Wymyślił wygodne, pompowane podeszwy do butów, które jednak… lubiły eksplodować. Stworzył nierdzewną, szklaną brzytwę do golenia, lecz ta zbyt łatwo tłukła się w drobny mak. Wciąż wierzył jednak, że uda mu się dokonać przełomu nawet bez wsparcia wielkich pieniędzy. Wziął więc m.in. pudełko po kapeluszu, igły, lampy rowerowe i nożyczki. To posłużyło mu do konstrukcji przedmiotu, który dziś pełni rolę niemal ołtarza w wielu polskich domach.
Kto za tym stał? Ojciec telewizji, John Logie Baird.

Nabrudził. Towarzyszyły mu genialne myśli, ale także wszechobecny chaos. Nie dbał zbytnio o tak proste rzeczy jak sprzątanie. Specjalizował się w hodowli i badaniu bakterii. Gdy przyszedł czas na zasłużony urlop, pozostawił próbki bez odpowiednich zabezpieczeń. Błąd zauważył dopiero po powrocie z wakacji. Na części próbek pojawiła się pleśń. Badanie pod mikroskopem ujawniło, że napotkana pleśń produkuje substancję siejącą spustoszenie wśród bakterii znajdujących się w jej otoczeniu. Od rażącego niedbalstwa rozpoczęły się prace nad produkcją pierwszego antybiotyku w historii.
Kto za tym stał? Odkrywca penicyliny, Alexander Fleming.

Namierzył. Zaobserwował, że podczas intensywnych opadów z piorunami tworzy się specyficzny sygnał. Chciał więc zbudować urządzenie, które dzięki falom radiowym będzie w stanie zlokalizować burze i tym samym ułatwić życie pilotom. Przy okazji znalazł sposób na to, aby przysłużyć się jeszcze bardziej. Wpadł na pomysł wypatrywania nadlatujących samolotów wrogich wojsk za pomocą fal radiowych. W Anglii trafił na podatny grunt, gdyż z dnia na dzień rosła obawa o wybuch wojny i niemieckie naloty na Londyn. Na brytyjskiej ziemi zaczęły pojawiać się urządzenia emitujące sygnał radiowy, który określał położenie samolotu na podstawie kierunku i czasu nadejścia echa. Radar pozwolił lokalizować maszyny wroga. Przydaje się do dziś także w innej wojnie –  przeciwko piratom drogowym! Sam twórca urządzenia zatrzymany za przekroczenie prędkości powiedział policjantowi: „Gdybym wiedział, do czego użyjecie radaru, nigdy bym go nie wynalazł!”
Kto za tym stał? Chłopiec-radarowiec, Robert Watson-Watt.

Zafascynował się. Wciąż zadziwiała go niezwykła natura dźwięków. Interesowało go wszystko w tym temacie. Chciał wiedzieć co wpływa na nasz głos lub śpiew, jak wypowiadamy słowa, dlaczego niektóre dźwięki słychać nawet z zatkanymi uszami lub jak wygląda ucho od środka. Tę fascynację wyniósł z domu rodzinnego. Jego dziadek skutecznie walczył z jąkaniem, a ojciec uczył mówić głuchych. Doświadczenie w temacie pozwoliło mu wpaść na projekt urządzenia, które będzie mechanicznym odzwierciedleniem aparatu mowy i słuchu. Czyli zespolić mikrofon i głośnik. Już ponad 140 lat temu wypowiedział pozornie zwyczajne zdanie do asystenta: „Panie Watson, proszę do mnie przyjść. Potrzebuję pana”. Sęk w tym, że asystent znajdował się w innym pokoju, a prośby wysłuchał dzięki cudownej mocy przesyłania ludzkiej mowy przez przewód elektryczny.
Kto za tym stał? Pan od telefonicznego patentu, Alexander Graham Bell.

Zdziwił się. Nie mógł pojąć z jakiego powodu część statków zasuwa na trasie Europa-Ameryka, a inne wydają się ślimaczyć. Postanowił sprawdzić w czym rzecz. W czasie wielokrotnych podróży między Londynem i Filadelfią przeprowadzał pomiary za pomocą narzędzi, które – naturalnie – sam stworzył. Po rozmowie z kuzynem, który był kapitanem statku rybackiego, wysnuł teorię, że na oceanie może istnieć coś na kształt wewnętrznego nurtu. Takiego, który potrafi szybciej ponieść statki. Faktycznie. W okolicach amerykańskiej Florydy powstaje ciepły prąd, który rozciąga się po Oceanie Atlantyckim aż do Europy. W ten sposób udało się po raz pierwszy naszkicować kierunek najsłynniejszego z prądów morskich – Golfsztormu.
Kto za tym stał? Jegomość od amerykańskiej 100-dolarówki, Benjamin Franklin.

Zbuntował się. Choć urodził się na farmie, nie chciał poświęcić życia na produkcję żywności. Uznawał to za zbytnią harówkę. Zdecydowanie bardziej wolał grzebać w sprawach technicznych. Dlatego składał i rozkładał zegarki swoich rodziców, aby zgłębić sekrety ich działania. Imał się każdego zajęcia o zacięciu inżynieryjnym. Aż w końcu zapragnął zbudować własny samochód. Przy czym nie zapomniał o swoich rolniczych korzeniach. Jego auto nie miało trafić tylko do najbogatszych, nie miało być najszybsze. Tu także poszedł na opak. Chciał zmotoryzować cały kraj. Opracował zaawansowaną linię produkcyjną, aby móc tworzyć jak najwięcej i jak najtaniej. Stąd flagowy model jego auta był dostępny w każdym kolorze – pod warunkiem, że był to kolor czarny.
Kto za tym stał? Motoryzacyjny król Ameryki, Henry Ford.

Wystrzelił. W czasie II wojny światowej projektował pociski z imponującym zasięgiem. Niestety, tworzone były na potrzeby III Rzeszy. Pod koniec wojny wraz z grupą naukowców zrobił wszystko, aby trafić w ręce Amerykanów, a nie Rosjan. W USA błyskawicznie poznano się na jego talentach. Na bazie swoich militarnych pocisków usprawnił działanie rakiet kosmicznych NASA. Te wreszcie zaczęły się podnosić, zamiast zwykle wybuchać jeszcze przed startem. Sam konstruktor stworzył wkrótce projekty, które wcielono w życie podczas kilku misji lotów na Księżyc. Przyczynił się do bezpiecznego wysłania tam 12 ludzi.
Kto za tym stał? Człowiek-rakieta, Wernher von Braun.

Wiedział. Doskonale zdawał sobie sprawę, że przejdzie do historii jako ten, który dorobił się na śmierci. Choć było to efektem ubocznym jego działania. Spostrzegł bowiem, że proces kruszenia skał ciągnie się w nieskończoność. Przez to poważnie opóźniają się prace przy drążeniu tuneli i budowie domów. Wiedział też, że zabawieniem będzie wyjątkowo kapryśna substancja. Taka, która nawet przy wstrząśnięciu grozi wielkim wybuchem. Eksperymenty nad nitrogliceryną wiązały się z olbrzymim podatkiem do zapłacenia. Kilka osób przypłaciło życiem próby jej okiełznania – w tym brat wynalazcy. Przełom dokonał się… w drodze. Okazało się, że nitrogliceryna łagodnieje przy kontaktach z ziemią okrzemkową, która służyła uszczelnianiu zbiorników do przewozu. Substancja nie traciła wybuchowych właściwości, dawała się jednak okiełznać. Tak powstał dynamit, który przyspieszył budowy, ale stał się też śmiertelną bronią. Aby uchronić choć część dobrej reputacji, przeznaczył majątek na doroczne nagrody dla ludzi, którzy popchną rozwój ludzkości we właściwym kierunku. Dla naukowców takie wyróżnienie jest odpowiednikiem filmowego Oscara.
W tym przypadku chyba nie trzeba chyba mówić kto za tym stał. Wybuchowy Alfred Nobel.  

To tylko kilka przykładów, które udowadniają, że przeróżne drogi prowadzą do tych samych efektów – wynalazków, które realnie odmieniają życie ludzi. Rzeczy stanowiących rewolucję i potężny krok naprzód, nawet jeśli dziś traktujemy je już jak oczywisty element codzienności. Te oraz kilkadziesiąt innych historii przywołuje nowa książka „Wielcy wynalazcy” autorstwa Marcina Jamkowskiego i Macieja Szymanowicza wydana przez Wydawnictwo Dwukropek. Poza wspominanymi wyżej postaciami na kartach pojawiają się takie nazwiska jak: Ignacy Łukasiewicz, Samuel Morse, Nikola Tesla, Ludwik Pasteur lub bracia Lumière.

Publikacja obrazuje pokręcone ścieżki wizjonerów, którym udało się nadać swoim marzeniom zupełnie realne kształty. Książka kierowana jest głównie do młodszych czytelników, więc nadaje się np. na mikołajkowy prezent. Dla młodych poszukiwaczy wiedzy może stanowić przystępne wprowadzenie do świata wielkich myśli oraz uzupełnić szkolne informacje, które zwykle pomijają takie wątki.

Odbiór ułatwiają zabawne ilustracje oddające ducha dzieł opisywanych wynalazców. Chyba nie trudno odgadnąć kogo dotyczy rozdział numer 1, prawda?

Bibliografia:

Niektóre ciekawe artykuły i filmy zarezerwowane są wyłącznie dla członków Klubu Polimatów, do którego w łatwy sposób możesz dołączyć. Poczytaj, jakie przywileje daje członkostwo, albo od razu zapisz się korzystając z formularza poniżej. Do zobaczenia! :)

Szanujemy Twoją prywatność i nie udostępniamy osobom trzecim danych członków Klubu Polimatów. Sami nie znosimy spamu, więc Twoje dane są u nas bezpieczne, a wiadomość będziesz otrzymywać niezbyt często. Jeśli formularz nie wyświetla Ci się prawidłowo to wyślij pustego maila (bez tematu i treści) na adres: klubpolimatow@getresponse.net i również będzie dobrze.

Udostępnij: