• 0

Jak zabija cukrzyca? | Polimaty Plus #85

czytaj dalej

  • 10 stycznia 2017
  • Radosław Kotarski
  • TV i Zdrowie

Czas odpowiedzieć na Wasze pytania dotyczące odcinka o cukrzycy! Koncentruję się głównie na rozwinięciu wątku cukrzycy typu 1, bo o to najczęściej prosiliście w komentarzach.

Poza tym podpowiadam jak najprościej zbadać stan swojego zdrowia i wykluczyć występowanie tej podłej choroby.

Zobacz także odpowiedź na kolejne z pytań do odcinka: Czym jest hipoglikemia (niedocukrzenie)?

(czytaj dalej)

  • 0

Jak zabija cukrzyca? | Polimaty #85

czytaj dalej

  • 19 grudnia 2016
  • Radosław Kotarski
  • TV i Zdrowie

Jeśli do tej pory wydawało Ci się, że cukrzyca to choroba, która bierze się od zbyt dużej ilości zjadanego cukru i Cię nie dotyczy to obejrzyj ten materiał. Zapamiętaj objawy, bo może to uratować życie Twoje i innych.

Podobało Ci się? Udostępnij odcinek znajomym! To motywuje do dalszej pracy! :)

(czytaj dalej)

  • 0

5 mitów o alkoholu | Polimaty Plus #84

czytaj dalej

Radosław Kotarski, stary już człowiek, broni dzieciom dostępu do alkoholu! DLACZEGO?! Co na to nauka?! [SZOK] [ZOBACZ MEMY]

Tak wyglądałby nagłówek większości portali, który zapowiadałby najnowsze Polimaty Plus. :)

Czas zmierzyć się z Waszymi pytaniami do odcinka o alkoholu! W środku o (nie)zdrowotnym wpływie alkoholu na dzieci oraz historii wznoszenia toastów.

Przeczytaj też odpowiedzi na dwa kolejne pytania do odcinka:

Czy kefir to alkohol?

Tradycje picia miodu, najprzedniejszego napoju dawnej Polski?

(czytaj dalej)

  • 0

Tradycje picia miodu, najprzedniejszego napoju dawnej Polski

czytaj dalej

Dodatkowe pytanie do Polimatów Plus o 5 alkoholowych mitach.

Wojciech Słotwiński
Radku bardzo ciekawy temat poruszyłeś w tym odcinku Polimatów. W odcinku nic nie wspominałeś o typowo polskim trunku jakim są miody pitne. Obecne są one w polskiej kulturze od zarania dziejów. A co z gorzałką która powstawała z palonego zboża? Może w polimatach plus pojawi się rozwinięcie w/w tematów. Pozdrawiam i powodzenia w realizacji kolejnych odcinków!

Wojtek słusznie zauważa, że pitne, alkoholowe miody są w naszej kulturze od zarania dziejów i wyprzedzają jeszcze początki polskiej państwowości. Nic dziwnego, że miód kojarzył się dobrze, bo już od antyku kraina mlekiem i miodem płynąca była równoznaczna bogactwu. W dawnej Polsce miód uchodził za najprzedniejszy napój, nawet jeśli to piwo dzierżyło miano najpopularniejszego napitku.

Ze wspomnień podróżnika i kronikarza Ibrahima Ibn Jakuba z X wieku dowiemy się, że „w kraju Mieszka I, obok żywności, mięsa, ziemi ornej obfituje miód, a słowińskie wina i upajające napoje zwą się miodami”. Biograf św. Ottona pisał w XII wieku, że Lechici pomorscy „nie dbali o wino, mając w piwie i miodzie tak wyborne napoje”. Później płynne miody pojawiały się na kartach wielu dzieł – w „Pamiętnikach” Jana Chryzostoma Paska, „Panu Tadeuszu” Adama Mickiewicza i dziełach Henryka Sienkiewicza, gdzie olbrzymim fanem miodu był Onufry Zagłoba.

W średniowieczu miód stanowił polskie dobro eksportowe, które wywoziliśmy na zachód Europy. Wtedy też stanowił środek płatniczy. Tak np. ziemianie opłacali kary sądowe w pitnym miodzie.

(czytaj dalej)

  • 1

Czy kefir to napój alkoholowy?

czytaj dalej

Pod odcinkiem Polimatów o 5 alkoholowych mitach Tchorg zauważył: „Co do początku przetwory mleczne też mogą mieć alkohol 0.5-2%, bo używa się do nich bakterii, które fermentują do alkoholi. Mowa tu o kefirze. Ale nikt tego nie uważa jako alkohol.” Warto rozwinąć tę kwestię!

Zgodnie z obowiązującym Obwieszczeniem Marszałka Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej z 25 marca 2016 r. „napojem alkoholowym w rozumieniu niniejszej ustawy jest produkt przeznaczony do spożycia zawierający alkohol etylowy pochodzenia rolniczego w stężeniu przekraczającym 0,5% objętościowych alkoholu”. Stąd wynika co w Polsce rozumiemy jako alkohol – potrzeba przynajmniej 0,5% alkoholu w napoju. (Przed ustawową zmianą w Rosji, wspominaną w odcinku głównym, pod alkohole podlegały napoje… powyżej 10%!)

Trzymając się tej definicji wspomniany kefir… spokojnie można wliczyć do grupy napojów alkoholowych! Dlaczego? Kefir to produkt z mleka sfermentowanego pod wpływem ziaren (grzybków) kefirowych. Owa fermentacja sprawia, że kefir nabiera swojego charakterystycznego kwaśnego smaku i lekkiego nagazowania. Częścią tego procesu jest także wytworzenie niewielkiej ilości alkoholu etylowego.

O jakiej skali mowa? Tu przeróżne źródła nie są jednolite i mamy dość spore widełki. Niektórzy dają szeroki zakres 0,08-2% lub nawet 0,01-2,5% alkoholu. Inne: 0,1-0,8%; 0,3-1%, około 1%, około 1,5%, do 2%. Co ciekawe, polskojęzyczne źródła są zdecydowanie bardziej konserwatywne w ocenie zawartości alkoholowej kefiru. Te po angielsku chętniej przywołują dane typu: „do 2%”. Jeśli nawet przyjąć uśrednioną wartość 1%, to i tak kefiry powinny, zgodnie z definicją prawną, podlegać do kategorii alkoholi. Ale… nie galopujmy, czas nieco zwolnić! Często znajdziemy zastrzeżenie, że kefir produkowany komercyjnie do sklepów ma znacznie niższą zawartość alkoholową. Nic dziwnego, że producenci mlecznych przetworów nie chcieliby sami sobie zakładać kagańca w postaci dodatkowej kontroli, której podlega produkcja alkoholi.

(czytaj dalej)

  • 0

5 mitów o alkoholu | Polimaty #84

czytaj dalej

Dlaczego Rosjanie nie uważali piwa za alkohol? Czy Polacy najbardziej kochają wódkę? Czy to prawda, że od piwa rośnie brzuch, a sam alkohol zawsze szkodzi zdrowiu? Przyjrzyjmy się pięciu ciekawym mitom z % w tle!

Zapraszam! Podobało Ci się? Udostępnij odcinek znajomym! To motywuje do dalszej pracy! :)

(czytaj dalej)

  • 0

Ostatnie chwile życia umierającego

czytaj dalej

Z dużym prawdopodobieństwem można określić czy pacjentowi zostało kilka miesięcy, tygodni lub jedynie kilka dni życia. Rodzina chorego powinna być na to przygotowana – twierdzi doc. Małgorzata Krajnik z Katedry i Zakładu Opieki Paliatywnej CM UMK.

Umieranie nieuleczalnie chorego jest na ogół powolnym procesem, przechodzącym przez kolejne etapy. – W ostatnich miesiącach życia przede wszystkim zmniejsza się zainteresowanie światem zewnętrznym. Chory rozmyśla nad swoim życiem, wspomina i ocenia jak żył, czego żałuje, a z czego jest dumny. Stara się też doprowadzić do końca niepozałatwiane sprawy – powiedziała specjalistka.

Dodała, że warto zwrócić uwagę na objawy fizjologiczne chorego, takie jak zmniejszony apetyt, postępujące chudnięcie, zmęczenie i osłabienie oraz częstsze i dłuższe przesypianie. Chory może wtedy prosić o eutanazję, gdyż boi się bólu, ale może też obawiać się utraty godności, z czego nie zawsze zdają sobie sprawę najbliżsi.

W ostatnich tygodniach życia terminalnie chory coraz mniej mówi i coraz dłużej śpi. Pojawia się świadomość bliskości śmierci, halucynacje i dezorientacja oraz widzenie zmarłych bliskich osób. Spada temperatura ciała (o jeden stopień lub więcej), zmniejsza się ciśnienie tętnicze krwi, występuje bladość i sinica oraz większe pocenie się. Oddech staje nieregularny, słuchać rzężenie i kaszel.

W tym okresie u chorego zaskakująco może się pojawić przypływ energii. Chce wstać z łóżka, choć wcześniej nie było to możliwe, wykazuje większą ochotę do rozmowy i większy apetyt. Często jednak jest to mylące. – Pacjent może przechodzić już w ostatnia fazę umierania – podkreśla doc. Krajnik.

W ostatnich dniach życia chory jest bardzo osłabiony i wyłącznie leży. Nie może jeść, ma coraz większe problemy z połykaniem, pije małymi łykami i nie chce przyjmować tabletek. Przesypia większość czasu, a kontakt z nim jest coraz trudniejszy.

(czytaj dalej)

  • 0

Ze śmiercią na ty

czytaj dalej

  • 1 listopada 2016
  • Redakcja Polimaty.pl
  • TV i Zdrowie

Dziś miliony Polaków ruszają na cmentarze. Początek listopada to dni szczególnej pamięci o naszych zmarłych.

Śmierć towarzyszy nam od pierwszych chwil na tym świecie. Jak wszyscy wiemy – jest nieuchronna dla każdego. Warto się z nią oswoić, stąd przypomnienie jednego z pierwszych odcinków Polimatów (nr 10) dotyczącego właśnie śmierci.

  • 0

Jedz mniej, żyj dłużej

czytaj dalej

  • 26 października 2016
  • Redakcja Polimaty.pl
  • Zdrowie

Jedną z najskuteczniejszych strategii na przedłużenie sobie życia może być zmniejszenie liczby spożywanych kalorii. Stulatkowie z tzw. niebieskich stref, w których żyje ich najwięcej, jedzą około 1800 kcal dziennie, czyli 20-30 proc. poniżej zapotrzebowania kalorycznego.

W ostatnich stu latach średnia długość życia człowieka wzrosła o średnio 30 lat. Choć częściowo – jak podkreślała dr Barbara Pietrzak – to efekt zmniejszenia śmiertelności noworodków, to rzeczywiście takiego wydłużenia życia nie było dotąd w całym świecie zwierząt. – Śmiertelność ludzi w czasach przedprzemysłowych była bardziej zbliżona do śmiertelności w populacji innych człowiekowatych, np. szympansa. Poprzez zmiany kulturowe, postęp medycyny interwencyjnej, poprawienie jakości życia, w ciągu kilku – kilkunastu pokoleń pokonaliśmy dłuższą drogę niż wcześniej przez setki czy tysiące lat ewolucji – mówiła biolog dr Pietrzak.

Nasza pokusa nieustannego wydłużania życia wciąż jednak rośnie, czego efektem są m.in. kolejne pomysły na zachowanie zdrowia, nowe rodzaje diet i wytyczne żywieniowe. – Tymczasem odpowiedź na pytanie: co jest dla nas dobre, jest zapisana w naszej historii ewolucyjnej. Odkąd udomowiliśmy zwierzęta i zaczęliśmy spożywać mleko, mutacje w naszych genach, pozwalające na trawienie go, pojawiły się przynajmniej dwukrotnie. To, co jest zapisane w genach, wciąż się zmienia, jednak większość naszej historii ewolucyjnej to czasy sprzed rolnictwa. To do tych czasów – w dużej mierze – nasz organizm jest przystosowany – wyjaśniał dr Pietrzak.

Cukier niczym narkotyk

Jednym z przykładów trudności, z którymi obecnie musi zmierzyć się nasz organizm, jest zbyt duża ilość cukru, którego dostarczamy sobie każdego dnia. – Badania antropologiczne pokazały, że nasi przodkowie 10 tys. lat temu spożywali 200 gramów cukru na rok. Dzisiaj przeciętny Amerykanin zjada 200 gramów cukru dziennie. Nie ma takiej możliwości, abyśmy zdołali się ewolucyjnie przystosować do takiej zmiany – podkreślał dr n. med. Daniel Śliż.

Obecnie cukier jest niemal w każdym produkcie na sklepowych półkach, a ma działanie silnie uzależniające. Od cukru uzależniliśmy się tak bardzo, że bez niego wiele produktów zupełnie nam nie smakuje. – Tymczasem kiedyś słodycze robiono kilka razy do roku na specjalne okazje. Nikt sobie nie zjadał batonika, kiedy miał zły humor – przypomniała dr Magdalena Tomaszewska-Bolałek.

(czytaj dalej)

  • 0

Samobójcze myśli Europy

czytaj dalej

Samobójstwo to tragiczna i ostateczna decyzja. Często w powszechnej świadomoś i wydaje nam się, że samobójczym myślom sprzyja depresyjny klimat. Znacznie łatwiej wyobrazić nam sobie samobójcę z ponurej Szwecji niż kochającego życie Francuza.

Czy ma to przełożenie na rzeczywistość? Oto wskaźnik samobójstw w krajach Europy. Podane liczby to liczba samobójców na 100 tysięcy mieszkańców w ciągu roku (dane Światowej Organizacji Zdrowia na 2012 rok).

W słonecznej Grecji, Włoszech lub Hiszpanii faktycznie współczynnik samobójstw należy do najniższych. Ale już francuskie umiłowanie do wina i dobrego jedzenia nie przekłada się na wyjątkowo rzadkie występowanie samobójczych myśli. We Francji jest dwukrotnie więcej samobójców niż w Wielkiej Brytanii.

Niestety, Polska należy do grona krajów ze znaczącym współczynnikiem samobójstw. Niechlubnie brylują Litwini, Rosjanie i Węgrzy.

(czytaj dalej)

  • 0

PRL mięsem stała!

czytaj dalej

Lęk przed głodem, odziedziczony po wojnie, spowodował, że w PRL symbolem bezpieczeństwa i podstawą dobrej kuchni było mięso. W latach 80., kiedy Polacy stanęli w obliczu jego niedoboru, do jadłospisu włączyli drób. Popularność zyskała też baranina, a nawet mięso z nutrii.

W czasach II wojny światowej obywatel okupowanej Francji miał w przydziałach kartkowych około 1,2 tys. kcal dziennie, mieszkaniec Generalnego Gubernatorstwa miał ich około 600, natomiast obywatel żydowski w zasadzie był skazany na śmierć głodową – powiedział dr hab. Błażej Brzostek z Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego.

– Wygłodzenie i lęk przed głodem odziedziczony z wojny jest doświadczeniem bardzo silnie obecnym w całym okresie PRL. W drugiej połowie lat 50. społeczeństwo PRL zjadało dwa razy więcej mięsa rocznie niż społeczeństwo II RP pod koniec lat 30. W latach 1945-50 udział wydatków na żywność w budżecie domowym sięgał 70 proc. – mówił Brzostek.  – W latach 60. przeciętny obywatel PRL zjada ponad 200 kg ziemniaków rocznie, około 50 kg mięsa i 5 kg ryb, wobec których cały czas utrzymuje się dystans” – dodał.

Narastanie paniki mięsnej socjologowie po raz pierwszy obserwowali w latach 1950-55 wraz ze stagnacją, a nawet spadkiem płac. W kolejnych latach Polacy mierzyli się z następnymi kryzysami mięsnymi, a jeden z najpoważniejszych nadszedł w latach 80. W roku 1980 spożycie mięsa w PRL wynosiło 74 kg na osobę, przy dominacji mięsa wieprzowego; w roku 1982 spadło do 65,7 kg; a w następnym wyniosło tylko 58,2 kg.

(czytaj dalej)