• 0

Drzwi Gnieźnieńskie ożyły!

czytaj dalej

  • 2 stycznia 2017
  • Andrzej Kotarski
  • Historia

Punkt obowiązkowy wycieczek szkolnych w każdej podstawówce. Jeden z najlepiej kojarzonych zabytków związanych z początkami polskiej państwowości. Otwierane tylko przy wyjątkowych okazjach, bo już same w sobie są unikalne. Drzwi Gnieźnieńskie.

Do tej pory można było je zwiedzać w prostej formie. Oglądamy scena po scenie prezentowaną wizję życia i męczeństwa biskupa Wojciecha. Niedawno jednak obrazy odlane w Drzwiach zostały ożywione. Zobaczcie sami jaką historię opowiada szlagier wśród zabytków sztuki romańskiej w Polsce.

Drzwi Gnieźnieńskie kojarzą się z patosem, świętością, podniosłością. Ale mają zupełnie ludzki wymiar. Można powiedzieć – propagandowy! Wszystko staje się jasne, gdy popatrzymy na okoliczności wokół kultu św. Wojciecha i powstania Drzwi ukazujących jego żywot.

Jedna ze scen pokazuje wyraźnie, że Bolesław Chrobry wykupuje ciało zamordowanego Wojciecha. Według legendy miał zapłacić tyle złota, ile ważył męczennik. Chrobry mógł kierować się pobudkami religijnymi, ale także musiał mieć świadomość, że to świetny ruch polityczny. Sprowadzenie relikwii było prostą drogą do wyniesienia Gniezna do rangi arcybiskupstwa. A dla Chrobrego jednym z kamieni milowych po królewską koronę.

(czytaj dalej)

  • 0

Ile pamiętasz z Polimatów? | Quiz o 5 rzeczach obrzydzonych przez Hitlera

czytaj dalej

  • 30 grudnia 2016
  • Andrzej Kotarski
  • Historia

2016 r. żwawo dobiega końca (choć nie wszyscy będą za nim tęsknić). Z tej okazji mamy dla Was ostatnią w tym roku szansę do wytężenia szarych komórek. 

Na warsztat trafia quiz o najpopularniejszym odcinku Polimatów z 2016 roku – 5 rzeczy, które obrzydził Hitler. Jak wiele pamiętasz z odcinka, który premierę miał na początku lutego?

Sprawdź odpowiedzi w odcinku, ale nie ściągaj! :)

(czytaj dalej)

  • 1

Czy kefir to napój alkoholowy?

czytaj dalej

Pod odcinkiem Polimatów o 5 alkoholowych mitach Tchorg zauważył: „Co do początku przetwory mleczne też mogą mieć alkohol 0.5-2%, bo używa się do nich bakterii, które fermentują do alkoholi. Mowa tu o kefirze. Ale nikt tego nie uważa jako alkohol.” Warto rozwinąć tę kwestię!

Zgodnie z obowiązującym Obwieszczeniem Marszałka Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej z 25 marca 2016 r. „napojem alkoholowym w rozumieniu niniejszej ustawy jest produkt przeznaczony do spożycia zawierający alkohol etylowy pochodzenia rolniczego w stężeniu przekraczającym 0,5% objętościowych alkoholu”. Stąd wynika co w Polsce rozumiemy jako alkohol – potrzeba przynajmniej 0,5% alkoholu w napoju. (Przed ustawową zmianą w Rosji, wspominaną w odcinku głównym, pod alkohole podlegały napoje… powyżej 10%!)

Trzymając się tej definicji wspomniany kefir… spokojnie można wliczyć do grupy napojów alkoholowych! Dlaczego? Kefir to produkt z mleka sfermentowanego pod wpływem ziaren (grzybków) kefirowych. Owa fermentacja sprawia, że kefir nabiera swojego charakterystycznego kwaśnego smaku i lekkiego nagazowania. Częścią tego procesu jest także wytworzenie niewielkiej ilości alkoholu etylowego.

O jakiej skali mowa? Tu przeróżne źródła nie są jednolite i mamy dość spore widełki. Niektórzy dają szeroki zakres 0,08-2% lub nawet 0,01-2,5% alkoholu. Inne: 0,1-0,8%; 0,3-1%, około 1%, około 1,5%, do 2%. Co ciekawe, polskojęzyczne źródła są zdecydowanie bardziej konserwatywne w ocenie zawartości alkoholowej kefiru. Te po angielsku chętniej przywołują dane typu: „do 2%”. Jeśli nawet przyjąć uśrednioną wartość 1%, to i tak kefiry powinny, zgodnie z definicją prawną, podlegać do kategorii alkoholi. Ale… nie galopujmy, czas nieco zwolnić! Często znajdziemy zastrzeżenie, że kefir produkowany komercyjnie do sklepów ma znacznie niższą zawartość alkoholową. Nic dziwnego, że producenci mlecznych przetworów nie chcieliby sami sobie zakładać kagańca w postaci dodatkowej kontroli, której podlega produkcja alkoholi.

(czytaj dalej)

  • 0

Namorzyny – nieocenione lasy przeciwpowodziowe

czytaj dalej

  • 12 grudnia 2016
  • Andrzej Kotarski
  • Przyroda

Gdy zaleje je woda morska, widać tylko korony drzew. Lasy namorzynowe zachwycają swoim pięknem, ale spełniają o wiele ważniejsze funkcje. Przede wszystkim są znakomitą barierą dla ogromnych fal.

Namorzyny świetnie dostosowały się do życia na krawędzi. Tym szalonym lasom i zaroślom nie straszne warunki, w których jest piekielnie gorąco, nie ma zbytnio możliwości do rozkładania korzeni, a poziom zasolenia zabija zwykłe rośliny. Lasy namorzynowe (mangrowce) znajdziemy w miejscach, gdzie lądy stykają się z morzem, w strefach pływów i ujściach rzek.

Ich rolę doceniamy szczególnie, gdy przychodzi nam się zmierzyć z wielkimi falami. Po tsunami w 2004 roku namorzyny zachowały się jak najlepszy system przeciwpowodziowy, który wchłaniał energię fali i znacznie minimalizował straty.

Oto schemat tego jak kojąco na wzburzoną wodę działają namorzyny:

Scale model showing how mangrove forests protect the coast from wave erosion.

(czytaj dalej)

  • 0

Wsiąść do pociągu… Ile ujedziesz koleją w Europie w ciągu jednego dnia?

czytaj dalej

Podróż koleją to kamień milowy w historii transportu. Niektórzy pierwszych kolei się bali i głosili teorie, że pociągi spłoszą zwierzęta i zwiększą liczbę poronień u kobiet. Inni – tradycjonaliści przyzwyczajeni do dyliżansów – uznali pociągi za… zbyt szybkie. 

Ale lokomotywy ze składami na dobre zadomowiły się w naszym świecie. Do dziś stanowią solidną alternatywę dla podróżujących choć każdy kolejowy turysta ma świadomość, że pociągi nie mogą się równać z samolotami pod względem szybkości i zasięgu.

Sprawę na warsztat wziął doktorant z wiedeńskiego uniwersytetu. Stworzył mapę dla kilkudziesięciu europejskich miast, w którym pokazał jak daleko z danego miejsca da się dotrzeć pociągiem w ciągu 24 godzin. Co mu wyszło?

promo-image2

Czerwonym kolorem zaznaczone są miejsca, w które da się dotrzeć w ciągu jednego dnia z miasta startu. Im bardziej intensywna barwa, tym krótszy czas przejazdu (najbardziej intensywny czerwony = 2 godziny jazdy)

Najlepszą siatkę połączeń znajdziemy, co nie powinno specjalnie dziwić, na zachodzie Europy. W okolicach Londynu, Paryża i Brukseli znajduje się duża liczba szybkich pociągów. Autora szczególnie zadziwiła sprawność komunikacyjna Paryża, z którego w mniej niż cztery godziny dotrzemy i do Londynu, i do Morza Śródziemnego. Taki sam dystans (Paryż – Londyn) w niektórych miastach Europy Wschodniej pokonuje się w grubo ponad 20 godzin. Zauważcie też jak odizolowany jest np. estoński Tallinn lub czarnogórska Podgorica.

Jak to wygląda w przypadku polskiej stolicy?

zrzut-ekranu-2016-11-27-o-18-23-26

(czytaj dalej)

  • 0

Kryminalna mowa ciała. Obalamy mity wokół niewerbalnej komunikacji

czytaj dalej

Mick Philpott to obrzydliwy typek spod ciemnej gwiazdy. Sąsiedzi z angielskiego Derby mówili o nim „Bezwstydny Mick”, bo nigdy nawet nie chciał skalać rąk pracą i od zawsze żył na koszt podatników. Na usta całej Anglii trafił we wstrząsających okolicznościach.

Wraz z żoną ze smutkiem rozprawiali na konferencji prasowej o tragicznym pożarze, który zabrał ich szóstkę dzieci…

Pokaz nie zrobił wrażenia na lokalnej policji, która uznała występ Philpotta za żenujący. Ba, policjanci stali się jeszcze bardziej podejrzliwi. – W ciągu 30 lat służby nie widziałem nikogo, kto doznał takiej straty i radził sobie z nią w podobny sposób – powiedział Steve Cotterill z Derbyshire Police.

Policja zwróciła uwagę na podejrzaną mowę ciała Philpotta w czasie konferencji.  Steve Cotterill z miejsca zauważył, że podobno cierpiący „Bezwstydny Mick” nie potrafił nawet wyksztusić z siebie jednej szczerej łzy, a chusteczkę wykorzystywał raczej do chowania przed kamerami. Pytani później eksperci od mowy ciała wskazali też na zupełnie nieruchome czoło podejrzanego, na którym nie pojawiła się żadna zmarszczka. Takie rzeczy rzadko zdarzają się, gdy wyrażamy głęboki żal. Sporo dało się również wyczytać z ekspresji żony Philpotta, która nie odezwała się przez całą konferencję, a tylko zagryzała wargi i trzymała dystans. Tak, jakby chciała za wszelką cenę uniknąć wypowiedzenia słów, których pożałuje.

Philpott uznał, że konferencja prasowa i odegranie roli zrozpaczonego ojca zrzuci z niego cień podejrzeń. Jakże się pomylił…

Dochodzenie policji bez wątpienia wskazało, że pożar był nieudolnie przeprowadzonym planem zemsty na byłej dziewczynie (!), który popchnął Philpotta do rozlania benzyny i podłożenia ognia (!!) w domu, gdzie znajdowały się jego dzieci (!!!). Miał bohatersko je uratować i zrzucić winę na eksdziewczynę. Plan, brutalnie mówiąc, spalił na panewce, odbierając życie szóstki dzieci w wieku od 5 do 13 lat. Philpott usłyszał wyrok dożywotniego więzienia. Za kratki trafiła także jego żona i wspólnik działający przy realizacji tego przerażającego planu.

Philpotta pogrzebała konferencja prasowa, na której miał zbudować swoją niewinność. Nie przewidział, że policja będzie śledzić nie tylko jego słowa, ale także ruchy. Zdradziła go mowa ciała, a dalej przygniótł ciężar dowodów. To tylko jeden z wielu przypadków, w którym obserwacja zachowań podejrzanego pomaga rozwikłać zagadki kryminalne. Dlaczego? Ludzie mają coś takiego jak „emocjonalne odpowiedzi”. Na pytanie: „Posiada pan broń?” inna będzie reakcja osoby niewinnej, a inna mordercy, który pociągał za spust.

Istnieją sygnały, które są uniwersalne dla ludzkości i występują pod każdą szerokością geograficzną. Wliczamy do tego m.in. potrząśnięcie barkami na znak niewiedzy, ściśniętą szczękę lub głębokie przełykanie śliny przy niekomfortowej, stresującej sytuacji. Ale trzeba uważać! Gest uniesionego kciuka w Polsce zrozumiemy raczej jako dobrze wykonane zadanie. Tradycyjnie w Grecji lub na Bliskim Wschodzie oznaczałby jednak wulgarną obrazę dla adresata sygnału.

Mową ciała posługujemy się nieustannie – chcąc coś wskazać palcem, mrugając porozumiewawczo ze znajomym lub uśmiechając na widok słodkiego kotka z Internetu. Ta powszechność sprawia, że wielu z nas widzi się w roli ekspertów w tej dziedzinie. Pewnie dane było ci zasłyszeć „niezawodne” sposoby na rozpoznanie np. wierutnego kłamcy.

Jak to działa w rzeczywistości? Czas rozprawić się z kilkoma popularnymi mitami wokół mowy ciała!

MIT 1 – Kłamca nie patrzy prosto w oczy i często dotyka twarzy

Czy twoja mama lub babcia też weryfikowała prawdziwość słów wypadających z ust za sprawą testu na patrzenie w oczy. Testu, którego nie dało się przejść bez rozbrajającego śmiechu. Z dziećmi idzie dość łatwo, ale czy podobnie jest z dorosłymi? Paul Ekman, specjalista i klasyk w zakresie mowy ciała, potwierdza powszechną wiarę, że z oczu da się wyczytać prawdę. Jednak on i inni badacze tematu znaleźli zupełnie odwrotną zależność.

Patologiczni kłamcy są mistrzami w łganiu prosto w oczy! Ich przetrwanie zależy od tego, aby kłamstwo uszło im na sucho. Świadomie wykorzystują nasze przekonanie na swoją korzyść. Dlatego dla dodania sobie wiarygodności patrzą w oczy i w ten sposób weryfikują, czy kupujemy ich bujdy.

(czytaj dalej)

  • 0

Symbole. Dlaczego pierwsi chrześcijanie uciekali przed krzyżem?

czytaj dalej

Mgiełka tajemniczości wokół symboli pobudza wyobraźnię. Nieprzypadkowo najpopularniejszy odcinek Polimatów w 2016 roku dotyczył właśnie symboliki (związanej z nazizmem). Ukryte znaczenia wplatane w fabuły sprzedają miliony książek i biletów do kin.

Ludzie pragną odkrywać rzeczy niepoznane. Jednak symbolem nie jest każdy znak lub przedmiot. Dwie przekreślone kreski, które tworzą krzyżyk (X) mogą zwyczajnie oznaczać zaznaczenie czegoś na mapie. Dawniej ten sam znak wykorzystywano jako sposób podpisywania się osoby niepiśmiennej. Korzystamy z tego do dziś, nawet jak umiemy pisać, – spójrzmy na sposób głosowania w wyborach. Taki znak użyty z myślą o ukrytych znaczeniach przywołuje krzyż św. Andrzeja spotykany przy przejazdach kolejowych. Oznacza m.in. doskonałość lub odmierzanie czasu. Symbol to zatem coś, co widać, ale równocześnie coś mającego ukryte znaczenie.

Podróż po symbolach warto zacząć właśnie od krzyża. Przekreślone kreski to podstawowy, łatwy do wykonania znak graficzny. Nam, żyjącym w Europie, w której od dawna dominuje chrześcijaństwo, najłatwiej krzyż skojarzyć właśnie z religią. W tym wydaniu krzyż (łaciński z przedłużonym jednym ramieniem) to symbol męki Jezusa Chrystusa i zbawienia ludzkości. Ale na tym, rzecz jasna, interpretacja się nie kończy!

Krzyże spotykamy jeszcze długo przed chrześcijaństwem. Skrzyżowane linie oznaczały oś świata, cztery strony świata, życie i nieśmiertelność, ducha i materię, niebo i ziemię, północ i południe, potęgę. Znajdziemy nawet symboliczną interpretację krzyżyka jako… miłości erotycznej i męskiego przyrodzenia!

Co ciekawe, pierwsi chrześcijanie wcale nie wykorzystywali krzyża jako upamiętnienie zbawczej męki Chrystusa. Ba, uciekali od tego skojarzenia jak najdalej. Dlaczego? Śmierć na krzyżu była wówczas wyrazem wielkiej pogardy i okrucieństwa. Rezerwowano ją zwykle dla niewolników lub przestępców. Stąd wspominanie śmierci na krzyżu uznawano za niegodne dla zbawcy ludzkości. Jak nie krzyż to co?

Podstawowym symbolem Chrystusa – podobnie zresztą jak i dziś – była ryba. Dlaczego? Ryba, po grecku, choć bez skojarzeń kulinarnych, to ichthys – ΙΧΘΥΣ. Takie litery tworzą skrót od „Jezus Chrystus, Syn Boży i Zbawiciel“. Chrystus miał być także rybakiem ludzi, których chrzcił wodą – naturalnym żywiołem ryby. Dopiero z czasem wyznawcy oswoili się ze krzyżem i na religijnych obrazach zaczęto pokazywać realistycznie oddaną scenę śmierci Jezusa.

Krzyż stosowano w kościołach nie tylko symbolicznie. Dawniej świetnie sprawdzał się w roli… piorunochronu! Przyciągał wyładowania atmosferyczne w czasie burzy dla bezpieczeństwa zebranych wokół świątyni.

Silne emocje wzbudza odwrócony krzyż łaciński. W powszechnym rozumieniu kojarzy się z mrocznymi siłami, satanizmem. Słusznie, bo sataniści wykorzystali odwrócenie krzyża jako sposób na wyśmianie chrześcijańskiej symboliki. Ich rytuał jest w wielu miejscach dosłownym odwróceniem chrześcijańskich tradycji – picia samej krwi zamiast symbolizującego jej wina. Odwrócenie krzyża to tym samym wywrócenie do góry nogami wiary w zmartwychwstanie Jezusa. Ale… nie można na tym poprzestać! Odwrócony krzyż to przecież krzyż św. Piotra. Apostoła, który uznał się za niegodnego umierania w taki sam sposób co Jezus, dlatego żądającego powieszenia do góry nogami. W takim znaczeniu odwrócony krzyż to symbol najwyższej pokory. Ten przykład dobitnie pokazuje jak niejednoznaczne są symbole, których znaczenie zależy od kontekstu. Tak samo jak w przypadku swastyki, zupełnie inaczej rozumianej w kulturze hinduskiej i Niemczech Adolfa Hitlera.

Skojarzenia z satanizmem wzbudza także inny bardzo stary symbol, czyli pentagram. Jest to znak geometryczny, który tworzy się nie odrywając długopisu od kartki. Powstaje coś na kształt pięcioramiennej gwiazdy. Jednoznaczne kojarzenie pentagramu z mrocznymi siłami jest wyjątkowo niesprawiedliwe. Tradycyjnie jest to bowiem znak o jak najlepszym znaczeniu. Symbolicznie pentagram oznacza życie, zdrowie, poznanie, harmonię, doskonałość, wiedzę, mistyczne moce. Jego działanie wykorzystywano przeciwko (!) zmorom i demonom. Pentagram miał odstraszać tych nieprzyjemnych gości. Stąd jego obecność na amuletach. Uważano go również za odzwierciedlenie ruchów na niebie wykonywanych przez planetę Wenus i jednocześnie symbol bogini miłości. Z tego powodu wiązanie sznura na kształt pentagramu jest znane w Wielkiej Brytanii jako węzeł miłości.

(czytaj dalej)

  • 0

Kiedy głusi zaczęli migać?

czytaj dalej

Kiedy w pojawił się język migowy? Na jaki rok możemy datować powstanie jego polskiej wersji? Historia bezgłośnego języka jest mocno zagmatwana. Dlatego odpowiedź nie będzie prosta.

Jeśli wpiszemy sobie w Google pytanie: „ile lat ma polski migowy?”, najczęściej uzyskamy odpowiedź, że około 200. Wtedy w Warszawie pojawiła się szkoła dla głuchych (1817 r. to przyjmowana data graniczna). Później następne. W placówkach edukacyjnych i internatach powstały idealne warunki do rozkwitu naturalnego rozwoju języka. Dlaczego? To proste. W jednym miejscu skupiła się większa grupa ludzi z taką samą potrzebą – komunikowania się ze świtem zewnętrznym, w tym między sobą. Mogli w ten sposób poznawać gesty innych i tworzyć bardziej zwarte struktury języka.

Bo migowy jest w tym aspekcie identyczny jak pisany/mówiony język polski. Możemy tego nie zauważać, ale te języki są wciąż żywe i dostosowują się do zmieniających potrzeb. Jeszcze 10 lat temu nie mieliśmy określenia „media społecznościowe”, które dzisiaj doskonale rozumiemy dzięki inwazji Facebooka, Twittera, Instagrama, itp. (Edytor tekstu jeszcze długi czas podkreślał mi to słowo na czerwono „społecznościowe” jako niezrozumiałe. Teraz już wpisał je sobie do słownika). Na takich samych zasadach w języku migowym powstał wyraz dyrektor omawiany w odcinku Polimatów (5:18 minuta filmu) – początkowo odnoszący się do księdza Jakuba Falkowskiego, później do każdego dyrektora. Powstała potrzeba nazwania kogoś, więc znalazł się i odpowiedni gest.

To dowód na prostą zależność. Wystarczy zebrać w jednym miejscu odpowiednio dużą liczbę osób, a ci ludzie z pewnością znajdą sobie właściwy sposób komunikacji. Po kolejne dowody nie trzeba sięgać aż dwa stulecia wstecz jak w przypadku Polski. W Izraelu sformalizowane podstawy tamtejszego języka migowego sięgają lat 30. XX wieku i rozwoju szkoły w Jerozolimie.

Ale to jeszcze nie wyjaśnia jednej kluczowej kwestii. Czy przed powstawaniem szkół istniały języki migowe? Jak wcześniej porozumiewali się głusi, którzy rzecz jasna nie pojawili się na świecie nagle w XVIII lub XIX wieku?

(czytaj dalej)

  • 0

Sznurówka prawdę ci powie!

czytaj dalej

  • 16 września 2016
  • Andrzej Kotarski
  • Historia

Robota w agencji wywiadowczej to ciężka harówka. Każdy zainteresowany podsłuchuje i tylko szuka najróżniejszych, nawet najdrobniejszych znaków, aby tylko cię zdekonspirować. 

Wywiady z całego świata od zawsze szukają kreatywnych sposobów na przechytrzenie rywali. Niektóre pomysły okazały się spektakularną klęską jak tresowanie kota do roli agenta. Inne wyszły na światło dzienne dopiero wtedy, gdy przestały być potrzebne i zostały odtajnione.

Jeden z niezwykłych przykładów znajdziemy w książce „The Official CIA Manual of Trickery and Deception” (pol. „Oficjalny podręcznik sztuczek i oszustw CIA”). W nim do przekazania informacji nie trzeba było ani jednego słowa. Ani jednego gestu. Wystarczyło… spojrzeć na buty spotkanej osoby. Prawdę zdradzała forma wiązania sznurówek!

Tak od lewej odczytujemy z układu sznurówek: 1) Mam informację, 2) Idź za mną, 3) Przyprowadziłem inną osobę.

Sposób ten był wykorzystywany przez Amerykanów w czasach zimnej wojny. Bazuje na pomyśle Johna Mulhollanda, który wówczas podbijał serca mieszkańców USA swoimi… magicznymi sztuczkami. Został zatrudniony przez CIA, aby przeszkolił agentów w wykorzystywaniu sztuczek i sekretnych sygnałów.

(czytaj dalej)

  • 0

Co pisały gazety z września 1939 roku?

czytaj dalej

  • 13 września 2016
  • Andrzej Kotarski
  • Historia

Cofnijmy się w czasie o ponad 70 lat. Jest wrzesień 1939 roku. Załóżmy, że wiedzę o bieżących wydarzeniach czerpiemy głównie z wydawanych w Polsce gazet. 

Czy mielibyśmy świadomość nadciągającej wojny? Kiedy dowiedzielibyśmy się o ataku Niemiec? Jakie byłoby nasze nastawienie na kolejne dni września?

Zacznijmy od rozróżnienia widocznego na pierwszy rzut oka. Wydania poranne z 1.09.1939 skupiały się na napięciu w relacjach z Niemcami i przygotowaniach do walk. Naturalnie, dopiero w wieczornych edycjach mamy doniesienia o ataku na Westerplatte, nalotach na Wieluń i starciach w innych miastach.

„Express Poranny” z 1 września pisze o stanie gotowości polskiej obrony lotniczej i wypisuje „16 nikczemnych punktów” propozycji Niemiec dla Polski. „Dziennik Polski” wspomina o prowokacjach ze strony Berlina i wspomina zuchwałe groźby władz Niemiec. „Chwila” opisuje ostatnie próby ratowania pokoju. W „Dzienniku Bydgoskim” znajdziemy informację o niebezpieczeństwie przy wjeździe do Gdyni. Stronę dominuje jednak nagłówek „Czekamy z palcem na cynglu”. Chyba nikt nie miał złudzeń, że najazd nadejdzie już wkrótce…

Zrzut ekranu 2016-09-01 o 15.36.26Jednak, co ciekawe, zagrożenie wojną nie zdominowało całości wydań. W tym samymi „Dzienniku Bydgoskim” na dalszych stronach znajdziemy najzwyklejszy poradnik dla pań. Wśród dobrych rad (pamiętajmy, że wtedy jeszcze nie można było sprawdzić wszystkiego w Internecie) mamy instrukcję otwierania mocno zamkniętych wieczek od słoika oraz… rewolucyjny sposób na wykorzystanie skórek po zużytej cytrynie do… pielęgnacji łokci. Zaraz obok instrukcja prania, gotowania warzyw lub trzymania mięsa w świeżości.

Zrzut ekranu 2016-09-01 o 15.39.39

(czytaj dalej)

  • 1

To 26 sierpnia miał być początkiem II wojny światowej…

czytaj dalej

  • 26 sierpnia 2016
  • Andrzej Kotarski
  • Historia

1 września już na zawsze będzie nam się kojarzył z dwoma początkami – roku szkolnego (nie tak straszny) i pierwszymi strzałami II wojny światowej (przerażający). Jednak czy wiesz, że Adolf Hitler planował najechać na Polskę już kilka dni wcześniej?

Według tych założeń inwazja, którą później nazwiemy kampanią wrześniową i pierwszym aktem II WŚ, miała rozpocząć się między 4 i 5 rano 26 sierpnia 1939 roku. Co na to wskazuje?

Symbolem rozpoczęcia wojny jest ostrzał pancernika „Schleswig-Holstein” w kierunku Westerplatte. Strzały padły rankiem 1 września, ale grad pocisku miał zalać polską przystań właśnie 26 sierpnia. Dzień wcześniej, 25 sierpnia, niemiecki okręt zawitał do portu w Gdańsku z „kurtuazyjną wizytą”. Pretekstem miało być uczczenie pamięci marynarzy z krążownika „Magdeburg”, którzy zostali pochowali w tym mieście w 1914 roku.

Oficjalnie miał zupełnie pokojowe zamiary. Dowódca pancernika Gustav Kleikamp podczas wizyty spotykał się z ważnymi ówczesnego Gdańska. Także z przedstawicielami Polski. Wymieniał uprzejme uśmiechy, wznosił toasty, odbywał kurtuazyjne rozmowy. Przy tym miał w głowie, że w sejfie na okręcie leży tajny rozkaz, który nakazuje oddanie pierwszych strzałów wojny. O pokojowej misji nie mogły także świadczyć poukrywane pociski artyleryjskie i jednostki szturmowe gotowe do ataku na Westerplatte.

Jednak do planowanego natarcia nie doszło. Dlaczego? Hitler chciał ruszyć na Polskę tuż po powrocie ministra Joachima von Ribbentropa z dyplomatycznej misji w Moskwie zwieńczonej niesławnym paktem o nieagresji między III Rzeszą i Związkiem Radzieckim. Wtedy zapadła decyzja o nieformalnym IV rozbiorze Polski. Niemcy byli gotowi 26 sierpnia, ale Hitler zmienił zdanie. Zawahał się na wieść traktacie Polski z Wielką Brytanią oraz informacji o niedostatecznym przygotowaniu do walki sojuszniczych Włoch Benito Mussoliniego.

Mimo wszystko doszło do walk polsko-niemieckich już 26 sierpnia. Stało się do na Przełęczy Jabłonkowskiej (terytorium dzisiejszych Czech), gdzie biegła ważna linia kolejowa i droga. Dowódca niemieckich oddziałów nie dowiedział się w porę, że Hitler przełożył termin ataku Wermachtu na Polskę i ruszył do planowanych działań. Inne akcje udało się wyhamować. Niemcom przyszło tłumaczyć się z incydentu i przepraszać za agresywne zachowanie „niepoczytanego” dowódcy. To były jednak tylko pozory.

(czytaj dalej)