• 0

Wojna integracyjna

czytaj dalej

  • 8 grudnia 2016
  • Mateusz "Biszop" Biskup
  • Historia

Sajgon, maj 1968 roku.
Burdel „The Hall of Mirrors” był naprawdę imponujący. Zajmował obszerny budynek w centrum miasta, mieścił kilkaset osobnych pokoi na kilku piętrach i dawał zatrudnienie ponad 1200 prostytutkom. Bez wątpienia zasłużył na miano największego burdelu w Azji.

Na parterze tego przybytku rozkoszy znajdował się olbrzymi bar, gdzie panienki łowiły spragnionych miłości wojaków i po krótkiej pogawędce i ustaleniu ceny prowadziły ich na górę. Burdel przeżywał właśnie swoje złote lata. Przybycie kilkuset tysięcy młodych Amerykanów nabuzowanych hormonami, pragnących odreagować stres bojowy, a przede wszystkim – płacących w dolarach, a nie w dongach NIE BYŁO żyłą złota. To była żyła czystej platyny.

Przy barze siedziało dwóch amerykańskich żołnierzy popijających piwo. Od czasu do czasu spoglądali na panienki, ale narazie bez większego zainteresowania. Na to przyjdzie czas później. Najpierw muszą się urżnąć i odreagować stres walki w tunelach Cu Chi. No i nacieszyć się nowym nabytkiem. Podwinęli rękawy, przyłożyli ramiona do siebie i porównywali czyj tatuaż wyglądał lepiej. Wyglądały jednak identycznie – na obu rysunkach widniał wyszczerzony w uśmiechu szczur z opuszczonymi gaciami wypinający tyłek w kierunku patrzącego. Napis biegnący dookoła głosił „Non gratum anus rodentum”. Mimo tego LeRoy zazdrościł Jamesowi. Na białej skórze tatuaż wyglądał jego zdaniem o wiele lepiej.

Nagle podeszło do nich kilku żołnierzy. Widać byli to znajomi Jamesa, bo wszyscy przybili z nim piątkę. Do LeRoya nikt ręki nie wyciągnął. Jeden z nowoprzybyłych spojrzał na niego z niechęcią i wycedził:
– A ty co tu robisz czarnuchu?

Afroamerykanie brali udział w każdej konfrontacji zbrojnej, w jaką zaangażowane były Stany Zjednoczone od czasów wojny secesyjnej. Walczyli za kraj, który aż do lat 60-tych ubiegłego wieku odmawiał im podstawowych praw obywatelskich.

(czytaj dalej)

  • 0

Wojna w Święto Pojednania

czytaj dalej

  • 4 listopada 2016
  • Mateusz "Biszop" Biskup
  • Historia

Izrael, Wzgórza Golan, 17 października 1973 roku, godzina 23:30.
Sześciu izraelskich spadochroniarzy już od trzech dni siedziało w okopie obserwując pogrążone w mroku pozycje Syryjczyków odległe o zaledwie kilkaset metrów. Nie wyglądało na to, by szykowali się do szturmu. Krwawa bitwa sprzed kilku dni chyba dała im do myślenia.

Dwóch żołnierzy rozmawiało półgłosem o tym, co dzieje się kilkaset kilometrów na południe od nich, na Półwyspie Synaj, gdzie trwają zacięte walki. Trzech innych zajętych było czyszczeniem broni.

Szósty żołnierz trzymał przy uchu małe turystyczne radio. Nagle rzucił je na ziemię, wyskoczył z okopu i rozpoczął szalony taniec radości.
– Alex! Złaź natychmiast zanim zdejmie cię snajper! Zwariowałeś! Co ty wyprawiasz do cholery?!!! – jego towarzysze krzyczeli jeden przez drugiego.

Ten zaś nie przerywał dzikich pląsów i wrzasnął:
– Polska zremisowała z Anglią na Wembley! Rozumiecie??? Jedziemy na Mistrzostwa Świata!!!

Bliski Wschód to teren, który w XX wieku spłynął krwią bardziej, niż jakikolwiek inny. Od 1948 roku, czyli od momentu powstania państwa Izrael ciągły konflikt toczy ten skrawek Azji jak rak ciało człowieka. I podobnie jak choroba konflikt ten co pewien czas nasila się przechodząc w paroksyzm wojny. Zazwyczaj krótkiej, gwałtownej i bardzo krwawej.

Przez pierwszą połowę XX wieku Żydzi z całego świata sukcesywnie napływali do będącej pod brytyjskim protektoratem Palestyny. Tragedia II wojny światowej przyspieszyła ten proces – ocaleni z Holocaustu masowo wyjechali do swojej ziemi obiecanej. Konflikt z Arabami stał się nieunikniony. By jemu zapobiec Organizacja Narodów Zjednoczonych przyjęła Rezolucję nr 181 w sprawie podziału Palestyny. Państwa arabskie oczywiście wyraziły sprzeciw.

14 maja 1948 roku w Tel Awiwie Dawid Ben Gurion, najważniejszy przywódca społeczności żydowskiej w Palestynie odczytał Deklarację Niepodległości. Narodziło się państwo Izrael.

Dzień później armie pięciu państw arabskich wkroczyły na teren niepodległego państwa żydowskiego. Rozpoczęła się trwająca ponad rok wojna, w której Izrael obronił swoją niepodległość i wyrósł na główną siłę militarną w regionie. Przy okazji rozszerzył swoje granice zajmując tereny, które na mocy ONZ-owskiej rezolucji przypadły Palestyńczykom. Dotychczasowi mieszkańcy zostali wypędzeni i zamieszkali w obozach dla uchodźców w Syrii i Jordanii.

Przez kolejne 20 lat na Bliskim Wschodzie trwał stan niewygodnej, wymuszonej koegzystencji. Na pograniczu Izraela ciągle dochodziło do mniejszych lub większych potyczek. W połowie lat 60-tych sytuacja uległa pogorszeniu. Syryjczycy coraz częściej ostrzeliwali izraelskie miasta na północy kraju, a granicę przekraczali dywersanci podkładający miny na drogach. Izraelczycy w odwecie zaatakowali syryjskie pozycje na Wzgórzach Golan. W walce powietrznej, która się wówczas wywiązała izraelskie Mirage zestrzeliły sześć syryjskich MIGów-21. Wkrótce potem myśliwce z sześcioramiennymi gwiazdami na skrzydłach przeleciały na niewielkiej wysokości nad syryjską stolicą.

(czytaj dalej)

  • 2

Tak robi to Elita. Operacja Pewna Śmierć

czytaj dalej

  • 20 września 2016
  • Mateusz "Biszop" Biskup
  • Historia

Wojskowi eksperci są zadziwiająco zgodni w jednej kwestii – najlepszą jednostką specjalną na świecie jest brytyjski Special Air Service. Większość z tych, którzy w to wątpili albo, co gorsza, próbowali sprawdzić to na własnej skórze, przebywa już od dawna na tamtym świecie.

Tylko nieliczne akcje SAS przedostają się to publicznej wiadomości. Jedną z nich jest bezprecedensowa akcja uratowania zakładników wziętych do niewoli w sierpniu 2000 roku w Sierra Leone. Operacja nosiła kryptonim „Barras”. Jednak żołnierze w niej uczestniczący przechrzcili ją na operację „Pewna Śmierć”.

Na początku tego stulecia Sierra Leone było miejscem jakby żywcem wziętym z sennego koszmaru. Dziesięcioletnia wojna domowa zamieniła tę niegdyś bogatą brytyjską kolonię w krainę głodu, rozpaczy, bandytyzmu i odrąbanych kończyn. W rękach rządu znajdowała się tylko stolica Freetown. W dżungli poza miastem rządziły grupy rebeliantów. Jedna z nich nosiła nazwę West Side Boys.

West Side Boys

Właściwie nazywanie ich „rebeliantami” to grube nadużycie – to była zbieranina wiecznie pijanych i zaćpanych psychopatów i bandytów, których ulubioną rozrywką były napady na bezbronne wsie, gdzie gwałcili kobiety, mężczyznom odrąbywali ręce, a dzieci wcielali do swoich szeregów. Horror, jaki zafundowali wieśniakom przechodził wszelkie wyobrażenie.

W 1999 roku Rada Bezpieczeństwa ONZ postanowiła wysłać do Sierra Leone kontyngent wojskowy, którego trzon stanowili Brytyjczycy. Początkowo było to 6 tysięcy żołnierzy, potem liczba wzrosła do 13 tysięcy.

Dnia 25 sierpnia 2000 roku 12-osobowy brytyjski patrol Royal Irish Regiment pod dowództwem majora Alana Marshalla wpadł w zasadzkę przygotowaną przez West Side Boys. Trzy Land Rovery z Brytyjczykami i towarzyszącym im sierraleońskim oficerem łącznikowym zostały otoczone przez kilkudziesięciu uzbrojonych po zęby bandytów. Major Marshall kazał swoim ludziom odłożyć broń. Bandyci poprowadzili ich przez dżunglę do swojej siedziby – wioski Geberi Bana.

Wiadomość o porwaniu żołnierzy szybko dotarła do Freetown, a stamtąd do Londynu. Powołany przez premiera Blaira sztab kryzysowy natychmiast zdecydował o wysłaniu do Sierra Leone kontyngentu sił specjalnych. W jego skład wchodziło 72 komandosów SAS i SBS (Special Boat Service – „morska” wersja SAS) oraz 90 żołnierzy z elitarnego 1. Pułku Spadochronowego.

Decydenci w Londynie wiedzieli, że banda West Side Boys liczy około 400 ludzi. Dlatego postanowili wesprzeć komandosów SAS i SBS silnym oddziałem spadochroniarzy. Kiedy Brytyjczycy wylądowali w Freetown natychmiast przewieziono ich do jednej z baz poza miastem. Chodziło o to, by wiadomość o ich przybyciu nie dotarła do West Side Boys.

W tym samym czasie zakładnicy przechodzili piekło na ziemi. Byli non stop bici i torturowani, poddawani pozorowanym egzekucjom, pozbawiani snu i jedzenia. Najgorzej traktowany był sierraleoński porucznik Musa Bangura, którego bandyci uznali za zdrajcę. Trzymali go w dole kloacznym, z którego co jakiś czas był wyciągany i bity do nieprzytomności.

(czytaj dalej)

  • 0

Samotność szpiega

czytaj dalej

  • 12 sierpnia 2016
  • Mateusz "Biszop" Biskup
  • Historia

Damaszek, Syria, plac Marjeh, 18 maja 1965 roku, godzina 23:30.
Wojskowa ciężarówka, z trudem przebijająca się przez zgromadzony na placu tłum w końcu dotarła do celu i zatrzymała się przy dużej drewnianej platformie. Z paki zeskoczyło dwóch żołnierzy, którzy otworzyli klapę i pomogli zejść wysokiemu człowiekowi ubranemu w długą białą koszulę z rękoma skutymi z tyłu. Tuż za nim z ciężarówki ostrożnie zszedł starszy mężczyzna w stroju rabina.

Więzień pochylił głowię ku rabbiemu i zamienił kilka słów. Duchowny ujął jego głowę w swoje dłonie. Jeden z żołnierzy lekko szturchnął więźnia w bok. Już czas.

Mężczyzna w białej koszuli podszedł do platformy między dwoma szeregami syryjskich żołnierzy i wspiął się na nią po kilku schodach. Odwrócił się i popatrzył na plac. Było jasno jak w dzień. Na obrzeżach placu stały wojskowe ciężarówki z włączonymi reflektorami oświetlając zgromadzony tłum.

Kat popchnął mężczyznę w kierunku stołka ustawionego na środku platformy. Ten posłusznie na niego wszedł. Egzekutor sprawnym ruchem nałożył mu pętlę na szyję. Na placu panowała absolutna cisza.

Kopnięty stołek potoczył się w kierunku schodów. Rozległ się nieprzyjemny trzask i ciało mężczyzny zawisło bezwładnie. Skute dłonie na chwilę wykrzywiły się nienaturalnie, po czym zastygły w bezruchu. Tłum zaczął krzyczeć z radości.

Są szpiedzy, którzy zmieniali bieg historii. Palma pierwszeństwa należy moim zdaniem do Olega Pieńkowskiego, oficera radzieckiego wywiadu wojskowego GRU, dzięki któremu prezydent Kennedy mógł koncertowo ograć Chruszczowa podczas konfliktu kubańskiego i zapobiec trzeciej wojnie światowej.

Podobną rolę odegrał Richard Sorge, agent sowieckiego wywiadu wojskowego, który pod przykrywką gorliwego nazisty i korespondenta gazety „Frankfurter Zeitung” w Japonii zdobył arcyważne informacje, które pozwoliły Stalinowi uratować Moskwę w 1941 roku.

Inni szpiedzy może nie wpływali na losy całego świata w sposób tak decydujący, ale ich dokonania do dzisiaj zapierają dech w piersiach i mogą służyć za scenariusz niejednego filmu sensacyjnego.

(czytaj dalej)

  • 0

Pilot zwany „Diabłem”

czytaj dalej

  • 8 lipca 2016
  • Mateusz "Biszop" Biskup
  • Historia

Baza Sił Powietrznych Cesarskiej Marynarki Wojennej, Lae, Papua Nowa Gwinea, 17 maja 1942 roku, godzina 21:00.
Dowódca dywizjonu porucznik Junichi Sasai zwany był przed podwładnych „Latającym Tygrysem” od sprzączki pasa w kształcie głowy wielkiego kota – podarunku od ojca, który zawsze nosił. Mimo tej groźnie brzmiącej ksywki był człowiekiem bardzo łagodnym. W przeciwieństwie do innych dowódców, którzy wierni hierarchii służbowej i kastowemu systemowi społecznemu traktowali swoich pilotów z wyższością, Sasai traktował swoich podwładnych jak ojciec. No, może nie jak ojciec, ale starszy brat na pewno.

Po bazie krążył dowcip, że porucznik Sasai nigdy się nie denerwuje, bo po prostu nie wie, jak to się robi.
Trzech pilotów wyprężonych na baczność w jego gabinecie właśnie przekonywało się na własnej skórze, że ten dowcip miał niewiele wspólnego z prawdą.

Blady z wściekłości porucznik Sasai trzymał w ręku jakiś papierek i gwałtownie nim potrząsał.
– Czy wy wiecie co to jest???!!! Nie???!!! To ja wam powiem!!! To jest ulotka, którą nieprzyjacielski myśliwiec zrzucił godzinę temu nad naszą bazą!

Zaczął ją czytać. Ulotka była w języku angielskim i porucznik czytał powoli, tłumacząc ją na japoński. Trzej wyprężeni na baczność piloci zaczęli przygryzać wargi, by nie wybuchnąć śmiechem. Wszyscy trzej pomyśleli to samo. Kara za dzisiejszy wyczyn ich nie minie, ale… warto było!

Hiroyoshi Nishizawa urodził się w styczniu 1920 roku w górskiej wiosce w prefekturze Nagano w rodzinie dyrektora lokalnej gorzelni sake. Po ukończeniu szkoły zaczął pracować w tkalni. Kiedy miał 16 lat zobaczył plakat zachęcający młodych Japończyków do wstąpienia w szeregi Yokaren – rezerwy lotnictwa wojskowego. W marcu 1939 roku ukończył szkolenie i rozpoczął służbę w dywizjonach Oita, Omura i Sakura. W październiku 1941 roku dołączył do Grupy Lotniczej Chitose.

W styczniu 1942, już po ataku na Pearl Harbor i rozpoczęciu wojny ze Stanami Zjednoczonymi dywizjon, w którym służył został przeniesiony na lotnisko Vanukanau na Nowej Brytanii – jednej z wysp Archipelagu Bismarcka na wschód od Papui Nowej Gwinei. W tym czasie latał na przestarzałych myśliwcach Mitsubishi A5M. Niedługo jednak – jeszcze w tym samym miesiącu piloci otrzymali nowe myśliwce A6M2 „Zero”.

Mitsubishi „Zero” (według amerykańskiej nomenklatury wojskowej – „Zeke”) był samolotem niezwykle zwrotnym i w początkowej fazie wojny przewyższał pod względem osiągów wszystkie alianckie myśliwce obecne w rejonie Pacyfiku. Miał jednak także wady.

Najpoważniejszą była wrażliwość na uszkodzenia. Konstruktorzy samolotu świadomie zrezygnowali z opancerzenia kabiny oraz zastosowania samouszczelniających się zbiorników paliwa. Wskutek tego „Zero” spadał w płomieniach w dół po jednej dłuższej celnej serii z karabinów maszynowych alianckiego myśliwca. Nie imponował także uzbrojeniem – miał dwa działka kalibru 20 mm umieszczone w skrzydłach i dwa karabiny maszynowe zamontowane w kadłubie i zsynchronizowane ze śmigłem.

(czytaj dalej)

  • 1

Patton. Kontrowersyjny geniusz wojny

czytaj dalej

  • 17 czerwca 2016
  • Mateusz "Biszop" Biskup
  • Historia

Nicosia, Sycylia, 15. Polowy Szpital Ewakuacyjny US Army, 3 sierpnia 1943 roku.
Przez prowizoryczną bramę wtoczyła się ciężarówka z symbolem czerwonego krzyża na białym tle wymalowanym na pace i wzbijając tumany kurzu zahamowała przed największym z kilkudziesięciu namiotów. Z jego wnętrza natychmiast wybiegło kilku ludzi w białych kitlach i otworzywszy tylne drzwi pojazdu zaczęło ostrożnie wynosić nosze z rannymi. Scenie przyglądało się dwóch korespondentów z armijnej gazety „Stars and Stripes”, którzy przyjechali niedawno celem przeprowadzenia kilku wywiadów z rannymi. 

Dziennikarze zanotowali coś w swoich notatnikach i poszli dalej, wzdłuż długiego rzędu jednakowych, szarych namiotów.
Przed jednym z nich stał dżip ozdobiony małą flagą amerykańską.

Nagle z namiotu dobiegły jakieś dziwne dźwięki. Ktoś na kogoś krzyczał, po czym słychać było kilka charakterystycznych plaśnięć, jakieś szuranie meblami… Dziennikarze przystanęli zdziwieni. Czyżby ranni pobili się między sobą?

Poły wejścia do namiotu rozsunęły się i dziennikarze zobaczyli doskonale znaną im postać dowódcy Siódmej Armii generała George’a Pattona. Czerwony z wściekłości generał trzymał za kołnierz śmiertelnie przerażonego szeregowca i trząsł nim niemiłosiernie. Puścił go i wymierzył mu solidnego kopniaka w tyłek.

– Wracasz na front i to natychmiast! Słyszałeś, ty cioto bez jaj?! – wrzasnął.

Był najbardziej kontrowersyjnym z amerykańskich dowódców czasu wojny, postacią niezwykle ekscentryczną i pełną sprzeczności. Jego żołnierze w równym stopniu uwielbiali go i przeklinali. Był geniuszem wojny.

(czytaj dalej)

  • 2

Lwy ludojady z Tsavo

czytaj dalej

  • 25 maja 2016
  • Mateusz "Biszop" Biskup
  • Historia

Okolice rzeki Tsavo, Brytyjska Afryka Wschodnia, 9 grudnia 1898 roku, godzina 8:00.
„Bwana! Bwana! Simba! Simba!” John Patterson wyszedł przed zeribę i zobaczył dwóch lokalnych tragarzy biegnących w jego kierunku. Zatrzymali się dysząc ciężko. Oficer spojrzał na twarze Murzynów – były popielate z przerażenia. – Co się stało? – spytał.

Zaczęli się wzajemnie przekrzykiwać i wymachiwać rękami. Podpułkownik przywołał na pomoc całą swoją wątłą znajomość języka suahili starając się zrozumieć cokolwiek z ich bezładnej paplaniny.

Po chwili wiedział mniej więcej co się stało. Oto dwa lwy, które od niemal roku terroryzowały okolicę zaatakowały ponownie. Wkradły się do obozu hinduskich kulisów nad rzeką, na szczęście jednak nie zdołały zabić żadnego z ludzi. Zadowoliły się jednym z osłów pasących się niedaleko namiotów. W tej chwili właśnie konsumowały swoją zdobycz.

Oficer zmarszczył brwi. A więc nareszcie! W końcu ma szansę spotkać sie z nimi oko w oko! Nie może jej zmarnować! A więc trzeba działać szybko… Wpadł jak burza do namiotu i podbiegł do stojaka z karabinami. Zawahał się na sekundę. Czy ma wziąć swój wypróbowany karabin .303 Lee Enfield, czy też raczej ciężki dwulufowy sztucer, który zostawił mu komendant Farquhar.

Chwycił sztucer, wybiegając z namiotu porwał ze stołu pudełko amunicji i pobiegł co sił za Murzynami. Dogonił ich, zatrzymał i polecił iść za sobą zachowując całkowitą ciszę.

Powoli skradali się przez busz. Po chwili do ich uszu doszły odgłosy uczty drapieżników – trzask kości łamanych w potężnych szczękach, nieprzyjemny dźwięk rwanego ciała i pomruk zaspokajającego głód lwa-ludojada. W powietrzu czuć było woń krwi.
Trzask!

John Patterson zamarł na moment. Jeden z idących za nim tragarzy nadepnął na suchą gałąź.

Myśliwy natychmiast skoczył naprzód przykładając broń do oka. Na próżno. Ostrzeżony trzaskiem lew – albowiem ucztował tylko jeden – dał nura w gęste krzaki porastające niewielki zagajnik i tyle go widziano. Ale oficer ani myślał odpuścić. Szybko wydał rozkazy tragarzom. Pokiwali głowami i pobiegli do obozu.

Po kilkunastu minutach zagajnik otoczyło kilkudziesięciu Hindusów trzymających w rękach garnki, grzechotki, rondle – słowem, wszystko, co mogło wydać jak najgłośniejszy dźwięk. Uformowali półkole po przeciwnej stronie lasku i bębniąc ile sił w przyniesione kuchenne utensylia zagłębili się w gąszcz.

Myśliwy przyczaił się za dużym kopcem termitów i mocniej ścisnął w rekach sztucer. Teraz na pewno się uda!

I rzeczywiście. Po kilku minutach z gęstwiny wyłoniło się płowe cielsko drapieżnika, na którego polował od miesięcy. Przyglądał mu się przez chwilę. Był to olbrzymi okaz lwa bezgrzywowego – przedstawiciela endemicznego gatunku występującego wyłącznie na tym terenie. Z jego gardła wydobywał się głuchy pomruk, a gruby ogon uderzał o ziemię niczym bicz.

„Boże, daj mi pewną rękę i celne oko!” – pomyślał oficer i wysunął się zza termitiery. Lew i myśliwy przez ułamek sekundy patrzyli sobie prosto w oczy.  John Patterson podniósł sztucer do oka, starannie wycelował w niewielką plamkę w pobliżu ucha zwierzęcia i nacisnął prawy spust. Trzask!

Oficer zapomniał o swojej własnej zasadzie – „Nigdy nie ufaj cudzej broni!”

(czytaj dalej)

  • 0

Szpieg, który zwątpił w komunizm i zmienił bieg historii

czytaj dalej

  • 22 kwietnia 2016
  • Mateusz "Biszop" Biskup
  • Historia

Moskwa, Bulwar Maksyma Gorkiego 36, apartament 59, 9 sierpnia 1962 roku, godzina 18:00.
Drzwiczki barku skrzypnęły cicho. Mężczyzna wyjął butelkę wódki i napełnił szklankę do połowy. Zakręcił butelkę, schował ją do barku, a następnie jednym haustem opróżnił szklankę. 

Podszedł do biurka, wziął notes i ołówek, po czym ustawił krzesło przy radiu stojącym na kredensie. Przez chwilę manipulował gałkami, aż złapał stację BBC. Słuchał uważnie serwisu informacyjnego, co chwila zapisując coś w notesie.

Kilkadziesiąt metrów dalej, w mieszkaniu znajdującym się po drugiej stronie ulicy, dokładnie naprzeciwko apartamentu 59 rozległ się kilkukrotny trzask migawki aparatu fotograficznego…

Oleg Pieńkowski

Oleg Pieńkowski urodził się w 1919 roku we Władykaukazie w rodzinie oficera Białogwardyjskiej Armii, który wkrótce zginął w walce z bolszewikami. Młody Oleg postanowił związać się z wojskiem. W 1939 roku ukończył kijowską Szkołę Artylerii i 17 września tego samego roku wziął udział w agresji na Polskę jako oficer polityczny baterii wchodzącej w skład 1. Frontu Zachodniego. Potem został wysłany na front fiński. Podczas wojny z Niemcami walczył w 323. Pułku Artylerii Przeciwpancernej, którego został dowódcą. Był niezwykle odważnym żołnierzem, podczas walk został czterokrotnie ranny. Wojna przyniosła mu wiele odznaczeń i zwróciła na niego uwagę przełożonych.

Tuż po wojnie, będąc w randze podpułkownika ożenił się z córką generała Dimitra Gapanowicza, co bardzo ułatwiło mu dalszą karierę.

W 1948 roku ukończył elitarną Akademię Wojskową im. Frunzego, a pięć lat później został absolwentem „szkoły szpiegów” – Wojskowej Akademii Dyplomatycznej ze specjalizacją w wywiadzie strategicznym. Po ukończeniu tej ostatniej dostał ofertę wstąpienia w szeregi wywiadu wojskowego GRU. Wahał się, ale jednak propozycję przyjął. Jego pierwszą zagraniczną placówką była Ankara, gdzie oficjalnie pełnił funkcję attache wojskowego. Właśnie tam, w Turcji pozbył się wszelkich złudzeń co do ustroju, w jakim żył i organizacji, której służył.

Jako sumienny oficer napisał do centrali dokładny raport opisujący rażące nieprawidłowości panujące w rezydenturze wywiadu w Ankarze. Reakcja centrali była natychmiastowa – odwołano go z powrotem do Moskwy. Jego kolejną placówką miało być Delhi, jednak krótko przed wyjazdem do Indii jakiś „życzliwy” doniósł komu trzeba, że ojciec Pieńkowskiego był carskim oficerem.

Te wydarzenia oraz obserwowane na co dzień sobiepaństwo, zakłamanie i zachłanność partyjnych bonzów sprawiły, że Pieńkowski zrozumiał, że budowany od ponad 40 lat komunizm jest jednym wielkim kłamstwem. A on stał się częścią tego kłamstwa.

(czytaj dalej)

  • 4

Sukces okupiony krwią. Jak Rosja poradziła sobie z atakiem terrorystycznym?

czytaj dalej

  • 8 kwietnia 2016
  • Mateusz "Biszop" Biskup
  • Historia

Moskwa, Dom Kultury Zakładów Łożysk Kulkowych na ulicy Dubrowskaja, 23 października 2002 roku, godzina 21:00.
Drugi akt musicalu „Nord-Ost” właśnie się rozpoczął. Na widownię weszło kilku spóźnionych widzów, którzy w pośpiechu zajęli swoje miejsca. Światła zgasły zupełnie i na scenę wyszło dziewięciu aktorów w mundurach radzieckich lotników z czasów II wojny światowej. Zaczęli tańczyć i stepować w rytm skocznej muzyki.

Nagle z lewej strony sceny pojawił się jakiś człowiek ubrany w całkiem współczesny mundur polowy i w kominiarce na głowie. Położył na podeście kałasznikowa i bez trudu wspiął się na scenę. Podniósł broń i stanął pod ścianą obserwując taniec aktorów. Ci również go zauważyli, ale nie przerywali gry. W końcu profesjonalizm zobowiązuje…

Po kilku chwilach człowiek w kominiarce oderwał się od ściany, podniósł kałasznikowa w górę i puścił kilka serii w sufit. Muzyka umilkła. Terrorysta bezceremonialnie spędził aktorów ze sceny krzycząc coś w gardłowym języku. Zdezorientowani tancerze usiedli między widzami na widowni.

Jeden z nich, Igor usiadł obok starszej kobiety. Ta pochyliła się do niego.
– Świetnie zagrane. Ale co symbolizuje ten facet z kałasznikowem na scenie?

(czytaj dalej)

  • 2

Złamany szpon amerykańskiego Orła. Wstydliwa nieporadność USA w Iranie

czytaj dalej

  • 9 marca 2016
  • Mateusz "Biszop" Biskup
  • Historia

Pustynia Dasht-e-Kavir, 300 kilometrów na południowy wschód od Teheranu, 25 kwietnia 1980 roku, godzina 1:30.
Na środku irańskiej pustyni panował ruch jak na nowojorskim Times Square. Mrok bezksiężycowej nocy rozjaśniały przenośne reflektory ustawione wokół czterech potężnych samolotów transportowych tworząc świetlny krąg. Kilkadziesiąt umundurowanych postaci uwijało się wokół maszyn jak w ukropie. Wynosili z wnętrz Herculesów przeróżny sprzęt, żywność, skrzynie z amunicją i broń. Dużo broni. 

Inna grupa komandosów operowała poza kręgiem światła. Ich zadaniem było skanowanie otoczenia i zapewnienie bezpieczeństwa kolegom wyładowującym sprzęt potrzebny do akcji.

Dwóch komandosów od dłuższej chwili wpatrywało się w ciemność okrywającą pustynię. W oddali pojawił się maleńki świetlny punkcik, który rósł z każdą sekundą. Do ich uszu dotarł warkot silnika. Obydwaj żołnierze natychmiast padli na ziemię. Ktokolwiek porusza się tym pojazdem musi zginąć.

Kiedy ciężarówka znalazła się w odległości kilkudziesięciu metrów jeden z komandosów puścił długą serię z M-16 w kierunku kabiny. Drugi sięgnął po granatnik przeciwpancerny M-72. Zdjął zaślepki z obu końców, rozsunął dwie koncentryczne rury, celował przez sekundę i nacisnął spust. Z tyłu wyrzutni pojawił się niewielki strumień ognia i pocisk z głowicą kumulacyjną pomknął na spotkanie celu.

Nad pustynią wyrosła olbrzymia kula ognia, a huk eksplozji odbił się echem od gór okalających pustynię. Ciężarówka była cysterną pełną paliwa.

Gorący podmuch zmusił komandosów do wtulenia twarzy w piasek. Nie zauważyli, że na moment przed eksplozją kierowca cysterny wyskoczył z kabiny i pobiegł do jeepa jadącego za nią. Samochód natychmiast zawrócił i zniknął w mroku.

To była jedna z najgorzej przygotowanych i najbardziej spartolonych operacji sił specjalnych w historii wojskowości. Karygodne błędy popełnione podczas jej planowania i realizacji będą jeszcze długo studiowane we wszystkich akademiach wojskowych na całym świecie. Ale od początku…

(czytaj dalej)

  • 4

Z uznaniem o niemieckim dowódcy z czasów II wojny światowej? Da się, jeśli mowa o Lisie Pustyni

czytaj dalej

  • 23 lutego 2016
  • Mateusz "Biszop" Biskup
  • Historia

Francja, okolice Sainte-Foy-de-Montgommery, 17 lipca 1944 roku, godzina 16:00.
Pasażer siedzący na tylnym siedzeniu czarnego kubelwagena był w kiepskim nastroju. Wracał cały czas myślami do ostatniej rozmowy z Falkenhausenem i Stulpnagelem. Spisek przeciwko Hitlerowi zataczał coraz szersze kręgi i wydawało się, że dni Fuhrera są już policzone. Sam był przeciwnikiem jego likwidacji – uważał, że aresztowanie go i postawienie przed sądem będzie wyjściem znacznie lepszym. Mimo tego udzielił spiskowcom swojego wsparcia i obiecał, że stanie po ich stronie.

Czy dobrze zrobił? W razie niepowodzenia on i jego rodzina zapłacą straszną cenę…

Sytuacja na froncie również nie napawała optymizmem. Alianci po wylądowaniu w Normandii ciągle parli naprzód. Gdyby Hitler w odpowiednim czasie zezwolił na użycie dwóch dywizji pancernych wówczas Niemcy zgnietliby ich bez problemu. Ale nie zezwolił, uważając, że atak na plaże Normandii to blef… Może to i dobrze, że wkrótce nie będzie już tego szaleńca…

Rozmyślania przerwał warkot silnika samolotu. Pasażer kubelwagena spojrzał za siebie. Spitfire ze znakami kanadyjskiego 412. Dywizjonu na kadłubie właśnie rozpoczął zniżanie. Nie było chwili do stracenia.
– Zjeżdżaj na bok! – krzyknął do kierowcy. Ten raptownie skręcił kierownicę w lewo.

O ułamek sekundy za późno. Pilot Spitfire’a kilka sekund wcześniej uruchomił karabiny maszynowe myśliwca i długa seria pocisków dogoniła samochód w momencie, kiedy kierowca szarpnął kierownicą. Kamień wzbity w powietrze jednym z pocisków uderzył pasażera w twarz.

Zalany krwią feldmarszałek Erwin Rommel osunął się na siedzenie samochodu.

(czytaj dalej)