• 0

Na tropie polskiego piwa. Które piwo jest najmocniej osadzone w naszej tradycji i historii?

czytaj dalej

  • 31 października 2016
  • Radosław Kotarski
  • Historia

W jednym z odcinków „Podróży z historią” wyznaczyłem sobie trudne zadanie. W otoczeniu dawnego gospodarstwa rolnego musiałem ustalić, która potrawa jest prawdziwie polska. Takie danie musiało być więc pierwotnie u nas wytwarzane, jedzone przez większość ludzi (niezależnie od stanu i zasobności sakiewki), na znacznej części ziem polskich i to przez wiele wieków. Efekty tych badań były zaskakujące!

Okazało się bowiem, że często wskazywane potrawy takie jak kotlet schabowy z ziemniakami czy pierogi ruskie to niewłaściwe tropy. Ten pierwszy zaczął być robiony u nas dopiero ok. 200 lat temu, nie mówiąc o ziemniakach, które upowszechniły się jeszcze później. Pierogi natomiast nie były dawniej spożywane za często, ponieważ przez długi czas zarezerwowane były wyłącznie na święta, co zdaje się tłumaczyć ich nazwa, którą językoznawca Aleksander Brückner wywodzi od słowa pir-, czyli „uroczystość”. Poza tym pierogi ruskie, chociaż z Rosją nie mają wcale tak wiele wspólnego (określenie „ruskie” odnosi się do Rusi Czerwonej, a więc ziem dzisiejszej Ukrainy, a nie do Rosji), nadal pozostają „importem” z dalekiej Azji.

Wielkim zwycięzcą okazała się więc niepozorna kasza jaglana z warzywami, prawdziwy przebój dawnych czasów, zresztą coraz popularniejszy także dzisiaj. Jak podobne poszukiwania zakończyłyby się w świecie polskiej historii piwa?

Zacznijmy od tego, że moment pojawiania się szczegółowego podziału na piwne gatunki jest tak świeży, jak obecność człowieka na Ziemi w porównaniu do miliardów lat jej uformowania.

Dlatego musimy sięgnąć do odróżnienia szerszego, które odnosić się będzie do użytego ziarna. Dlaczego miało to tak duże znaczenie? Ponieważ większość dawnych piwowarów nie mogła ani przebierać w wodzie, na której powstanie piwo, ani w dziesiątkach odmianach chmielu czy drożdży. Jednak taki rzemieślnik mógł zdecydować czy chce zbudować swój produkt z jęczmienia, pszenicy, owsa, czy innego zboża? Z czego było więc warzone prawdziwe, historyczne, polskie piwo?

Sięgnijmy do źródeł najstarszych. Jan Długosz zapisał, że protoplasta Polski – Lech wyruszył na ziemie, gdzie „wino rzadko używane, a uprawa winnic nieznana, jest za to polski napój warzony z pszenicy, chmielu i wody po polski piwem zwany”. To ważny ślad wyróżniający pszenicę, ale w innym miejscu nasz kronikarz doprecyzowuje, że „zamiast wina (kraj – dop. RK) używa piwa, które robią z żyta, pszenicy i jęczmienia albo orkiszu”. Dzięki temu wiemy, że nie możemy od razu rozstrzygnąć sporu na korzyść pszenicy, ale również dowiadujemy się, iż dawny piwowar mógł wybierać w ziarnie, którego użyje.

Dawniej taką decyzję często podejmowano tylko raz, ponieważ istniał zwyczaj zaopatrywania się w zboża świeżo po żniwach. Taka jednorazowa transakcja była tańsza niż seria zakupów, więc przed piwowarem (lub częściej – karczmarzem) stała poważna decyzja – które wybrać?

(czytaj dalej)

  • 0

Zachowane przed zapomnieniem #59

czytaj dalej

  • 24 października 2016
  • Redakcja Polimaty.pl
  • Historia

Dziś m.in. zimowe ubrania dla dzieci w Rosji i nietypowe wspomnienia z Wietnamu.

Poprzednią część serii znajdziesz tutaj.

Jackie Kennedy przygląda się debacie prezydenckiej z udziałem jej męża Johna i Richarda Nixona, 1960 rok.

Bruce Lee ze swoim mistrzem Ip Manem, lata 60. XX wieku.

Tancerka erotyczna pokazuje bieliznę będącą „dowodem w sprawie” w trakcie przesłuchania, Floryda, 1983 rok.

12-letni Lo Manh Hung będący fotografem wojny w Wietnamie, 1968 rok.

Zimowe ubrania dla dzieci, ZSRR, 1968 rok.

(czytaj dalej)

  • 0

Zachowane przed zapomnieniem #58

czytaj dalej

  • 13 października 2016
  • Redakcja Polimaty.pl
  • Historia

W cyklu historycznych zdjęć dziś m.in. dziecięca „fascynacja” sztuką i spacer po piramidach.

Poprzedni odcinek serii znajdziesz tutaj.

Koniec prohibicji w Stanach Zjednoczonych, 1933 rok.

Dziewczynki na wystawie sztuki bardziej niż eksponatami zainteresowane kratką wentylacyjną, San Francisco 1963 rok.

Młodzi sprzedawcy gazet przed rozpoczęciem pracy, 1908 rok.

Donald Trump i Michael Jackson w samolocie, przełom lat 80. i 90. XX wieku.

Na szczycie piramidy Cheopsa, lata 20. XX wieku.

(czytaj dalej)

  • 0

PRL mięsem stała!

czytaj dalej

Lęk przed głodem, odziedziczony po wojnie, spowodował, że w PRL symbolem bezpieczeństwa i podstawą dobrej kuchni było mięso. W latach 80., kiedy Polacy stanęli w obliczu jego niedoboru, do jadłospisu włączyli drób. Popularność zyskała też baranina, a nawet mięso z nutrii.

W czasach II wojny światowej obywatel okupowanej Francji miał w przydziałach kartkowych około 1,2 tys. kcal dziennie, mieszkaniec Generalnego Gubernatorstwa miał ich około 600, natomiast obywatel żydowski w zasadzie był skazany na śmierć głodową – powiedział dr hab. Błażej Brzostek z Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego.

– Wygłodzenie i lęk przed głodem odziedziczony z wojny jest doświadczeniem bardzo silnie obecnym w całym okresie PRL. W drugiej połowie lat 50. społeczeństwo PRL zjadało dwa razy więcej mięsa rocznie niż społeczeństwo II RP pod koniec lat 30. W latach 1945-50 udział wydatków na żywność w budżecie domowym sięgał 70 proc. – mówił Brzostek.  – W latach 60. przeciętny obywatel PRL zjada ponad 200 kg ziemniaków rocznie, około 50 kg mięsa i 5 kg ryb, wobec których cały czas utrzymuje się dystans” – dodał.

Narastanie paniki mięsnej socjologowie po raz pierwszy obserwowali w latach 1950-55 wraz ze stagnacją, a nawet spadkiem płac. W kolejnych latach Polacy mierzyli się z następnymi kryzysami mięsnymi, a jeden z najpoważniejszych nadszedł w latach 80. W roku 1980 spożycie mięsa w PRL wynosiło 74 kg na osobę, przy dominacji mięsa wieprzowego; w roku 1982 spadło do 65,7 kg; a w następnym wyniosło tylko 58,2 kg.

(czytaj dalej)

  • 0

Kiedy głusi zaczęli migać?

czytaj dalej

Kiedy w pojawił się język migowy? Na jaki rok możemy datować powstanie jego polskiej wersji? Historia bezgłośnego języka jest mocno zagmatwana. Dlatego odpowiedź nie będzie prosta.

Jeśli wpiszemy sobie w Google pytanie: „ile lat ma polski migowy?”, najczęściej uzyskamy odpowiedź, że około 200. Wtedy w Warszawie pojawiła się szkoła dla głuchych (1817 r. to przyjmowana data graniczna). Później następne. W placówkach edukacyjnych i internatach powstały idealne warunki do rozkwitu naturalnego rozwoju języka. Dlaczego? To proste. W jednym miejscu skupiła się większa grupa ludzi z taką samą potrzebą – komunikowania się ze świtem zewnętrznym, w tym między sobą. Mogli w ten sposób poznawać gesty innych i tworzyć bardziej zwarte struktury języka.

Bo migowy jest w tym aspekcie identyczny jak pisany/mówiony język polski. Możemy tego nie zauważać, ale te języki są wciąż żywe i dostosowują się do zmieniających potrzeb. Jeszcze 10 lat temu nie mieliśmy określenia „media społecznościowe”, które dzisiaj doskonale rozumiemy dzięki inwazji Facebooka, Twittera, Instagrama, itp. (Edytor tekstu jeszcze długi czas podkreślał mi to słowo na czerwono „społecznościowe” jako niezrozumiałe. Teraz już wpisał je sobie do słownika). Na takich samych zasadach w języku migowym powstał wyraz dyrektor omawiany w odcinku Polimatów (5:18 minuta filmu) – początkowo odnoszący się do księdza Jakuba Falkowskiego, później do każdego dyrektora. Powstała potrzeba nazwania kogoś, więc znalazł się i odpowiedni gest.

To dowód na prostą zależność. Wystarczy zebrać w jednym miejscu odpowiednio dużą liczbę osób, a ci ludzie z pewnością znajdą sobie właściwy sposób komunikacji. Po kolejne dowody nie trzeba sięgać aż dwa stulecia wstecz jak w przypadku Polski. W Izraelu sformalizowane podstawy tamtejszego języka migowego sięgają lat 30. XX wieku i rozwoju szkoły w Jerozolimie.

Ale to jeszcze nie wyjaśnia jednej kluczowej kwestii. Czy przed powstawaniem szkół istniały języki migowe? Jak wcześniej porozumiewali się głusi, którzy rzecz jasna nie pojawili się na świecie nagle w XVIII lub XIX wieku?

(czytaj dalej)

  • 0

Wybuchowa maszyna. Jak skutecznie rozbrajać miny przeciwpiechotne?

czytaj dalej

32. odcinek Polimatów był poświęcony minom i Polakowi (Józefowi Kosackiemu), który znalazł sposób, aby zatrzymać śmierć.

Jego wynalazek był przełomowy na tamte czasy. Jednak, oczywiście, rozwój technologiczny sprawił, że plecaki Kosackiego odeszły do lamusa. Jak dzisiaj można pozbywać się min?

Operatora tej maszyny czeka niezmiennie wybuchowa atmosfera pracy…

  • 0

Zachowane przed zapomnieniem #56

czytaj dalej

  • 27 września 2016
  • Redakcja Polimaty.pl
  • Historia

Dziś w galerii archiwalnych zdjęć m.in. luźne podejście do kwestii bezpieczeństwa dzieci oraz Pablo Escobar z kuzynem Gustavo.

Poprzedni odcinek cyklu znajdziesz tutaj.

Fidel Castro gra w koszykówkę z zawodnikami Wisły Kraków, 1972 rok.

Plac zabaw, przełom XIX i XX wieku.

Narkotykowy boss Pablo Escobar z kuzynem Gustavo w gangsterskiej pozie, lata 80. XX wieku.

Niemiecka maszyna do niszczenia torów kolejowych wykorzystywana w ramach taktyki spalonej ziemi, 1944 rok.

Krzesełko samochodowe dla dzieci, lata 50. XX wieku.

(czytaj dalej)

  • 2

Tak robi to Elita. Operacja Pewna Śmierć

czytaj dalej

  • 20 września 2016
  • Mateusz "Biszop" Biskup
  • Historia

Wojskowi eksperci są zadziwiająco zgodni w jednej kwestii – najlepszą jednostką specjalną na świecie jest brytyjski Special Air Service. Większość z tych, którzy w to wątpili albo, co gorsza, próbowali sprawdzić to na własnej skórze, przebywa już od dawna na tamtym świecie.

Tylko nieliczne akcje SAS przedostają się to publicznej wiadomości. Jedną z nich jest bezprecedensowa akcja uratowania zakładników wziętych do niewoli w sierpniu 2000 roku w Sierra Leone. Operacja nosiła kryptonim „Barras”. Jednak żołnierze w niej uczestniczący przechrzcili ją na operację „Pewna Śmierć”.

Na początku tego stulecia Sierra Leone było miejscem jakby żywcem wziętym z sennego koszmaru. Dziesięcioletnia wojna domowa zamieniła tę niegdyś bogatą brytyjską kolonię w krainę głodu, rozpaczy, bandytyzmu i odrąbanych kończyn. W rękach rządu znajdowała się tylko stolica Freetown. W dżungli poza miastem rządziły grupy rebeliantów. Jedna z nich nosiła nazwę West Side Boys.

West Side Boys

Właściwie nazywanie ich „rebeliantami” to grube nadużycie – to była zbieranina wiecznie pijanych i zaćpanych psychopatów i bandytów, których ulubioną rozrywką były napady na bezbronne wsie, gdzie gwałcili kobiety, mężczyznom odrąbywali ręce, a dzieci wcielali do swoich szeregów. Horror, jaki zafundowali wieśniakom przechodził wszelkie wyobrażenie.

W 1999 roku Rada Bezpieczeństwa ONZ postanowiła wysłać do Sierra Leone kontyngent wojskowy, którego trzon stanowili Brytyjczycy. Początkowo było to 6 tysięcy żołnierzy, potem liczba wzrosła do 13 tysięcy.

Dnia 25 sierpnia 2000 roku 12-osobowy brytyjski patrol Royal Irish Regiment pod dowództwem majora Alana Marshalla wpadł w zasadzkę przygotowaną przez West Side Boys. Trzy Land Rovery z Brytyjczykami i towarzyszącym im sierraleońskim oficerem łącznikowym zostały otoczone przez kilkudziesięciu uzbrojonych po zęby bandytów. Major Marshall kazał swoim ludziom odłożyć broń. Bandyci poprowadzili ich przez dżunglę do swojej siedziby – wioski Geberi Bana.

Wiadomość o porwaniu żołnierzy szybko dotarła do Freetown, a stamtąd do Londynu. Powołany przez premiera Blaira sztab kryzysowy natychmiast zdecydował o wysłaniu do Sierra Leone kontyngentu sił specjalnych. W jego skład wchodziło 72 komandosów SAS i SBS (Special Boat Service – „morska” wersja SAS) oraz 90 żołnierzy z elitarnego 1. Pułku Spadochronowego.

Decydenci w Londynie wiedzieli, że banda West Side Boys liczy około 400 ludzi. Dlatego postanowili wesprzeć komandosów SAS i SBS silnym oddziałem spadochroniarzy. Kiedy Brytyjczycy wylądowali w Freetown natychmiast przewieziono ich do jednej z baz poza miastem. Chodziło o to, by wiadomość o ich przybyciu nie dotarła do West Side Boys.

W tym samym czasie zakładnicy przechodzili piekło na ziemi. Byli non stop bici i torturowani, poddawani pozorowanym egzekucjom, pozbawiani snu i jedzenia. Najgorzej traktowany był sierraleoński porucznik Musa Bangura, którego bandyci uznali za zdrajcę. Trzymali go w dole kloacznym, z którego co jakiś czas był wyciągany i bity do nieprzytomności.

(czytaj dalej)

  • 0

Zachowane przed zapomnieniem #55

czytaj dalej

  • 19 września 2016
  • Redakcja Polimaty.pl
  • Historia

W dzisiejszej odsłonie znajdziesz m.in. wojenną naukę włoskiego wśród naszych żołnierzy, pożegnanie pilotów kamikadze i wielkie parady po dwóch stronach Oceanu.

Poprzedni odcinek serii do zobaczenia tutaj.

Młoda Włoszka uczy swojego języka żołnierzy Wojska Polskiego, 1944 rok.

Herman Goring w trakcie procesów norymberskich, 1946 rok.

Pożegnanie pilotów kamikadze ruszających w misję, Japonia, 1945 rok.

Al Pacino na planie filmu „Człowiek z blizną”, 1983 rok.

John i Jacqueline Kennedy w dniu ślubu, 1953 rok.

(czytaj dalej)

  • 0

Sznurówka prawdę ci powie!

czytaj dalej

  • 16 września 2016
  • Andrzej Kotarski
  • Historia

Robota w agencji wywiadowczej to ciężka harówka. Każdy zainteresowany podsłuchuje i tylko szuka najróżniejszych, nawet najdrobniejszych znaków, aby tylko cię zdekonspirować. 

Wywiady z całego świata od zawsze szukają kreatywnych sposobów na przechytrzenie rywali. Niektóre pomysły okazały się spektakularną klęską jak tresowanie kota do roli agenta. Inne wyszły na światło dzienne dopiero wtedy, gdy przestały być potrzebne i zostały odtajnione.

Jeden z niezwykłych przykładów znajdziemy w książce „The Official CIA Manual of Trickery and Deception” (pol. „Oficjalny podręcznik sztuczek i oszustw CIA”). W nim do przekazania informacji nie trzeba było ani jednego słowa. Ani jednego gestu. Wystarczyło… spojrzeć na buty spotkanej osoby. Prawdę zdradzała forma wiązania sznurówek!

Tak od lewej odczytujemy z układu sznurówek: 1) Mam informację, 2) Idź za mną, 3) Przyprowadziłem inną osobę.

Sposób ten był wykorzystywany przez Amerykanów w czasach zimnej wojny. Bazuje na pomyśle Johna Mulhollanda, który wówczas podbijał serca mieszkańców USA swoimi… magicznymi sztuczkami. Został zatrudniony przez CIA, aby przeszkolił agentów w wykorzystywaniu sztuczek i sekretnych sygnałów.

(czytaj dalej)

  • 0

Co pisały gazety z września 1939 roku?

czytaj dalej

  • 13 września 2016
  • Andrzej Kotarski
  • Historia

Cofnijmy się w czasie o ponad 70 lat. Jest wrzesień 1939 roku. Załóżmy, że wiedzę o bieżących wydarzeniach czerpiemy głównie z wydawanych w Polsce gazet. 

Czy mielibyśmy świadomość nadciągającej wojny? Kiedy dowiedzielibyśmy się o ataku Niemiec? Jakie byłoby nasze nastawienie na kolejne dni września?

Zacznijmy od rozróżnienia widocznego na pierwszy rzut oka. Wydania poranne z 1.09.1939 skupiały się na napięciu w relacjach z Niemcami i przygotowaniach do walk. Naturalnie, dopiero w wieczornych edycjach mamy doniesienia o ataku na Westerplatte, nalotach na Wieluń i starciach w innych miastach.

„Express Poranny” z 1 września pisze o stanie gotowości polskiej obrony lotniczej i wypisuje „16 nikczemnych punktów” propozycji Niemiec dla Polski. „Dziennik Polski” wspomina o prowokacjach ze strony Berlina i wspomina zuchwałe groźby władz Niemiec. „Chwila” opisuje ostatnie próby ratowania pokoju. W „Dzienniku Bydgoskim” znajdziemy informację o niebezpieczeństwie przy wjeździe do Gdyni. Stronę dominuje jednak nagłówek „Czekamy z palcem na cynglu”. Chyba nikt nie miał złudzeń, że najazd nadejdzie już wkrótce…

Zrzut ekranu 2016-09-01 o 15.36.26Jednak, co ciekawe, zagrożenie wojną nie zdominowało całości wydań. W tym samymi „Dzienniku Bydgoskim” na dalszych stronach znajdziemy najzwyklejszy poradnik dla pań. Wśród dobrych rad (pamiętajmy, że wtedy jeszcze nie można było sprawdzić wszystkiego w Internecie) mamy instrukcję otwierania mocno zamkniętych wieczek od słoika oraz… rewolucyjny sposób na wykorzystanie skórek po zużytej cytrynie do… pielęgnacji łokci. Zaraz obok instrukcja prania, gotowania warzyw lub trzymania mięsa w świeżości.

Zrzut ekranu 2016-09-01 o 15.39.39

(czytaj dalej)

  • 0

Zachowane przed zapomnieniem #54

czytaj dalej

  • 12 września 2016
  • Redakcja Polimaty.pl
  • Historia

Dziś m.in. koncertowy szał, nauka strzelania z broni różnej i Nowy Jork lat 80.

Poprzednią część serii znajdziesz tutaj.

Koncert saksofonisty Big Jay McNeely’ego, Los Angeles, 1953 rok.

Policjantka Saundra Brown uczy się obsługiwać strzelbę, Oakland, 1970 rok.

Ćwiczenia samurajów, 1860 rok.

Zamach na prezydenta Egiptu Anwara as-Sadata, Kair, 1981 rok.

Bombardowanie zachmurzonej Bremy, 1943 rok.

(czytaj dalej)