• 1

Pokopana historia futbolowych Mistrzostw Europy

czytaj dalej

  • 14 czerwca 2016
  • Andrzej Kotarski
  • Historia

EURO 2016 już w pierwszym meczu stało się historyczne dla Polski. Biało-czerwoni zapisali inauguracyjną wygraną w finałach piłkarskich Mistrzostw Europy. Pisanie historii jest zabawne, prawda? :)

Trzeba jednak uczciwie przyznać, że wcześniej Polacy z rzadka robili coś godnego większej uwagi w kontekście turniejów o prymat w Europie. Dlatego tutaj przyjrzymy się innym momentom, które stworzyły legendę EURO. I nie będzie to tylko wspomnienie wielkich mistrzów i zawodników dla fanów futbolu. Bo sport bardzo często nachodzi na inne fascynujące wątki – politykę, psychologię lub matematykę. Dlatego nawet jeśli nie śledzisz każdego meczu przed telewizorem, znajdziesz tu coś dla siebie, obiecuję! :)

Współczesne mistrzostwa Europy – podobnie jak cała dyscyplina – zdecydowanie różnią się od pierwotnych założeń. (O tym mówi nowy odcinek Polimatów) Pierwsze rozgrywki międzynarodowe o tytuł najlepszej drużyny Starego Kontynentu z 1960 roku miały nawet inną nazwę – był to Puchar Narodów Europy. Ledwo udało się nawet namówić wymagane minimum państw do wzięcia udziału w eliminacjach i tylko seria zgłoszeń na ostatnią chwilę uratowała rozgrywki. Jednak tamte zawody zupełnie zignorowały potęgi takie jak Niemcy Zachodnie, Włochy i Anglia. Dziś w finałach mistrzostw Europy gra 24 ekip na przestrzeni miesiąca. W 1960 roku finały zamknęły się w czterech meczach na przestrzeni pięciu dni. Myśl marketingowa dopiero się rodziła – w końcu więcej meczów, to więcej widzów, co za tym idzie sponsorów, itd. Na początku nie zawracano sobie tym głowy.

Polityczne gierki

Tamte pierwsze rozgrywki wygrała ekipa ZSRR, która miała jednak mocno ułatwione zadanie. W ostatniej fazie eliminacji mieli grać z silną Hiszpanią. Do meczu nie doszło za sprawą czystej polityki. Generał Franco nie mógł sobie wyobrazić goszczenia u siebie komunistów oraz posyłania swoich piłkarzy do Moskwy. Hiszpanie musieli więc oddać rywalizację walkowerem. Cztery lata później los ponownie połączył obie ekipy. Tym razem już na etapie wielkiego finału mistrzostw organizowanych w Hiszpanii. Franco nie miał wyjścia i musiał zapewnić wjazd radzieckiej kadrze. On i 80 tysięcy innych kibiców w Madrycie oglądało jak Hiszpanie pokonują ZSRR 2:1.

Generał Francisco Franco uwielbiał wykorzystywać futbol w swojej polityce

W tej samej edycji (ME 1964) z powodów politycznych nie odbył się dwumecz w eliminacjach między Grecją i Albanią, które były oficjalnie w stanie wojny. O wpływie polityki na futbol pisałem także tutaj. Inną polityczną ciekawostką jest fakt, że całe podium pierwszych mistrzostw Europy z 1960 roku zajęły państwa, które kilkadziesiąt lat później przestaną istnieć – Związek Radziecki, Jugosławia i Czechosłowacja.

Polityka wpłynęła również na najbardziej niespodziewany wynik w historii EURO. W 1992 roku rozgrywki wygrała bowiem Dania, która… wcale miała w nich nie wystąpić. Dlaczego?

(czytaj dalej)

  • 0

Co pamiętasz z Polimatów? Quiz o piratach

czytaj dalej

  • 13 czerwca 2016
  • Andrzej Kotarski
  • Historia

Ostatnio Polimaty zostały zdominowane przez morskie tematy. Odcinek nr 34 sprzed trzech lat także dotyczył przygód na otwartych wodach. Ile pamiętasz z filmu o pirackim życiu?


Odpowiedzi na pytania znajdziesz tutaj. Nie oglądaj przed zakończeniem quizu!

Czekamy w komentarzach na Wasze wyniki. Poszło zgodnie z oczekiwaniami? :)

  • 0

Sekrety życia na morzu | Polimaty Plus #80

czytaj dalej

Po co na statkach śpiewa się szanty? Czemu służą rejsy statkami szkoleniowymi? Jak ze sztormami radzono sobie w… jadalni na Darze Pomorza? Takie wątki poruszam w Polimatach Plus.

Chcesz obejrzeć inne zakątki Daru Pomorza i Daru Młodzieży niż te pokazane w Polimatach? Zapraszam do zobaczenia na VOD odcinka „Podróży z historią” pt. „Historia wśród fal” – dostępne tutaj za darmo: http://vod.tvp.pl/25467638/historia-wsrod-fal :)

  • 0

Sekrety życia na morzu | Polimaty #80

czytaj dalej

Przyszedł czas, aby szczur lądowy poczuł nieco życia na pełnym morzu. Wyruszam w podróż z Gdyni do Świnoujścia, aby odsłonić kulisy naszego statku szkoleniowego „Dar Młodzieży”!

Zapraszam w najbliższą niedzielę do TVP2 o 11:40 – w moim programie „Podróże z historią” zbadam inne części statku oraz „Dar Pomorza” – dumnego poprzednika „Daru Młodzieży”. Do zobaczenia! :)

Podziękowania dla Akademii Morskiej w Gdyni za umożliwienie realizacji materiału na statku. Niskie ukłony dla kapitana i całej załogi „Daru Młodzieży”! Przyszłość naszej marynarki maluje się w jasnych barwach :)

Bibliografia:

(czytaj dalej)

  • 0

Zachowane przed zapomnieniem #42

czytaj dalej

  • 6 czerwca 2016
  • Redakcja Polimaty.pl
  • Historia

Dziś w cyklu archiwalnych zdjęć m.in. nietypowy sposób na podróżowanie w indyjskich Himalajach i nieco plażowego folkloru.

Poprzednią część serii znajdziesz tutaj.

Nadmuchiwanie skór wołów, które spełniały funkcje pontonów, Indie, 1903 rok.

Oryginalny wygląd kabaretu Moulin Rouge w Paryżu, 1914 rok.

System rezerwacji biletów lotniczych przed erą komputerów, 1945 rok.

Walka z płonącymi szybami naftowymi, Kuwejt, 1991 rok.

Postrzelony agent Secret Service tuż po zamachu na prezydenta Ronalda Reagana, 1981 rok.

Zatłoczony parking w czasie strajku pracowników komunikacji miejskiej, Waszyngton, 1974 rok.

Znana tancerka Mata Hari skazana za szpiegostwo, 1910 rok.

Kobieta aresztowana za zbyt krótki strój kąpielowy, 1922 rok.

Reakcja prezydenta USA Lyndona B. Johnsona na wieści o warunkach panujących na wojnie w Wietnamie, 1968 rok.

Malarz Pablo Picasso w swojej pracowni, 1965 rok.

Plaża w mieście Daytona Beach na Florydzie, 1957 rok.

  • 0

Polimaty podróżują z historią | Wizyta u Fryderyka II

czytaj dalej

  • 3 czerwca 2016
  • Andrzej Kotarski
  • Historia

Niezwykłe miejsce, oj, niezwykłe znajdziemy na straży Gór Sowich w Sudetach. Tam znajduje się niepozorna na pierwszy rzut oka wieś Srebrna Góra. Wystarczy jednak szybki rzut oka w górę, aby przekonać się, że nad wioską góruje monumentalna i bardzo dobrze zachowana twierdza.

Polska dostała w spadku sporo fortów. W końcu na naszych terenach w XVIII i XIX wieku szaleli geniusze europejskiej inżynierii militarnej. Stąd mamy tu ślady myśli technologicznej od Napoleona, Rosjan, Austriaków i Prus. W Srebrnej Górze znajdziemy pamiątkę pruskiej działalności.

Po zdobyciu Śląska król Fryderyk II nakazał stworzenie pasma umocnień. Jednym z ważnych punktów pasma była Srebrna Góra, która swoim charakterem świetnie oddaje ducha pruskiego wojska. Nie ma tu zbędnego zdobienia, a mnóstwo miejsca do magazynowanie – i żołnierzy, i sprzętu. Trwałość konstrukcji widać po stanie utrzymania twierdzy, która pochodzi z drugiej połowy XVIII wieku.

Zrzut ekranu 2016-05-31 o 15.07.11

Król Fryderyk II osobiście maczał palce w konstruowaniu i planowaniu twierdzy w Srebrnej Górze. Nic bardziej typowego dla jego stylu rządzenia. On uwielbiał udzielać się niemal w każdym aspekcie funkcjonowania Prus. Nawet w tych mało istotnych.  „Dobry raport? Jak najbardziej! Cenna rada? Zapomnij! Rządzę ja!”

Fryderyk II jest nie bez powodów nazywany Wielkim. Jeśli jednak ktoś kojarzy tę postać w Polsce, myśli raczej o jego olbrzymiej niechęci do naszego narodu. Słusznie, trzeba przyznać. W jego epoce trudno o większego krytyka Polski. Niezwykle irytowała go maniera szlachty w Rzeczpospolitej, której nie szczędził złośliwości i pogardy (bądźmy szczerzy, ciężko mu się dziwić). W 1752 roku pisał, że nasz kraj należy „połknąć niczym karczoch”. Efekt? 1772 rok, pierwszy rozbiór Polski. Jego główną postacią był właśnie Fryderyk II, którego Prusy wiele zyskały na rozdarciu Rzeczpospolitej. Polską elitę tamtych lat uznał za niezdolną do jakiegokolwiek unowocześnienia i reformy państwa. Dlatego – dla dobra rozwiniętej Europy – należało usunąć z map nazwę Polska.

Mocne stanowisko, które u nas nie przynosi mu sławy. W Niemczech jest jednak jedną z najwybitniejszych postaci w historii i temu też trudno się dziwić. Ocenianie go wyłącznie z nastawienia do Polski jest mocno krzywdzące. Warto poznać nieco inne oblicze króla Prus, bo o podobnego cudaka na europejskim tronie naprawdę trudno… Dlaczego?

Day_3__1

(czytaj dalej)

  • 0

Niebezpieczne serce miasta. Mapa ubóstwa Londynu z 1889 roku

czytaj dalej

  • 31 maja 2016
  • Redakcja Polimaty.pl
  • Historia

Londyn – dziś żywy organizm tętniący ludnością, która często wywodzi się z najdalszych zakątków świata. Dziś jego centrum to stolica europejskiej finansjery. Dawniej tereny w pobliżu Tamizy były jednak najczęściej… dzielnicami biedy.

Świetnie ukazuje to mapa autorstwa Charlesa Bootha, działacza społecznego i socjologa. Mapa ubóstwa z 1889 roku jest jego najsłynniejszą pracą. Powstała głównie na bazie badań terenowych i przyglądaniu się warunkom życia i pracy. Z bliska wygląda tak:

Zrzut ekranu 2016-05-31 o 11.04.21

Wyjaśnienie wykorzystanej legendy:

  • czarny – najniższa klasa, nikczemni, zepsuci, połkryminaliści
  • ciemnoniebieski – bardzo biedni, pobieżni, wciąż czegoś chcą
  • jasnoniebieski – biedni, zarabiający 18-21 szylingów tygodniowo na umiarkowane życie
  • purpurowy – wymieszani, niektórzy żyją wygodnie, inni biednie
  • różowy – żyjący w miarę komfortowo, dobre i regularne zarobki
  • czerwony – klasa średnia, wiedzie się im dobrze
  • żółty – klasa wyższa średnia i wyższe klasy, zamożni

Zdecydowanie więcej żółtego koloru, oznaczającego najbogatszych, znajdziemy w zachodniej części (okolice Hyde Park, Westminster, The Regent’s Park).

Zrzut ekranu 2016-05-31 o 11.04.39

(czytaj dalej)

  • 0

Zachowane przed zapomnieniem #41

czytaj dalej

  • 30 maja 2016
  • Redakcja Polimaty.pl
  • Historia

Chwila przerwy na sztukę w czasie wojny lub zabawa w maskach przeciwgazowych. Takie rzeczy przygotowaliśmy w dzisiejszej odsłonie cyklu z archiwalnymi fotografiami.

Poprzedni odcinek serii znajdziesz tutaj.

Harrison Ford na planie zdjęciowym do „Indiana Jones i Świątynia Zagłady”, 1983 rok.

Rosyjski żołnierz gra na pianinie podczas wojny w Czeczeni, 1994-1996 rok.

Fragment ceremonii otwarcia Igrzysk Olimpijskich w Moskwie, 1980 rok.

(czytaj dalej)

  • 2

Lwy ludojady z Tsavo

czytaj dalej

  • 25 maja 2016
  • Mateusz "Biszop" Biskup
  • Historia

Okolice rzeki Tsavo, Brytyjska Afryka Wschodnia, 9 grudnia 1898 roku, godzina 8:00.
„Bwana! Bwana! Simba! Simba!” John Patterson wyszedł przed zeribę i zobaczył dwóch lokalnych tragarzy biegnących w jego kierunku. Zatrzymali się dysząc ciężko. Oficer spojrzał na twarze Murzynów – były popielate z przerażenia. – Co się stało? – spytał.

Zaczęli się wzajemnie przekrzykiwać i wymachiwać rękami. Podpułkownik przywołał na pomoc całą swoją wątłą znajomość języka suahili starając się zrozumieć cokolwiek z ich bezładnej paplaniny.

Po chwili wiedział mniej więcej co się stało. Oto dwa lwy, które od niemal roku terroryzowały okolicę zaatakowały ponownie. Wkradły się do obozu hinduskich kulisów nad rzeką, na szczęście jednak nie zdołały zabić żadnego z ludzi. Zadowoliły się jednym z osłów pasących się niedaleko namiotów. W tej chwili właśnie konsumowały swoją zdobycz.

Oficer zmarszczył brwi. A więc nareszcie! W końcu ma szansę spotkać sie z nimi oko w oko! Nie może jej zmarnować! A więc trzeba działać szybko… Wpadł jak burza do namiotu i podbiegł do stojaka z karabinami. Zawahał się na sekundę. Czy ma wziąć swój wypróbowany karabin .303 Lee Enfield, czy też raczej ciężki dwulufowy sztucer, który zostawił mu komendant Farquhar.

Chwycił sztucer, wybiegając z namiotu porwał ze stołu pudełko amunicji i pobiegł co sił za Murzynami. Dogonił ich, zatrzymał i polecił iść za sobą zachowując całkowitą ciszę.

Powoli skradali się przez busz. Po chwili do ich uszu doszły odgłosy uczty drapieżników – trzask kości łamanych w potężnych szczękach, nieprzyjemny dźwięk rwanego ciała i pomruk zaspokajającego głód lwa-ludojada. W powietrzu czuć było woń krwi.
Trzask!

John Patterson zamarł na moment. Jeden z idących za nim tragarzy nadepnął na suchą gałąź.

Myśliwy natychmiast skoczył naprzód przykładając broń do oka. Na próżno. Ostrzeżony trzaskiem lew – albowiem ucztował tylko jeden – dał nura w gęste krzaki porastające niewielki zagajnik i tyle go widziano. Ale oficer ani myślał odpuścić. Szybko wydał rozkazy tragarzom. Pokiwali głowami i pobiegli do obozu.

Po kilkunastu minutach zagajnik otoczyło kilkudziesięciu Hindusów trzymających w rękach garnki, grzechotki, rondle – słowem, wszystko, co mogło wydać jak najgłośniejszy dźwięk. Uformowali półkole po przeciwnej stronie lasku i bębniąc ile sił w przyniesione kuchenne utensylia zagłębili się w gąszcz.

Myśliwy przyczaił się za dużym kopcem termitów i mocniej ścisnął w rekach sztucer. Teraz na pewno się uda!

I rzeczywiście. Po kilku minutach z gęstwiny wyłoniło się płowe cielsko drapieżnika, na którego polował od miesięcy. Przyglądał mu się przez chwilę. Był to olbrzymi okaz lwa bezgrzywowego – przedstawiciela endemicznego gatunku występującego wyłącznie na tym terenie. Z jego gardła wydobywał się głuchy pomruk, a gruby ogon uderzał o ziemię niczym bicz.

„Boże, daj mi pewną rękę i celne oko!” – pomyślał oficer i wysunął się zza termitiery. Lew i myśliwy przez ułamek sekundy patrzyli sobie prosto w oczy.  John Patterson podniósł sztucer do oka, starannie wycelował w niewielką plamkę w pobliżu ucha zwierzęcia i nacisnął prawy spust. Trzask!

Oficer zapomniał o swojej własnej zasadzie – „Nigdy nie ufaj cudzej broni!”

(czytaj dalej)

  • 1

Zachowane przed zapomnieniem #40

czytaj dalej

  • 24 maja 2016
  • Redakcja Polimaty.pl
  • Historia

W jaki budynek w Nowym Jorku wbił się bombowiec w 1945 roku? Jak wyglądał pierwszy test atomowy?

Poprzedni odcinek serii znajdziesz tutaj.

Efekt wypadku bombowca B-25, którego pilot przypadkowo wleciał w Empire State Building, Nowy Jork, 1945 rok.

Osuszanie i oczyszczanie Canal Grande w Wenecji, 1956 rok.

Tankowanie szwedzkiego samolotu wojskowego SAAB 105, lata 80.

(czytaj dalej)

  • 2

Polimaty podróżują z historią | Parowozy z Wolsztyna

czytaj dalej

W „Podróżach z historią” staramy się, abyście choć przez moment poczuli klimat dawnych czasów i przenieśli się do omawianej rzeczywistości. Często musimy sami kreować te historyczne realia. Jednak w przypadku nowego odcinka mieliśmy proste zadanie. Dlaczego?

Parowozownia w Wolsztynie to miejsce, które ciągle żyje w tradycyjnej rzeczywistości (powstała w 1907 roku). To nie muzeum, a wyjątkowy zakład pracy. Choć ruch na torach kolejowych w miażdżącej większości odbywa się już bez obecności ciężkich silników parowych, w Wolsztynie czas niejako się zatrzymał. I w taką wyjątkową podróż Was zabieramy.

Maszyniści wciąż ciągną do parowozów, choć ich obsługa to udręka. Po co się dodatkowo męczą? Tylko lokomotywy parowe dają poczuć prawdziwą kontrolę nad sprzętem. Trzeba dbać o paliwo, poziomy wody, ciśnienie. Bez naszej pracy, lokomotywa nie pojedzie. Efekty naszych działań widać bez zbytnich opóźnień. Jest trudno, ale daje to satysfakcję. Radek przekonał się o tym na własnej skórze, gdy własnymi rękoma pomagał ruszać się maszynie w tumanach pary.

Obecnie praca na parowozach jest i tak przyjemna w porównaniu do dawnych realiów. Niegdyś godziny pracy maszynistów znacząco wykraczały poza nasze współczesne wyobrażenie. Niczym dziwnym nie był miesięczny licznik ponad 200 godzin na wymagającej służbie. To 25 pełnych, 8-godzinnych dni roboczych w miesiącu. Rekordzista w 1927 roku pełnił nieprzerwaną służbę przez ponad… 42 godziny (prowadząc parowóz, przypominam). Ile w tym czasie pokonał kilometrów? Niecałe 500… Ich zadania wymagały ciągłego skupienia i zwracania uwagi na najdrobniejsze szczegóły. Wszelkie najmniejsze wykroczenia karano z najwyższą surowością.

Zimą pociągi stawały w zaspach i trzeba było godzinami czekać na ratunek. Stare przepisy zabraniały przy tym chować się do wagonów, dlatego maszyniści byli nie raz ofiarami ataków stad wilków… Dopiero w połowie XIX wieku ulżono pracownikom w formie budek maszynistów. Niemniej jednak zawód kolejarza przynosił prestiż, pewną pensję, godną emeryturę.

IMG_7802

(czytaj dalej)